2084 czyli Europa da się lubić
opowiadania >



byś się nie zorientował "Hej! Coś tu jest nie tak!", i równocześnie taką która nie sprawi, że nałóg stanie się rzeczą najważniejszą. Taką, która pozwoli ci funkcjonować w stworzonym przez nich społeczeństwie. Koledze z klasy Kevina jednak cudowny środek zaszkodził. Permanentnie.


Zanim zorientował się co robi, jego nogi już poprowadziły go w stronę Strefy Z. Nie wiedział już, czy ucieka od hałasu, czy od czegoś innego. Przyspieszył tempo. Potrącił paru ludzi, nawet tego nie zauważając, będąc głuchym na oburzenie i wyzwiska. Wpadł jakby w trans, nie wiedząc czy idzie już piętnaście minut, czy trzy godziny, lecz im bardziej się zbliżał w stronę ludzkiego wysypiska śmieci, jak to niektórzy pogardliwie nazywali, tym krajobraz zmieniał się coraz bardziej. Nieskazitelnie białe budynki ustępowały miejsca szarym blokowiskom, ludzie zaś zamienili garnitury na robotnicze uniformy. Hałas może nie był mniejszy, ale za to było mniej ryczących TVekranów, reklamujących klonowane ludzkie mięso, lub pokazujących przemowę któregoś z członków Partii.


Zbliżając się do Strefy, hałas był coraz cichszy... Aż znikł całkowicie. Między bardziej lub mniej zrujnowanymi budynkami szumiał jedynie wiatr.


Po jakimś czasie zaczęły pojawiać się pierwsze głosy. Jakieś śmiechy, kłótnie, zwykłe rozmowy, hałasujące dzieciaki. Ktoś coś sobie podśpiewywał, ktoś kogoś wołał. Wyglądało to, jakby ruiny nawiedziły duchy wcześniejszych mieszkańców.


- Zgubiłeś się, chłopcze? - zachrypiał nieprzyjemnie brzmiący głos. Osobnikowi, który wyszedł z ciemnej alejki, broda nie zasłaniała wszystkich blizn na twarzy.


- Co ja tu robię, co ja tu robię, co ja tu robię... - zapętlił się chłopak i przyspieszył krok. Menel zaś odprowadził go czujnym wzrokiem.


Idąc dalej, spotkał jeszcze wielu ludzi. Wywoływał zaciekawienie swoim szkolnym mundurkiem. Mimo że tak bardzo nie pasował do tego miejsca, nikt więcej go nie zaczepiał. On sam zaś, nie skupiał już na niczym swojej uwagi.


Nie skupiał na niczym swojej uwagi, dopóki nie usłyszał skrzypiącej huśtawki. Na niej zaś siedziała młoda dziewczyna. Jej rajstopy były tak porwane że praktycznie było widać całe nogi. Bluzkę zaś miała tak samo czarną jak i włosy. Kevin pierwszy raz zobaczył osobę palącą papierosa. A to dlatego, że kiedyś zaczęło się od mandatów za palenie w miejscu publicznym, a skończyło się na więzieniu za posiadanie tytoniu, tak jak i innych używek.


Dostrzegł również inną rzecz, która była dla niego nowością. Mimo że dziewczyna była smutna, w jej oczach coś było. Iskra. Życie. Błysk. Nie widział tego wśród kolegów ze szkoły, ludzi na ulicy, sąsiadów, polityków, robotników. Czyżby to było właśnie to, czego dopatrywał się w swoich oczach dziś rano? Ich spojrzenia się spotkały. Posłała mu smutny uśmiech i pomachała ręką.


W tym smutnym uśmiechu było więcej szczerości niż w rozpromienionych uśmiechach polityków, dziennikarzy, ludzi z reklam, bądź po prostu całej reszcie społeczeństwa naćpanej Panaceum.



Pogrążony w ponurych myślach, omal nie przejechał na czerwonym świetle. Czyż nie był szczęśliwszy żyjąc w niewiedzy? Pamiętał czasy, gdy był sumiennym pracownikiem największej na świecie korporacji, produkującej jedzenie, lekarstwa, broń, sprzęt do monitoringu, i tak dalej, i tak dalej... Lubił swoją pracę, mógł jeść bez obaw przed skutkami ubocznymi, spał spokojnie. Dopóki ktoś nie otworzył mu oczu. W zamian za poznanie prawdy, został wychudzonym strzępkiem nerwów.


Lecz choćby nie wiadomo jak chciał, nie ma już powrotu do spokojnego życia w niewiedzy. Dalej wykonuje swoje obowiązki jak należy, by nie wzbudzić żadnych podejrzeń. Ba! Jest nawet jednym z najlepszych pracowników. Przynajmniej koledzy z pracy mogą podejrzewać, że jest taki znerwicowany i zestresowany z powodu przepracowania. Karl wie, że igra z ogniem. Wie też, że w razie wpadki nikt nie znajdzie jego ciała. A jeśli znajdzie, to okaże się że był to nieszczęśliwy wypadek. Nie miał też pojęcia jak walczyć z takim potężnym potworem jak EuroCorp. Zanieść dowody do sądu? Wszyscy wyżsi przedstawiciele EuroCorpu są członkami Partii. Sprawa nie wypłynęłaby na powierzchnię, tak jak on nie wypłynąłby z dna Wisły. Zanieść to do telewizji? Oni kontrolują wszystkie media. Pozostaje mu jedynie mieć nadzieję, że jego tajemniczy przyjaciel ma jakiś plan. To musiałby być iście genialny plan, gdyż zadzierając z korporacją, zadzierasz z Partią, państwem, całym systemem.


W windzie znowu spotkał chłopaka, z którym uciął sobie pogawędkę dzisiejszego ranka. Miał nadzieję, że potraktował choć trochę poważnie jego przestrogi, a nie jako bełkot szaleńca. Niestety, z tikami nerwowymi jakie mu się wyrobiły, sprawiał wrażenie osoby o dość paranoidalnej osobowości.


- Co tam w szkole?


- Yy.. co? Wszystko dobrze - odpowiedział po chwili Kevin. Karl początkowo myślał, że chłopak jest otumaniony lekiem, lecz sprawiał raczej wrażenie... rozmarzonego.


- Wie pan coś o Panaceum? - przerwał ciszę, gdy winda minęła już kilka pięter. - Coś... czego reszta nie wie?


- Czemu pytasz? - Karl głęboko zaskoczony pytaniem, znowu nerwowo podrapał się po głowie.


- Dziś w szkole, pewien chłopak, który wziął więcej niż powinien... umarł.


- Przykro mi... To był jakiś twój bliski kolega?


- Nie, wręcz przeciwnie. Lubił mi dokuczać.


- Aha. Przykro mi, ale nie wiem nic konkretnego o skutkach ubocznych. Według lekarzy, nie ma żadnych.


- Okej. Do widzenia. - Winda się zatrzymała, a Kevin wyszedł.


Karl zrozumiał, że to co robi jest ważne. Poczuł nowy zapał, który przezwyciężył strach. Postanowił, że dalej będzie pracował w konspiracji, ze swoim nieznajomym informatorem. Dla Kevina, oraz innych młodych ludzi. W głębi serca poczuł, że sprawa jest słuszna, że tak trzeba. Bez względu na koszty.



Kevin wszedł do pustego mieszkania. Włączył TVekran, wstawił kolację do mikrofalówki, po czym poszedł do łazienki. Wpatrywał się w kilka niebieskich tabletek, który mu zostały. Wzdrygnął się, gdy zadzwonił telefon.


- Tak?


- Cześć Kevin. Jak sobie radzisz w szkole?


- Dobrze.


- To dobrze. Dzwonię, żeby sprawdzić co u ciebie, oraz powiedzieć ci że Mary wróciła już ze szpitala. Znowu urodziła bliźniaki. Już zdążyła je oddać do domu adopcyjnego dla par homoseksualnych.


poprzednia

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów