Pielgrzym: Część I - Pielgrzym wyrusza na północ
opowiadania >



dobrym sercu Eirin, wierną swoim obowiązkom oraz człowiekowi, któremu służysz — Oirin nie patrzył się teraz na dziewczynę, do której się zwracał, lecz na Merika. — Lecz Merika czekają teraz nowe obowiązki i nie będzie mógł tutaj dłużej zostać.


Dziewczyna na moment zamarła.


— Ale ja myślałam, że…


— Że mówiąc mi wszystko sprawisz, że Merik pozostanie na wyspie bezpieczny i zdrowy? — wpadł w jej słowo uczony. — Przykro mi. Merik odpływa jutro z samego rana. Pożegnajcie się.


Dziewczyna nic już nie odpowiedziała tylko wyszła pośpiesznie zasłaniając oczy. Po jej wyjściu Oirin kontynuował.


— Szkoda mi jej, ale nie mi decydować o takich sprawach.


Ubrany w zielone szaty mężczyzna nie zdążył nawet odwrócić głowy do tyłu, bo tak szybko zniknęła Eirin.


— Co tu się dzieje… — powiedział sam do siebie.


— Wszystko ci wytłumaczę. Chodź ze mną.



W budynku pełniącym funkcję głównej biblioteki Otulenu znajdowały się podziemne archiwa, o których istnieniu nie miał pojęcia Merik. Przynajmniej do dzisiejszego popołudnia.


Szedł on za swoim mistrzem po wąskich i krętych schodach prowadzących do podziemi. Oirin niósł pochodnię. Przy jej świetle młody mag dostrzegł jak ciężko już przychodziło mu poruszanie się. Nie proponował pomocy przy niesieniu pochodni. Znał go na tyle dobrze, że wiedział, że starzec jest zbyt dumny by się przyznać do słabości. I to nawet przed samym sobą.


Po paru minutach zeszli na dół. Oirin ciężko sapał, ale rzucił tylko krótkie „za mną” i powędrowali w głąb korytarza. Szli dalej w milczeniu. Chłopak nie chciał zasypywać swojego mędrca pytaniami, bo i tak wiedział, że ostatecznie wszystkiego się od niego dowie.


Cel ich podróży okazał się jasny na końcu korytarza. Wkroczyli do wielkiej podziemnej sali. Wszędzie paliły się pochodnie. Wygląd pomieszczenia zaskoczył tym razem Merika. Spodziewał się znowu czegoś w stylu starego archiwisty, czyli pełne regały ksiąg i zwojów. Zamiast tego dookoła znajdowały się rzeźby przedstawiające sylwetki różnych postaci. Chłopak przerzucał wzrok z jednego posągu na drugi. Miały one długie brody, poważne spojrzenie i wszystkie trzymały w prawej ręce długą laskę.


Dziedzic Otulenu przystanął na moment. Zewsząd otaczali go dawno zmarli magowie z jego rodu. Wyczuł to instynktownie oraz poprzez magię. Z każdego posągu emanowała potężna energia. Czuł poprzez skórę moc ognia, wody, powietrza i ziemi.


Jego umysł otworzył się na nowe doświadczenie. Z jednej strony dochodziła do niego siła wojowników, z drugiej alchemików i uzdrowicieli. Zrobiło się mu na moment słabo. Potęga emanująca z tego miejsca zaczynała być dla młodego jeszcze maga zbyt duża.


Zaczął się osuwać, ale nie upadł. Ktoś go podtrzymywał. Obejrzał się na swoje prawe ramię. Od razu rozpoznał znajomą dłoń starca. W drugiej nadal trzymał sztywno pochodnię.


— Co się ze mną dzieje? — wydyszał Merik.


Starzec tylko się uśmiechnął i wziął go za ramię.


— Inicjacja.


— Jaka inicjacja? — zapytał chłopak, kiedy wciąż walczył z mocą, którą wchłaniał.


— Zaraz się wszystkiego dowiesz.


Oirin doprowadził go do środka sali. A tam stał jeszcze jeden posąg przedstawiający kolejnego maga jak się spodziewał Merik. Był on największy ze wszystkich. Mężczyzna o długich włosach oraz brodzie przyodziany w ozdobną szatę trzymał znowu wszechobecną wszędzie tutaj laskę. Mag zaczął ją kojarzyć z dzieciństwa. Była to…


Ale zanim dokończył myśl zza posągu wyłoniła się znajoma sylwetka kobiety. Kiedy ich oczy się spotkały również uśmiechnęła się do niego.


— Witaj synu.


Sędziwy mistrz i jego uczeń dotarli na miejsce. Potomek Falkirka zaczął lepiej się czuć. Jego organizm przyzwyczajał się pomału do magii, która była zgromadzona pod biblioteką. Widok Isleen jakoś zbytnio go nie zdziwił.


— Witaj mamo. Dobrze cię widzieć.


— Ciebie również Meriku.


Porzuciła ona już swoją sztuczną formalność. Była piękną kobietą i jak sama mawiała do syna przeżywała teraz swoją „drugą młodość”. Jednak w jej oczach było coś niepokojącego. Merik odczytał z nich strach i lęk o niego. Isleen bała się stracić syna.


— Mamo… — zaczął z wolna.


— Nic nie mów Meriku — przerwała mu. Jej głos był miły aż do przesady. — Nie warto już.


— Isleen ma rację. Czas nadszedł, byś sam poznał swoje przeznaczenie.


Wtrącił się Oirin. Puścił chłopaka i podszedł do posągu. Isleen natomiast przybliżyła się do syna i pogłaskała go po policzku zewnętrzną stroną dłoni.


— Jak się czujesz? — zapytała, gdy jej dziecko się wyprostowało.


— Już mi lepiej.


— To dobrze.


Dalszą wymianę zdań przerwał głuchy odgłos rozchodzących się fundamentów posągu. Spod jego nóg wyłoniły się dwie gabloty. Pomiędzy nimi znajdował się otwór i to tu Oirin włożył swoją pochodnię, którą niósł od początku.


Odwrócił się do nich. Merik po jego lewej stronie dostrzegł ową laskę, którą już rozpoznał.


— Laska mojego ojca! — krzyknął z podniecenia i podbiegł do niej.


Pozostali z obecnych obserwowali jak młodzieniec sięga po nią i wyciąga z gabloty. Merik poczuł zamkniętą w jej środku moc. Laska była wykonana z jesionu i odznaczała się prostotą wykonania a jednocześnie lekko się ją trzymało. Zrobił nią malownicze salto i podrzucił w powietrze by po sekundzie znowu ją złapać w drugą dłoń i przekładając za swoimi plecami znowu ująć pewnie w wyciągniętej prawej ręce. Gdy wykonywał nią cuda wokół zaczęły się pojawiać wyładowania i zerwał się wiatr, mimo, że znajdowali się przecież pod ziemią.


Merik oddychał cały z podekscytowania. Co za moc! Jego bujna czupryna znowu powędrowała do góry unoszona przez wiatr. Poczuł jak przedmiot wykonany z drewna wyzwala w nim uśpione dotąd pokłady energii. Wiedział już, co się stało. Stał się magiem. Stał się Merikiem z Otulenu!


Gdy zakończył wyzwalanie mocy zaklętej w lasce należącej kiedyś do jego ojca, wszystko wróciło do normy. Błyskawice zniknęły a wiatr ucichł.


Po ciele chłopaka nadal przebiegały dreszcze a na skórze miał gęsią skórę. Isleen i Oirin widząc to zaczęli bić mu brawo jakby właśnie przed chwilą zakończył się jakiś pokaz czy spektakl.


— O to chodziło! — krzyknęła cała uradowana Isleen i objęła

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów