Łzy Anioła cz. II
opowiadania >



Czasami człowiek przybiera maskę bezwzględnego egoisty by się po prostu bronić przed innymi. Po prostu mamy świadomość tego, że inaczej nie da się przetrwać na tej skażonej ziemi. Można przecież zmienić świat, trzeba tylko naprawdę tego chcieć. Jeśli zapragnie tego tylko jedno ludzkie serce, to zbyt mało. Tysiące serc musi stworzyć opór, zbuntować się wreszcie przeciwko złu. Można przecież to zrobić, ale nie, wam chyba dobrze się żyje w tym niesprawiedliwym świecie, bo w nim łatwiej do czegoś dojść, coś osiągnąć, ale to opcja tylko dla ludzi bez uczuć, a co z tymi, którzy naprawdę czują i chcą być uczciwi? No tak, oni głosu nie mają. Tak było z Marcinem, po śmierci ojca zbuntował się przeciw całemu światu, stracił wszystkie wartości. Ukrywał to jednak w sobie. Jak udało mi się wydobyć z niego tę tajemnicę? To długa historia. Nowa szkoła jednak mi się bardzo podobała. Była taka duża i przestronna. Było wielu ludzi których nie znałam, tutaj nikt nie był oceniany po nazwisku, tutaj zawsze radość unosiła się w powietrzu, był taki nieokreślony klimat. Słowa tego nie opiszą ani chwili kiedy na nowo z zapachem kasztanów przybyła do mnie nadzieja na lepsze życie. Ach, ta cenna nadzieja, daje siły, daje wszystko, a jednak nie można jej kupić, trzeba ją odnaleźć głęboko w sobie. To ona przecież drzemie na dnie serca, ona daje sens dla dalszych działań. Bez niej nic przecież nie jest ważne, ona jedynie podtrzymywała mnie przy życiu. W duchu wmawiałam sobie, że wszystko się jeszcze ułoży, że jeszcze kiedyś będę szczęśliwa, przecież każdy człowiek ma prawo do szczęścia. Niestety wygląda na to, ze tylko ten, który nieczystą drogą wyszarpie je z cudzych rąk. Trzeba być mądrym, cierpliwym, spokojnym by własną ścieżką łez dotrzeć do szczęścia. Choć moja droga była długa, w mękach spojona cierpieniem to nigdy nie doprowadziła mnie do szczęścia. Życie to jednak wielki labirynt, każdego dnia stajesz na rozstaju dróg i każdy wybór musisz dokładnie przemyśleć. Nie każda decyzja jest dobra, ale ma na celu nauczyć nas czegoś choć często każda chwila wyciska łzy. Najboleśniejsze były dla mnie momenty dy moja nadzieja umierała w torturach. To sprawiało, że moja droga życiowa wyboista była, rzucano w serce kamieniami, aż czasami wydawało się, że prowadzi do szczęścia. Nic bardziej złudnego. Jaki początek, jaka droga taki i koniec. Nie poddawałam się, ale szłam dalej. Wierzyłam kiedyś pogrążona w marzeniach, że kiedyś wyciągnie do mnie dłoń Stwórca tego labiryntu zwanego życiem, Ten, który był mi zawsze przyjacielem, a rzucał kłody pod nogi. Wierzyłam, że kiedyś w białej szacie nadziei uśmiechnie się i powie: gratuluję, tej drogi tak perfekcyjnie nie przeszedł jeszcze nikt. Być może cierpienie spowodowane złem ludzkim nie ma na celu zabicie duszy i katowanie serca, ale ma dać do myślenia, że nie można się na to godzić. Pewnego majowego dnia w szkole po nudnej lekcji języka polskiego po głośnym dzwonku wszyscy zerwali się z ławek jak poparzeni. Ja wzięłam do rąk lektury, które właśnie omówiliśmy chcąc zanieść je do biblioteki. Harmider w klasie totalnie mnie zdezorientował, wszyscy wokół biegali, krzyczeli, jakby nie wiadomo było na kim skupić uwagę. Nagle natknęłam się na Marcina niechcący. Wszystkie książki wypadły mi z rąk na niezbyt czystą podłogę. W pośpiechu jakby zamroczona zbierałam je, ale nagle usłyszałam dziwne pretensje wypływające z ust Marcina. Obok niego stał oczywiście Gabriel z zaciekawieniem przyglądał się całej sytuacji. - Uważaj jak chodzisz! - krzyknął ze złością w głosie Marcin mierząc mnie wzrokiem. Nie lubił mnie od początku, a ja nie rozumiałam dlaczego.- Stary, daj jej spokój...- Wstawił się nagle za mną niespodziewanie Gabriel. To imię jego zawsze coś mi mówiło i stawało się z każdym dniem jakieś coraz bardziej znajome. To było dziwne jednak nie zawracałam sobie głowy dziwnymi uczuciami mojej podświadomości. Marcin spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem rodem z horroru, który paraliżował i budził strach na całym ciele po czym odszedł z obojętnością. Widziałam w jego oczach żywe zło, widziałam w źrenicach płonące iskry. To było fantastyczne, a zarazem zadziwiające i szokujące. Gabriel natomiast kucnął obok mnie i zaczął mi pomagać zbierać książki. Spojrzał na mnie jakby z politowaniem. Wtedy dostrzegłam jakie piękne ma oczy. Powiedział wtedy:- Nie przejmuj się nim, jest zły na cały świat.- Dlaczego? Ktoś go zranił?- No w pewnym sensie tak, ale to długa historia. Może kiedyś ci opowiem, na pewno go zrozumiesz.- Uśmiechnął się do mnie serdecznie podając upuszczoną przeze mnie niezdarnie książkę i powoli wstając odszedł. Pozostawił mnie jedynie w niepewności i refleksji, bo wciąż nurtowało mnie dlaczego Marcin mnie tak nienawidzi. Życie jest pełne niespodzianek i rzeczy, których nie da się zrozumieć lub nie chcemy zrozumieć. Osobowość jego była jednak zaskakująca, pewnie również miał nieciekawą przeszłość. Wobec wspomnień jesteśmy bezsilni, nie możemy ich zmienić, można jedynie zapomnieć, a to, jak wiadomo wielka sztuka. Rozumiem, że każdy może czuć się źle, może cierpieć, ale czy to powód by zatruwać życie innym i mścić się na wszystkich wokół? Nie wszyscy są winni. Czasem chcąc ukarać złego człowieka ranicie doszczętnie serce tego dobrego. Trzeba nauczyć się żyć z rozwagą. Ciągłe docinki Marcina w szkole mnie dołowały, ale wierzyłam, że silna jestem, zniosę wszystko. Podobna sytuacja miała miejsce na lekcji matematyki. Zawsze miałam z nią problemy, nie potrafiłam jej zrozumieć. Wszyscy ludzie sądzą, że to mądrość i wykształcenie są najważniejsze, ale nie, one nic nie znaczą wobec śmierci. Wszystko przecież przemija i w jednej chwili traci wartość. Gdy dusza żyje, serce umiera, gdy żyje serce, umiera dusza. Pod przymusem oczywiście poszłam pewnego razu do tablicy. Kompletnie nic nie rozumiałam, pisałam jakieś kompletne bzdury na tablicy, trzęsłam się ze strachu jak galareta. Poczułam taką wewnętrzną bezradność. Nagle w oddali usłyszałam ten charakterystyczny głos Marcina:- Pośpiesz się ofermo, do końca lekcji nie skończysz tego przykładu! - Na te słowa cała klasa ryknęła śmiechem, a ja czułam się jak sparaliżowana. Stanęłam jak wryta, nogi odmówiły posłuszeństwa, strach przeszył całe moje ciało od stóp do głowy. Serce zaczęło drżeć w zadziwiająco szybkim tempie. Zamknęłam na chwilę oczy by powstrzymać łzy, nie zawsze mi się to udawało. Przed oczami stanęły mi wszystkie złe chwile

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
nektrus Linia koment
Dodany:2011-06-15 11:56:41, Ocena: 4.0
Za to że nie ma formatowania bo nie da się tego czytać !

Ocenił/a na: 2
nektrus Linia koment
Dodany:2011-06-15 13:02:56, Ocena: 4.0
Do tego jest ucięte na końcu !!!
Sallymy Linia koment
Dodany:2011-06-15 17:33:24, Ocena: 4.0
jak dla mnie opowiadanie jest dość ok

Ocenił/a na: 4
Pasia74 Linia koment
Dodany:2011-06-22 14:54:47, Ocena: 4.0
http://kwejk.pl/obrazek/173174/chi%C5%84ski,horoskop.html

Ocenił/a na: 6
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów