Mój chłopak jest gejem" 3 część serii (+18)
opowiadania >



złapał wysokiego mężczyznę za przedramię zatrzymując go w miejscu. Niewiele centymetrów różniło ich jeśli chodziło o wzrost i Red był prawdopodobnie o dwa lub trzy centymetry wyższy, ale Matt był muskularniejszy i silniejszy. Zamiótłby nim chodnik, nawet się nie pocąc.

Zawsze ciepłe brązowe oczy, tym razem mogłyby ciąć stal spojrzeniem.


– Matt, proszę cię pogadajmy.


– Nie rozumiem skąd ta nagła potrzeba – Matt parsknął ironicznie wyszarpując rękę z uścisku Dona. – Jakoś do tej pory żaden z was się nie kłopotał, żeby zapytać mnie o zdanie. Nie kłopoczcie się i teraz.


– To nie tak! – Don zaprzeczył, nie pozwalając się wyminąć ani zbyć. Stał murem.


– A jak?


– Kyle chciałby żebyśmy mieszkali wszyscy razem. Ostatnio wcale już się z nim nie spotykasz – zawołał Don z wyrzutem.


Matt powstrzymał cisnący mu się na usta komentarz, Don jednak nie był idiotą.


– Wiem, że chodzi o mnie… – powiedział badawczo spoglądając na niego. – Nie wiem dlaczego mnie tak bardzo nie lubisz, ale… – odchrząknął nerwowo – …ale, może jakbyś miał okazję mnie lepiej poznać, to mógłbyś tolerować moją przyjaźń z Kylem i Bryanem…


To wszystko było koszmarne! Nic, co Matt chciałby powiedzieć nie mogło wydobyć się z jego gardła. Miał wrażenie, że go dusi, choć i tak nie pozwoliłby słowom ulecieć. Mógł tylko patrzeć w bladą, lekko piegowatą twarz Donatello i zagryzać zęby do bólu. Musiał się opanować i zachować z rozwagą, inaczej ośmieszy się i wzbudzi podejrzenia.


– Nie pochlebiaj sobie. To nie ma nic wspólnego z tobą. – Wymusił ostatecznie najspokojniejszą odpowiedź na jaką mógł się zdobyć. Złość niemal w nim wrzała, więc był z siebie dumny.


Don jednak zdawał się nie kupować jego aktu. Jego oczy dostrzegały więcej niż Matt chciał zdradzić.


– Więc wprowadź się do nas i udowodnij, że to nie chodzi o mnie – rzucił z wyzwaniem i prowokacją w głosie. Zmniejszył też dystans między nimi, stając z Mattem pierś w pierś.


Stając prosto jak struna mężczyzna roześmiał się udając, że serce nie podeszło mu do gardła.


– To chyba najsłabsza prowokacja jaką mogłeś wymyślić – powiedział sarkastycznie nie ustępując pola. Nawet nie był pewien w którym momencie Don zepchnął go w cień pod boczną ścianę baru. Nie był jednak tchórzem. Nie zamierzał zrejterować. – Niczego nie muszę ci udowadniać. Wynajęliście sobie we troje dom. Super! Wprowadźcie się tam i poudawajcie dom, lub wróćcie do studenckiego trybu życia. Mnie jest wszystko jedno. Ja nie zamierzam brać w tym udziału!


– Proszę cię, Matt! – Don nie zamierzał ustąpić ani się poddać. Chciał mieć swoją szansę z tym wspaniałym, przystojnym mężczyzną i nie było siły na tej ziemi, która by go zniechęciła. – Daj mi… nam szansę. Nikt nie chciał cię wkurzyć. Wszystko potoczyło się błyskawicznie. Od chwili kiedy wpadliśmy na ten pomysł do jego realizacji był tydzień. Właściwie to wszystko, to był jeden wielki fuks…


– No to super – przerwał mu Matt zimno. Nie był skłonny odpuścić, przynajmniej jeszcze nie teraz. Nie chciał być przegadany i ugłaskany. Zwłaszcza przez Dona. Chciał się trzymać od niego z daleka.


– Dlaczego taki jesteś?


– Nie mam pojęcia o co ci chodzi – Matt odparł sarkastycznie. Kusiło go, aby odepchnąć od siebie zbyt blisko, jak dla jego komfortu psychicznego, stojącego mężczyznę. Nie zrobił tego jednak. Nie umiał się zmusić. Wdzięczny był za otaczającą ich ciemność, bo nie musiał patrzeć w te zbyt mądre oczy.


– Doskonale wiesz o czym mówię… – mruknął Red ze smutkiem. – Wiem też, że zdajesz sobie sprawę z tego, że…


– Matt? Red? – Kyle wypadł z drzwi baru rozglądając się za nimi. Najwyraźniej jednak nie był w stanie dostrzec ich w ciemnościach, bo lampy parkingowe skierowane były w drugą stronę. Matt wykorzystał to, aby minąć Dona i zwiać.


– Kyle, boli mnie głowa. Spadam do domu. – Właściwie nie dał czasu żadnemu z mężczyzn, aby zareagował tylko oświadczył tonem nieznoszącym sprzeciwu i ruszył do swojego samochodu.


W tylnym lusterku jeszcze przez moment, widział dwie stojące blisko siebie na ciemnym parkingu postacie i ten widok na nowo wzbudziły w jego sercu zazdrość, i wściekłość.


Wściekłość, bo już nie był pewien o co był zazdrosny.


***


Matt wpadł do swojego pokoju trzaskając drzwiami i ignorując wołanie swojej matki. Był zbyt wściekły, żeby teraz z nią rozmawiać. Ani ona, ani ojciec nawet się nie zachłysnęli na temat wyprowadzki Bryana. To było nie fair! Miał prawo wiedzieć.


Upokorzony i wściekły rozejrzał się po swoim pokoju. Spędził w nim swoje szczęśliwe dzieciństwo i był jego azylem od zawsze. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że był już dorosłym mężczyzną i czas był najwyższy, aby się wyprowadzić. W jego umyśle kiełkowało kilka planów i pomysłów. W większej lub mniejszej mierze powiązanych z Kylem i Bryanem. Nie wyobrażał sobie jednak zamieszkać pod tym samym dachem co Donatello Garrett.


Po prostu nie mógł!


Ten mężczyzna prześladował jego myśli. Nic właściwie nie robiąc wywierał na jego psychikę presję, której nie chciał i na którą się nie godził. Przez niego czuł się zagrożony i przyparty do muru.


Kiedy Kyle wyznał mu, że jest biseksualny, i że kocha jego brata, Matt poczuł się jakby świat nagiął się tuż przed jego oczami. Wszystkie pytania, wątpliwości co do własnej seksualności i ciekawość, natychmiast brutalnie i skutecznie zdusił w sobie. Nie godząc się na to, aby bezsensowna chęć poznania czegoś nowego i niespodziewanego, spaczyła jego poglądy.


Był hetero i koniec! Nie miał co do tego wątpliwości.


Donatello jednak swoim otwartym zachowaniem, poglądami i pewnością siebie, zachwiał na powrót jego z trudem odzyskaną równowagę. Bryan przez pewien czas borykał się ze świadomością, że jest gejem. Sporo też się z tego powodu wycierpiał. Matt niejednokrotnie żałował, że jego brat jest gejem i tyle musi z tego powodu zaznać bólu i upokorzenia. Gdyby to od niego zależało, sto razy bardziej wolałby, żeby Bryan był hetero.


Don jednak wydawał się czuć świetnie z tym, że jest gejem. Nie ukrywał tego ani nigdy nic nie robił sobie z uwag, wyzwisk czy upokarzających pytań. Szybko i jakby naturalnie wkomponował się w życie miasteczka i ich własne.


Zawsze miły, kulturalny i zabawny świetnie czuł się we własnej skórze i nikomu nie pozwalał zachwiać tej równowagi. Nie ukrywał też, że leci na niego. Od pierwszej chwili przyznał się do atrakcji jaką

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów