Pielgrzym: Część I - Pielgrzym wyrusza na północ
opowiadania >



w kierunku biblioteki gdzie rezydował Oirin. Z wybrzeża doskonale widział majaczące za horyzontem zarysy kontynentu. Rzadko opuszczał w swoim życiu Otulen. Oirin – jego mentor i nauczyciel zabraniał mu tego. Jak to mawiał dla jego własnego bezpieczeństwa. Tym bardziej był zaskoczony, gdy usłyszał te słowa:


— Musisz popłynąć do Landrii — rzekł poważnym tonem Oirin jak tylko uczeń dotarł na miejsce.


— Jak to? — zdziwił się. — Przecież sam mówiłeś, że nie powinienem tego robić pod żadnym pozorem.


Oirin był już bardzo starym człowiekiem. Miał on poważne problemy z oddychaniem, ale pomimo słabego zdrowia odznaczał się niezłym hartem ducha oraz wesołością. Nie był on magiem, ale przekazał mu całą wiedzę na jej temat, a Merik okazał się niezłym samoukiem. Przed Czystką ów starzec pracował w archiwach biblioteki w głównej stolicy Landrii. To on oraz jego matka uratowali mu tego dnia życie, wynosząc nieprzytomnego z ruin.


— Nie wiem, co się dzieje — powiedział ostatni z magów.


Starzec pogłaskał swoją długą siwą brodę i uśmiechnął się do niego. Był on dla niego kimś więcej niż mentorem. Był przyjacielem całej rodziny, opiekunem i najbardziej zaufanym człowiekiem, jakiego spotkał w całym swoim życiu. A teraz właśnie ten człowiek nakazywał mu udanie się do Landrii. Czemu?


Merik podszedł bliżej by uklęknąć przed swoim mistrzem. Oirin zirytował się.


— Mówiłem ci, żebyś tego nigdy nie robił — i złapał go za ramiona. — Wstań.


Chłopak usłuchał grzecznie i podniósł się na nogi. Był on średniego wzrostu oraz dość wątłej budowy. Nigdy nie musiał należeć do atletów, skoro wszystkie swoje umiejętności czerpał z książek. Merik miał pogodną i pociągłą twarz, na której często pojawiał się szelmowski uśmiech. Miał on zielone i radosne oczy, płaski nos i wyciągniętą szyję. A spod kaptura wystawała zawsze bujna czupryna w kolorze ciemny blond, która zawsze podnosiła się do góry, gdy tylko napotykała silniejsze podmuchy wiatru.


On oraz archiwista byli sami w wielkim gabinecie. Nic tu się nie zmieniło – zauważył Merik. Na stole leżała sterta ksiąg, jednych otwartych, drugich nie, które prawdopodobnie zostały napisane dekady temu. W rogu przy wejściu stało popiersie Falkirka – pradziadka Merika. Dalej po lewej stronie znajdowały się rzędy półek. Wypełnione one były po brzegi książkami oraz zwojami. Na przeciwległej ścianie wisiały obrazy a po środku, przed masywnym biurkiem stały dwa fotele.


Gospodarz wskazał dłonią na jeden z nich, zachęcając go przy tym by usiadł. Gdy tylko jego uczeń to zrobił, sam obszedł biurko i zasiadł za nim zwracając się do niego słowami:


— Mój drogi uczniu, przyjacielu oraz synu, którego nigdy nie miałem — słychać w nim było nutkę goryczy. — Przyszedł ten długo oczekiwany moment, w którym nasze drogi muszą się rozejść.


Mag chciał już coś odpowiedzieć, ale starzec otwartą dłonią dał znak, żeby mu nie przerywać.


— Przez te dwadzieścia lata, tu, w Otulenie, skąd pochodzili wszyscy męscy członkowie twojego rodu, ja oraz twoja matka Isleen robiliśmy wszystko by jak najlepiej cię wyszkolić. Nie jestem magiem i nigdy nim nie będę. Ale odziedziczyłeś naturalny talent po swoim tragicznie zmarłym ojcu, dar nauki oraz bezwarunkową chęć niesienia pomocy innym. To oraz twoja pracowitość pozwoliła nam ukształtować ciebie na dobrego człowieka oraz użytkownika magii. Dziękuję ci.


Chłopakowi o zielonych oczach zaschło w ustach.


— Mistrzu. Czy to jest pożegnanie?


Oirin niechętnie skinął głową.


— Tak, Meriku. Przykro mi.


— Ale dlaczego?


— Słyszałeś już, co się wydarzyło w Notredzie, prawda?


— Tak, ale…


— I właśnie z tego powodu odpłyniesz jutro z samego rana.


Merik zaczął się w tym wszystkim gubić.


— Co Notreda ma wspólnego ze mną i z moim wyjazdem?


Oirin ponownie się uśmiechnął.


— Przecież sam na własne oczy widziałeś, co tam się stało.


Miał go. Staruszek, który rzadko opuszczał te mury wiedział o wszystkim. Ale skąd?


— Pewnie się zastanawiasz mój uczniu, skąd o tym wiem?


Ten przytaknął niedbale.


— Eirin, wejdź! — krzyknął głośno Oirin i w progu pojawiła się dobrze im znana dziewczyna.


Na jej widok wszystko stało się jasne. Chłopak nie miał do niej żadnych pretensji. Wiedział, że zrobiła to dla jego dobra.


— Chodź tu do nas dziecko — zachęcił ją właściciel gabinetu, widząc jak pokojówka nieśmiało idzie ku nim. — Śmiało. Ja nie gryzę — zaśmiał się. — Nie wiem jak tam z Merikiem, ale myślę, że też nic ci nie grozi — i puścił do niego oko.


Potomek Falkirka westchnął tylko przeciągle i utknął wzrok w dziewczynie. Widać było po niej dużą niepewność. Wyglądała na przestraszoną, ale nie wiedział, z jakiego powodu. Usiadła obok nawet na niego nie spoglądając. Opuściła brodę na dół i gapiła się na własne stopy, gdy Oirin zaczął jej zadawać pytania.


— Czy Merik miewał ostatnio złe sny? — zapytał przyjacielskim tonem.


— Tak.


— Czy mówił ci coś o Notredzie?


— Tak — odpowiedziała głucho dziewczyna.


— Czy podczas waszej ostatniej rozmowy Merik wspomniał ci o tym, że widział nieumarłego?


Dziewczyna zadrżała, ale udzieliła odpowiedzi.


— Tak.


Staruszek zamrugał wesoło swoimi oczami do pokojówki by ta się trochę rozluźniła.


— Dziękuję ci dziecko. To wszystko. Możesz już iść.


Eirin wstała speszona i tylko ukłoniła się wpierw Oirinowi a potem swojemu panu. Merik myślał, że wyjdzie po prostu z gabinetu, ale zawahała się na moment. Były archiwista dostrzegł dziwną postawę u pokojówki i spytał:


— Chcesz coś nam powiedzieć przed wyjściem?


— Czy… Merik będzie teraz bezpieczny? — zapytała niepewnie dalej nie podnosząc oczu.


Oirin splótł swoje ręce i wyprostował się na swoim miejscu.


— Co masz na myśli moje dziecko?


Jej twarz pokryła się rumieńcem.


— Chodzi mi o to panie, czy… Merikowi nic nie grozi. Czy te sny, które miewa ostatnio nie stanowią dla niego bezpieczeństwa.


Widząc nietypowe zachowanie u pokojówki oraz głupi uśmieszek u swojego mentora Merik poczuł się nieswojo.


— Jesteś dziewczyną o

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów