Mój chłopak jest gejem" 3 część serii (+18)
opowiadania >



odczuwał, i że chętnie dowiedziałby się gdzie ich to zaprowadzi. Był uroczy, przyjacielski i flirtował z nim bezczelnie. Nigdy jednak nie dał mu żadnego pretekstu, aby wybić mu te jego śnieżnobiałe ząbki. Zawsze był pieprzonym perfekcyjnym dżentelmenem i Matt nie wiedział co z tym zrobić.

Kiedy Donatello przy ich pierwszym spotkaniu zaprosił go na randkę, Matt był zszokowany do tego stopnia, że właściwie nie pamiętał co odpowiedział. Krew buzowała mu w głowie i jedynie co był w stanie zrobić, to gapić się na śmiałego, bezpośredniego mężczyznę jak idiota.


Bryan głupią uwagą o zdeklarowanym heteryku rozładował napięcie, ale od tamtej pory Matt nie potrafił się zrelaksować w towarzystwie przyjaciela Kyla i już właściwie zaczynało mu brakować pomysłów na wymówki. Wiarygodnych pomysłów, w każdym bądź razie.


Co tylko przyprawiało go o jeszcze większą furię. Miał nadzieję, że pracując wraz z Kylem w nowym dziale firmy jego ojca, będzie miał okazję na nowo odzyskać przyjaciela. Że tam będzie miał szansę spędzać z nim więcej czasu. Samotność powoli zaczynała go dobijać. Nie tylko nie miał już Kyla dla siebie, ale w efekcie stracił i brata.


Donatello Garrett był wszystkiemu winny. Po jaką cholerę się sprowadzał i wszystko niszczył!?


Nie miał odpowiedzi na to dziecinne pytanie i nie miał nawet z kim pogadać o tym. Gorycz na nowo dławiła go, kiedy ze złością wyciszył telefon i w bokserkach wpełzł pod kołdrę. Ten dzień miał się skończyć całkowicie inaczej.


2


– Dobra, gadaj! – Kyle nie zamierzał owijać w bawełnę i patyczkować się z Mattem. Zbyt wiele lat się znali, żeby teraz krążyć wokół tematu na paluszkach. Między innymi dlatego byli takimi dobrymi przyjaciółmi, bo mogli polegać na swojej szczerości.


– Nie ma o czym. – Tym razem nic nie było wstanie zmusić Matta do zdradzenia jego wewnętrznych demonów i myśli. A już szczególnie Kyle nie mógł stać się jego powiernikiem, bo sam był częścią problemu.


– Przestań pieprzyć! – Mężczyzna cisnął w niego piłką do kosza. Już nie trenowali jak kiedyś, nadal jednak lubili sport i kosz na tyłach domu rodziców Kyla był świetnym miejscem do upuszczenia trochę pary. Był też na tyle odosobniony, że nie było obaw, iż ktoś ich podsłucha.


Matt bez problemu złapał piłką, choć uderzenie nie było najdelikatniejsze. Przekozłował ją kilka metrów i rzucił do kosza pudłując. Litania przekleństw popłynęła z jego ust.


– Matt nie odpuszczę ci! To już za długo trwa! Przyjmij to jak facet na klatę i powiedz o co chodzi – Kyle zabrał piłkę i zamiast kontynuować grę zastąpił drogę przyjacielowi. Jego spocona, lekko zaczerwieniona twarz była zdeterminowana i twarda. Matt parsknął ironicznie.


– Nie chcę gadać. Nie wiem o co ci chodzi.


– Wiem, że jesteś wściekły o całą tę sprawę z wynajmem domu…


– Nieee… no co ty! – przerwał mu Matt podchodząc nonszalancko do ławeczki i wycierając się ręcznikiem, odwrócił się do Kyla plecami. Nie mógł nawet na niego patrzeć, żeby nie wywrzeszczeć mu frustracji w twarz. – Ja też wam się nie spowiadałem, kiedy zleciłem agencji nieruchomości znaleźć dla siebie kawalerkę w centrum, czemu wy mielibyście mi się tłumaczyć? – Wymyślił na poczekaniu. Dlaczego tak się zachowywał, sam nie wiedział.


Kyle z wściekłością cisnął piłką, trafiając do kosza za trzy punkty. Żaden z nich jednak nie myślał już o grze. Jak taran ruszył do ławeczki i chwycił butelkę wody mineralnej, zaciskając na niej pięść.


– Matt, czemu to robisz? – zapytał przez zaciśnięte zęby. – Red powiedział ci, że chcemy zamieszkać wszyscy razem!


– Taaa… Red… – wymknęło się Mattowi i przełykając jęk, ruszył, aby położyć się na trawniku. Miał tej rozmowy dość, nie zamierzał jednak uciekać jak wystraszony królik. Kyle sokolim wzrokiem śledził każdy jego krok.


– O niego chodzi prawda? – zapytał bezpośrednio. Matt nie potrafiłby mu skłamać prosto w twarz, więc milczał, doprowadzając go do szewskiej pasji. – Co ci ten człowiek kiedykolwiek zrobił, że nie jesteś w stanie go strawić? Przecież chyba do cholery nie jesteś zazdrosny o naszą przyjaźń? – sondował wściekły.


Matt przewrócił oczyma.


– Przestań. Nie ośmieszaj się – parsknął ironicznie. Podłożył ramiona pod głowę i zapatrzył się w bezchmurne niebo nad głową. Letnie słońce jeszcze nie paliło, ale to była tylko kwestia kilku godzin. – Nie wiem czemu się mnie czepiasz.


Kyle klęknął tuż przy nim obserwując jego twarz uważnie.


– Bo ostatnimi tygodniami zachowujesz się jak palant! Myślisz, że jestem idiotą i nie widzę jaką masz minę ilekroć Red się zjawi? Praktycznie przestałeś się ze mną spotykać. A jeśli już, to upewniasz się, że go nie ma.


Matt zbladł pod opalenizną. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że był tak przewidywalny. Upokorzenie zmieniło się w głaz na jego piersi. Nie potrafił spojrzeć przyjacielowi w oczy. Po raz setny zastanowił się, czy powinien porozmawiać z nim na ten temat. Nie potrafił się jednak zmusić.


– Po prostu nie odpowiada mi jego towarzystwo. Kyle zrozum, że nie musimy lubić tych samych osób! – Zauważył dość kostycznym tonem, siadając. – Ty go lubisz. Spoko. Spędziliście razem dzieciństwo. Znasz jego matkę i tak dalej. Nie mówię, że nie masz się z nim przyjaźnić. Nie znaczy to jednak, że ja muszę z tego powodu się z nim zaprzyjaźniać. – Kyle wybałuszył na niego oczy, jakby pierwszy raz w życiu go widział. Matt drgnął lekko zażenowany, ciągnął jednak. – Ty jesteś moim przyjacielem i to mi wystarczy.


Zerwał się na równe nogi i otrzepał spodenki. Czekał go jeszcze dziesięciominutowy bieg do domu.


– A teraz wybacz, ale jestem umówiony na randkę. – Odwrócił się na pięcie, żeby odejść, ale Kyle najwyraźniej jeszcze z nim nie skończył.


– O tym też chciałem porozmawiać.


– O czym tu gadać? – zapytał Matt coraz bardziej zirytowany.


– Odkąd zacząłem umawiać się z Bryanem, ty zaliczyłeś więcej panienek, niż przez ostatnie dziesięć lat! O co z tym wszystkim chodzi? – Bezpośredniość pytania zaskoczyła Matta tak, że przez moment nie wiedział co odpowiedzieć.


– To już chyba na serio nie twoja sprawa! – oświadczył stanowczo, żałując po raz pierwszy, że spotkał się z przyjacielem. – Naprawdę trochę przeginasz!


– Nie, Matt – Kyle pokręcił głową ze smutkiem. – To ty przeginasz. Jeśli nie jesteś pewien własnej seksualności nie odbijaj swoich obaw na tych dziewczynach! One nie zasługują sobie na to, żebyś traktował je jak zabawki.


Wielkie pięści

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów