Dagger- płatny sztylet cz.I
opowiadania >



Nazywam się Dagger i jestem płatnym zabójcą. Jeszcze rok temu byłam świetnym gliną. Niestety. Zabiłam mojego partnera. Odebrali mi broń i odznakę. Od tamtej pory także mam broń, ale maszynową i nie zarejstrowaną. Nie liczyłam ile osób już zabiłam. Wiem tylko, że dużo ich było. Sądząc po biletach lotniczych ponad 50. Dostaję zlecenia z całego świata. Od Angli po Chiny. Najtrudniejsze zlecenie? Chyba dostałam parę miesięcy temu. Miałam zabić biznesmena z Chin. Facet prowadził swoją mafię. Jego firmy zaczęły rozchodzić się po całym świecie. Nie wyjawię ich nazwy, ze względu na swoje bezpieczeństwo. Był nieziemsko bogaty. Zatrudniał też wielu goryli, którzy pilnowali go dzień i noc. Musiałam znaleźć moment, w którym będzie najbardziej odsłonięty, i w którym będę mogła swobodnie uciec. Po paru tygodniach obserwacji, znalazłąm ten moment. Zabiłam go gdy wychodził z resteuracji. Strzał pomiędzy oczy i gotowe. Nic trudnego mając snajperką. Zanim ochroniarze zdali sobie sprawę z tego co się dzieje, ja jechałam już w aucie na lotnisko. Bezproblemowo wróciłam do kraju. Skąd jestem? Nie mogę powiedzieć. Ale wiedzcie, że mogę być wszędzie jeśli zechcę. Odległość nie stanowi dla mnie problemu. Lepiej nie mieć wrogów. Jeżeli masz wroga, a jest on bogaty, uważaj, los może trafić na ciebie.
Na co dzień wiodę normalne życie. Pracuję w firmie jako zastępca prezesa. Nie powiem jakiej firmy. Nie mogę. Jedyne czego nie mam to przyjaciół. Nie brakuje mi ich. Mam psa, który w pełni zastępuje mi towarzystwo ludzi. Pies mnie nie zdradzi, mogę mu powierzyć każdą moją tajemnicę, każde moje słowo. A człowiek? Człowiek od razu by mnie zdradził. Nie ufam ludziom. Bo i po co? Dla mnie liczy się tylko praca i pieniądze. Reszta... Reszta jest nie ważna.
Mhmm. Lody truskawkowe. Pycha. Siedzę na kanapie, przed telewizorem. Zajadam sie litrowymi lodami i dupcia mi rośnie. Ale co ja na to poradze? Ja już tak mam. W tym plastikowym pudle same nudy lecą. Jakieś brazylijskie telenowele. Mogli by puścić coś mocniejszego. Popołudnie a ja w domu siedzę. Czy to jest logiczne? Za oknem słońce świeci. Może pójdę na spacer? Nagle rozległ sie dzwonek telefonu.
- No tak. I nici ze spaceru. Gdzie ta cholerna komórka jest?- zaczęłam szukać jej wszędzie. Chyba dźwięk dobiega gdzieś spod kanapy. Schyliłam sie i wygrzebałam ją spod kurzu. Swoją drogą mogłabym tu kiedyś posprzątać. - Słucham?- odebrałam wychodząc na balkon. Od dawna wiedziałam, że dzwoni Ricard. Przecież on tylko o tej porze, może zadzwonić i powiedzieć, że ma zlecenie.
- Dag. Mój ty skarbie jak sie czujesz?- usłyszałam słodki, męski głos w słuchawce. Od razu mnie zemdliło.
- Daruj sobie to słodzenie i gadaj kto i gdzie. I jeszcze ile? - przerwałam mu.
- Milion, gotówką. - powiedział już poważnie. Gwizdnęłam.
- Jakaś gruba ryba?
- Masz sprzątnąć faceta o nazwisku Mauritio Vergenaz. Jest prezesem firmy produkującej oprogramowania do komputerów. Wszystkiego dowiesz się z przesyłki. Powinna dojść za jakieś..- chwila przerwy, pewnie zerkał na zegarek.- za jakieś 20 minut. Do usłyszenia piękna. - usłyszłam jeszcze przeciągły sygnał zawieszonej rozmowy. Weszłam z powrotem do mieszkania i rzuciłam telefonem na kanapę. Zaczęłam szukać torby podróżnej. Paczka w tym czasie doszła. Odczytałam wszystkei informacje jakie mi były potrzebne i spaliłam je. A więc jadę na Florydę! Mhmm Jak ja kocham podóże. Zwłaszcza w takie miejsca. Mam dylemat. Nie wiem jaki paszport zabrać. Hmm. Dobra. Od teraz mam na imię Diana. I jadę na Florydę, by odpocząć. Podróżuję sama, pierwszą klasą. Luksusy!
Dobra podróż była szybka. Nie nacieszyłam się zaa bardzo lotem, ale za ato jaki mam hotel. Apartament na samej górze. Jakie widoki. Chyba zgłodniałam. Idę na kolację. Mam nadzieję, że serwują tu coś innego niż tylko krewetki. Przy okazji rozejrzę sie w terenie. Wiem, że Verganez mieszka dwa hotele dalej. Jest na delegacji. Jutro rano go przyobserwuję. A dzisiaj sobie odpocznę. Ja mam czas. Cały tydzień na sprzątnięcie go. Co tam. Za trzy dni nie będzie po nim ani śladu. Policja nawet nie dowie się jaki i gdzie zniknął. Eh. Będzie zabawa. Trzeba rozprostować kości, cały zeszły tydzień nie miałam żadnych zleceń. Co nie jest normalne. W tygodniu musze miec jedno zlecenie. To już choroba. Na początku bałam się zabijać. A teraz? Teraz już musze. Z tymjest tak samo jak z papierosami. Weźmiesz jednego, a potem już cie ciągnie, żeby wziąść kolejne. Jednym słowie. Nałóg. Uzależniłam się od zabijania. I przyznam się, że jestem w tym całkiem dobra. Cicho, dyskretnie i z rozmachem.
Kurde balans! jak się tak zamyślam to zawsze sie z kimś zdeże.
- Przeraszam.- powiedziałam szybko i wstałam z ziemi. Moja dupa! Ała. Ten koleś ubił mi kość ogonową. Ale mnie odrzuciło jak wlazł na mnie. No dobra oboje weszliśmy na siebie. Ale nie daje mu prawa... grr. Nie lubie takich ludzi, co nawet nie przeprosza. Tylko poszedł sobie dalej. Jakby mnie tu wcale nie było. Najchętniej to bym mu od razu strzeliła w łeb, nawet już sięgnęłam za pasek od spodni, gdzie mam broń. Ale nie... za dużo ludzi. Za dużo świadków. Chociaż jest mrok, to i tak o tej porze jest dużo ludzi na ulicach. Sklepy pootwierane. Dobra, daruje mu. Lepiej, żeby nie wchodził mi pod nogi nastęnym razem.
Zjadłam na szybko hamburgera. Nie będę się faszerować żarciem z drogich resteuracji. Nie lubię ich. i wystarczy dobra pizza i cola. Jednym słowem wszystko co niezdrowe. O! I frytki!!!! Tak! Tak frytki! Frytki najlepsze. Hmm może są ty gdzieś frytki. to bym sobie jeszcze zjadła. JEE! Mają frytki! Mhmm. Pyszności! Delicje! Dobra nie kupię sobie drugiego opakowania, bo za niedługo nie będę w stanie uciekać przed policją. Będę taka gruba, że w drzwiach się nie zmieszcze.
- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
marcinuz Linia koment
Dodany:2006-07-24 18:15:35, Ocena: 3.0
Całkiem nieźle się zapowiada :). Ale drobna uwaga: osobowość narratorki troszeczkę nastoletnia. Z opisu (wiceprezes firmy) bardziej pasowałaby kobieta w srednim wieku, a co za tym idzie, cyniczna, pozbawiona złudzeń, często patrząca za siebie... tak przynajmniej ja bym ją widział ;). Pozdrawiam!
Narutp Linia koment
Dodany:2006-07-25 20:36:22, Ocena: 3.0
hahaha płatny zabójca nie liczący kalorii i nie dbający o formę? komedia
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów