Mój chłopak jest gejem" 3 część serii (+18)
opowiadania >



o takiej ewentualności. Złość wypalała dziurę w jego mózgu, nie mniej jednak Matt wymusił szeroki uśmiech. Nonszalancko napił się piwa i wzruszył szerokimi ramionami.

– Cóż, wygląda na to, że już wszystko macie zaplanowane i wszystko układa się zgodnie z planem – stwierdził niedbale. Musiał spuścić wzrok na blat sosnowego stolika, bo obawiał się, że Kyle wyczyta prawdę w jego oczach. Zbyt dobrze się znali… choć właściwie już nie był tego tak do końca pewien.


– Nie jesteś zły? – Bryan wyrwał się z pytaniem, najwyraźniej dręczącym ich wszystkich.


Matt parsknął śmiechem, tym razem szczerym. Gorycz i smutek utonęły w barowym barze, a przynajmniej miał taką nadzieję.


– Skąd podobny pomysł? – zapytał niewinnie, wpatrując się w brata. – Nie mam pojęcia dlaczego miałbym być zły? Przecież to wasza sprawa i wasze decyzje. Mnie one nie dotyczą… – Najwyraźniej.


Żaden z mężczyzn nie miał dobrej odpowiedzi, ale Matt wcale nie był zaskoczony. Było mu źle, był wściekły i miał ochotę stamtąd wyjść, ale prędzej dałby sobie jaja na sucho ogolić, niż przyznać się do tego co czuje.


Musiał więc udawać, że cieszy się, iż za jego plecami jego przyjaciel podjął życiową decyzję, że zamieszka z jego bratem i swoim przyjacielem, nawet nie zastanawiając się czy i on chciałby z nimi mieszkać. Będzie musiał udawać ilekroć ich odwiedzi, że nie ma nic przeciwko Redowi, którego już nie będzie mógł unikać. Ani spotykając się z bratem, ani nawet w pracy nie będzie już miał spokoju. Nigdzie już nie będzie bezpieczny i nawet nie ma możliwości, aby wytłumaczyć to wszystko swojemu jedynemu przyjacielowi.


Miał ochotę przywalić komuś. Najlepiej wielokrotnie. Zamiast tego zmusił się do pytania.


– Kiedy przeprowadzka? Potrzebujecie pomocy?


Niechybnie nie tego spodziewali się po nim, bo po raz kolejny po prostu zagapili się na niego. Kiedy jednak pewnie i spokojnie odparł ich spojrzenia, najpierw Bryan, później Kyle spuścił wzrok na stół. Don nerwowo bawił się etykietką na butelce, co rusz spoglądając na niego jakby chciał coś powiedzieć, ale się bał.


I słusznie. Matt nie był w pokojowym nastroju, zbyt był jednak uparty, żeby dać się sprowokować.


– Nie prędzej niż w kolejny weekend jesteśmy w stanie spakować się i zacząć przewozić rzeczy. Twój tata pożyczy nam pickupa. – Matt prawie bezboleśnie przełknął uwagę Kyla. – Od poniedziałku zanim się wdrożymy w pracy, nie będziemy mieli czasu – dodał tonem wyjaśnienia.


Kyle zdecydował się w końcu przejąć inicjatywę i nadać ich rozmowie jakiś sens. Czuł wściekłość swojego przyjaciela i nawet nie był zaskoczony. Właściwie się tego spodziewał. Nie potrafił jednak tak do końca czuć się winny. Jakiekolwiek animozje miał Matt z Redem, najwyższa pora coś z tym zrobić, bo odbijało się to na ich przyjaźni i Kyle czuł się jak w potrzasku. Wiecznie rozdarty między nimi.


– Umowę o wynajem macie w takim razie podpisaną?


– Tak, dziś ją odebrałem i możemy wprowadzać się w każdej chwili. Dom jest nasz… – odparł Donatello, znów skubiąc naklejkę. Z głębokim westchnieniem spojrzał na Matta opróżniającego kolejne piwo. – Zamieszkaj z nami – palnął, blednąc natychmiast. Nie miał zamiaru powiedzieć tego na głos!


Kyle i Bryan jęknęli.


Matt zachłysnął się, plując z impetem na siedzącego naprzeciwko niego Kyla. Płyn dostał się do jego płuc i intensywny kaszel wstrząsnął całym jego ciałem. Był właściwie wdzięczny, bo mimo łez spływających mu po policzkach i trudności z wzięciem oddechu, to przynajmniej zwolniony był z odpowiedzi. Żałował tylko, że Don zaczął klepać go po plecach. Myśli jak tornado rozszalały się w jego głowie.


Kyle podskoczył z zaskoczenia i popatrzył na swoją piękną niebieską koszulę. Opluty piwem wyglądał bardzo interesująco. Bryan z jakiegoś nie do końca logicznego powodu, uznał to za bardzo śmieszne i rechocząc jak idiota, zaczął wycierać swojego ukochanego, czyniąc więcej spustoszenia niż korzyści. Mężczyzna w końcu odsunął go od siebie i wstając od stolika spojrzał na Matta.


– W porządku? Przeżyjesz?


Matt potaknął uspokajając się w końcu i ocierając zapłakaną od kaszlu twarz. Zasygnalizował też swojemu towarzyszowi, że zdecydowanie może przestać go poklepywać. Donatello, były koszykarz, miał wielkie, silne dłonie i wiedział jak je użyć, praktycznie odbijając mu płuca.


– Chodź, pomożesz mi to wyczyścić. – Uspokojony Kyle pociągnął zaskoczonego Bryana do męskiej łazienki. Mniejszy mężczyzna potykając się o nogę od stolika pośpieszył, żeby dogonić długonogiego partnera.


Matt stłumił przekleństwo. Robił co mógł, żeby uniknąć przebywania z Donem sam na sam. Mężczyzna najwyraźniej chyba musiał to wyczuć, bo powiedział ze smutkiem.


– Przepraszam… – Machnął nieskoordynowanie ręką, jakby miał na myśli wszystko na raz i nie do końca był pewien jak to wyrazić. – Nie chciałem cię zaskoczyć, ale naprawdę wydaje mi się, że to byłby świetny pomysł gdybyś zajął trzecią sypialnię – kontynuował uważnie obserwując nadal zaczerwienionego lekko Matta. – Wiem, że zanim Kyle związał się z twoim bratem myśleliście o tym, żeby razem wynająć dom. Plany trochę się zmieniły, ale nie chcę wchodzić wam w paradę.


Tak, oczywiście, że nie chciał… tyle tylko, że wchodził!


Matt dyskretnie rozejrzał się po sali w poszukiwaniu wymówki, żeby zniknąć i uniknąć tej rozmowy. Niestety każdy był zajęty własnymi sprawami, a Kylowi i Bryanowi najwyraźniej się nie spieszyło. Z ciężkim westchnieniem spojrzał na siedzącego przy nim mężczyznę. Był przystojny, miły i wesoły, i maltretował go psychicznie. Dręczył urokiem i szczerozłotym sercem. Cholerny ideał.


– To było lata temu. Wszystko się zmieniło i nie ma co trzymać się na siłę starych planów – powiedział udając obojętność, nie przerwał też kontaktu wzrokowego z Donem. Małe zielone światełko błysnęło i zniknęło w tych ekspresyjnych oczach i tylko dlatego, że Matt tak uważnie mu się przyglądał udało mu się je dostrzec. Nawet nie chciał się zastanawiać nad tym, co to znaczy.


– Kyle i Bryan uważają, że to świetny pomysł… – Don dodał szybko, starając się zabrzmieć jak najbardziej przekonująco. – Moglibyśmy być wszyscy razem. Mieszkając i pracując.


Matt wściekł się tylko jeszcze bardziej.


– Widzę, że wszystko już przedyskutowaliście… – rzucił sarkastycznie wstając i wyszarpując garść pieniędzy z kieszeni. Nie licząc rzucił je na stół. Don również poderwał się na nogi, nie ośmielił się jednak powstrzymać Matta przed wyjściem z boksu, bo mężczyzna miał minę buldożera i gotów był przejść po nim. Nie mniej wyszedł za nim na ciemny, opustoszały parking.


– Matt zaczekaj! – zawołał. Kiedy jednak został zignorowany,

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów