Bestia, rozdział 5.
opowiadania >



Las wydawał się przypominać magiczną krainę z jakiegoś starego, kiepskiego horroru. Porośnięte mchem pnie drzew wyginały się w różne strony, przypominając garbate, szkaradne istoty. Wgłębienia w korze mogłyby spokojnie uchodzić za oczy. Oczy, które śledzą każdy ruch, wkraczających na ich teren osób. Ani Gerard, ani Lipski nie zdawali się tego dostrzec. Brnęli dalej przed siebie, wodząc skupionym wzrokiem wokół. Ptaki po paru, długich minutach wesołego śpiewania umilkły zupełnie. Jedynym towarzyszem policjantów pozostała ciężka, przytłaczająca cisza.
Tak właśnie mógł zginąć Ludwik Mlecz - pomyślał nagle Gerard. Sam nie wiedział skąd wzięła się nagle u niego ta myśl. Przypomniał sobie jednak od razu makabryczny obraz, który wdarł się do jego umysłu niemal siłą.
Otyły bogacz został zaatakowany przez Bestię we własnym domu. Kiedy Mycz tam dotarł starszy pan leżał na swoim biurku w gabinecie, patrząc niewidzącymi już nic oczami, na ścianę , gdzie jasny kwadrat zdradzał niedawną obecność obrazu. Gerard podszedł wtedy do zwłok Mlecza i przez dłuższą chwilę wpatrywał się w jego trupią twarz. Pomimo tego, że nie żył od kilku godzin, wydawał się ciągle przerażony. Wybałuszone, bladoniebieskie oczy zdradzały strach. Patrzyły w ten śnieżnobiały kwadrat, niegdyś zasłonięty zapewne jakimś obrazem, jakby to on był przyczyną jego lęku. A nie Bestia, która pozostawiła po sobie podłóżne, głębokie ślady po pazurach na ciele zmarłego. Każda z ofiar zmarła leżąc na brzuchu, powalona uprzednio przez Bestię, która z rospędu skakała na plecy przyszłych denatów. Gerard zauważył tą prawidłowość od razu. Nic mu to jednak nie dało. Bestia wktótce po zabiciu Mlecza zniknęła. A zalane krwią biurko, z którego jeszcze długo po śmierci Ludwika, skapywała krew, pozostało w pamięci Gerarda na zawsze.
Zamyślony dopiero po chwili usłyszał dobiegający z oddali głos Lipskiego. Otrząsną się w mig ze swych ponurych myśli i spojrzał na stojącego tuż przy nim zastępcę.
- Mówiłeś coś?- spytał.
- Owszem - przytaknął Lipski z niezadowoloną miną. - Myślę, że coś za nami idzie.
Gerard wybałuszył oczy ze zdziwienia. Pośpiesznie rozejrzał się dookoła. Otaczające ich z każdej strony drzewa były jedyną rzeczą, którą dostrzegł.
- Znowu coś widziałeś?- zapytał.
- Nie - odparł Lipski - Słyszałem.
Gerard odwrócił się tak szybko, że stare liście pod jego stopami zaszeleściły nieprzyjemnie, w roztaczającej się ciszy.
- Może też byś to usłyszał, gdybyś nie błądził w obłokach - dodał Lipski.
Szeryf zmarszczył brwi. Nie był zły na przyjaciela. Raczej na samego siebie. Dał się wciągnąć w wir własnych wspomnień, zamiast patrzeć uważnie na to co ma przed nosem.
- Wybacz. - szepnął i rozejrzał się ponownie po pniach, które im głębiej wchodziło się w las, tym bardziej szkaradnie wyglądały. - Co słyszałeś?. - spytał głośniej.
- Warkot - odparł Lipski.
Gerard odwrócił ku niemu wzrok. Zaskoczyła go ta odpowiedź.
- Warkot?
- Tak.
- Silnika czy ...
- Psa.
Przez ciało szeryfa przeszedł dreszcz. Nienawidził psów. Nienawidził wszystkiego co szczeka.
- Jesteś pewny? - zapytał, w głębi ducha mając nadzieję, że Lipski sam nie jest do końca pewny tego co usłyszał.
- Tak - Razem z nadejściem tej odpowiedzi prysły wszystkie nadzieje szeryfa.
- Może komuś uciekł... - nagle Gerard poczuł ulgę. Słodką, rozchodzącą się wewnątrz niego, ulgę. - Rozmawiałem dzisiaj z Gustawem, Franek jeszcze nie wrócił. Pewnie to on za nami idzie. - Mówiąc to uśmiechnął się, po czym ruszył przed siebie. Szli teraz po nisko położonym terenie lasu, mając po prawej stronie dość strome zbocze.
- Franek nigdy nie warczy - przypomniał mu Lipski. - Dzięki temu jest jedynym psem, którego jako tako tolerujesz.
- Może wystraszył się czegoś - rzucił przez ramię Gerard.
Lipski westchnął. Nie chciało mu się wierzyć, że ten warkot, który słyszał przed chwilą, należał do Franka. Znał tego psa. Była to spokojna, młoda psina, skupiona w pełni na zabawie. Nigdy nie zaobserwowano u niego żadnego przejawu agresji. Nigdy ...
- Gerard - głos Lipskiego stał się nagle napięty. Mówił cicho, ale wyraźnie. - Gerard. - powtórzył, stojąc sztywno w miejscu.
- Co? - swobodny ton głosu Mycza tak bardzo nie pasował do tej sytuacji, że Lipski momentalnie się skrzywił. Grymas na jego twarzy powiedział Myczowi wszystko. Jego przyjaciel wiedział coś, o czym on nie miał zielonego pojęcia. Dreszcz wstrząsnął jego ciałem.
- Spójrz ostrożnie w prawo - szepnął Lipski niemal bezgłośnie.
Gerard powiódł wzrokiem w wyznaczonym kierunku. Serce zadudniło mu w piersi tak mocno, że aż zrobiło mu się słabo. Stał przed nimi pies. I nie był to Franek. Ten był wielki, czarno- brązowy i patrzył na nich przymrużonymi ślepiami. Czerwonymi ślepiami. Czy to możliwe, aby psie oczy miały taką barwę?. - zapytał się w myślach Gerard. Gdzieś już widział takie ślepia. Dawno temu. Przełknął głośno ślinę. Obecna chwila to najgorszy koszmar jego życia. Zrozumiał to prawie natychmiast. Morderca odcinający czyjeś dłonie, to był teraz mały pikuś, w porównaniu z tym co stało obok nich. W porównaniu z wielkim, czujnym stworzeniem, pochylającym wolno łeb i stopniowo odsłaniającym białe kły. Kły, z których ściekała stróżka śliny, dyndającej przez chwilę u pyska. Ogromnego pyska. Większego niż u owczarka.
Lipski zacisnął mocno dłonie na strzelbie, odnajdując wskazującym palcem spust. Był gotów. Odda strzał szybko i prosto w cel. Tak. Nie chybi - zapewniał sam siebie. Pomimo strachu dłonie mu nawet nie drgnęły. Zerknął na Gerarda. Szeryf celował w psa, starając się nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, mogących rozsierdzić zwierzę.
Pies zaczął cicho powarkiwać. Jego czerwone ślepia, niemalże błyszczały czerwoną poświatą. Był taki mroczny i pomimo tego, że stał kilkanaście kroków od szeryfa i Lipskiego, wydawał się nie realny. Przyśniony. Bo czy istnieją takie psy? Takie potwory?
Dla tej dwójki niestety istniał. Chodź przypominał stwora z jakiś, strasznych opowieści, to stał przed nimi i warczał. Warkot ten stawał się stopniowo coraz głośniejszy. A po chwili pies zaczął również przysuwać się

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
oleczka31 Linia koment
Dodany:2012-01-24 18:29:42, Ocena: 5.0
Dzieje się, dzieje.Szkoda,że im się nie udało! oże przy następnym spotkaniu? Popraw proszę: nierealny - razem, choĆ, znajdOwał się. Czy tam gdzie jest: wystraszył, nie miało być wystarczył? Co z tymi kropkami?

Ocenił/a na: 5
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów