Mały psikusik
opowiadania >



Siedziałam w szkole i rozmyślałam, co może być dalej. Przecież z nami już koniec! Tak mi on powiedział… Ale czy naprawdę tak czuł? Nie wiem. Widziałam smutek w jego oczach… Gdy to mówił. Siedziałam spokojnie, Quistis myślała, że uważam, co mówi. Jednak tak naprawdę nie było. Spojrzałam na nią. Prawdę mówiąc, była tylko rok ode mnie starsza. Siedziałam trochę znudzona. Traktowałam ją jak przyjaciółkę, ona mnie też. Te wszystkie misje w Balami bardzo nas do siebie zbliżyły. Mnie, Quistis, Zeela, Selphie, Irvine’a i Squalla… Nie mogłam wytrzymać. Poprawiłam ruchem ręki moje czarne jak węgiel włosy. Wstałam.
- Quistis… Mogłabym… Wyjść? – Zapytałam, spoglądając na nią przymilnie moimi piwnymi oczami. Quistis, choć wyglądała na groźną w tym ubraniu, wcale taka nie była. Nie wiedziałam, czemu, ale zawsze swoje blond włosy układała w kok, zostawiając dwa pasemka z przodu.
- A co się stało, Rinoo? – Zapytała. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
- Ja… Muszę z kimś porozmawiać.
- Niech zgadnę. Znowu chodzi o Squalla? – Zapytała instruktorka, po czym cała klasa wybuchnęła śmiechem. Trzymając ręce z tyłu opuściłam głowę.
- Taak. – Odparłam przeciągle. W moich oczach pojawiły się łzy. Osiemnastoletnia instruktorka spojrzała na mnie jakoś dziwnie, pytająco.
- Idź. Widzę, że bardzo ci zależy na tym SeeD. – Odparła, wykonując zamaszysty ruch ręką, pokazując mi drzwi.
- Dziękuję! – Krzyknęłam, po czym uścisnęłam Quistis. Wszyscy mówili na mnie „Spontaniczna czarodziejka” albo po prostu „Rinolcia”. Albo „Serduszko” ze względu na to, że miałam nazwisko Heartlly (Heartly – sercowy). Pobiegłam natychmiast. Wiedziałam, gdzie mam go szukać. I tam też go znalazłam. W jego malutkim, skromnym pokoiku. Leżał na łóżku, przytulony do poduszki. Płakał. Nie wiedziałam, dlaczego.
- Squall… - Zaczęłam. Chłopak był w moim wieku. Widziałam teraz tylko piękne, brązowe włosy. Brązowa kurtka była króciutka, przy szyi miała przyszyte karmelowe futerko. Czarne spodnie przepasywały dwa czerwone pasy, krzyżując się na udach.
- Co chcesz? – Zapytał zmęczony.
- Ja… - Zaczęłam niepewnie. – Co się stało, Squall? – Zapytałam, podchodząc bliżej i siadając na łóżku.
- Nic. – Odparł, odwracając się do mnie. Jego niemalże czarne, brązowe oczy spoglądały na mnie smutno. Teraz widziałam jego wyraźne rysy twarzy i bliznę, biegnącą od prawej brwi aż pod lewe oko. Wszystko wyrażało smutek, i jego wyraz twarzy, i postawa, jaką przyjął. Zazwyczaj waleczny… Teraz nie chciał się bronić.
- To dlaczego sam tu siedzisz? – Zapytałam. Zazwyczaj tak się nie zachowywał. Często siedział z Zeelem i Irvine’em.
- Nie wiem. – Odparł. Nie chciał najwyraźniej nic mówić.
- Chodź się przejść po Balamb. – Zaproponowałam. To był mój środek na jego smutki. Zawsze starałam się go wyciągnąć na spacerek po Balamb.
- Nie tym razem, Rinoo. Zostaw mnie samego, muszę o czymś pomyśleć. – Odpowiedział, z powrotem wtulając się w poduszkę.
- Ale… - Zaczęłam. Ale nie wiedziałam, jak skończyć.
- Idź już. Chcę zostać sam. – Odparł przez poduszkę. Nie było go wyraźnie słychać, więc udałam, że nie usłyszałam tego. Dotknęłam go na plecach… Ale co dalej? Squall po prostu odtrącił moją rękę.
- Squall… - Zaczęłam znowu. W moich oczach pojawiły się łzy. – Squall! Dlaczego to robisz? – Krzyknęłam, z płaczem rzucając mu się na kark i przytulając się.
- Rinoa! Dusisz mnie! – Zaraz usłyszałam. Puściłam go. Otarłam łzy.
- Ale… Ja… Squall, dlaczego mnie rzuciłeś? – Końcu udało mi się sformułować te zdanie.
- Co? – Zapytał zdziwiony.
- Jak to, co? – Odparłam zdenerwowana. Szybko potrafił mi się zmienić nastrój.
- Ja cię nie rzucałem! – Krzyknął zdenerwowany. Jednak zaraz oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Domyślaliśmy się, kto zrobił nam kawał. Między drzwiami a framugą zauważyłam kamerę, po czym usłyszałam małe „ops”. Podeszłam tam i zobaczyłam Selphie, trzymającą kamerę. Za nią stał Zeel, Irvine i Quistis, która dopiero skończyła lekcje.
- A mówiłeś, że nas nie nakryją. – Cicho szepnęła Selphie Zeelowi.
- A wy co tu robicie? – Zapytałam.
- Eeee… - Zaczął Zeel. – Nagrywamy? – Po tych słowach wszyscy wpadli w śmiech.
- A więc jednak to wasza sprawka? – Zapytał Squall, podchodząc.
- No. – Odparł Zeel. – Chcieliśmy jeszcze, aby „Selphie-Rinoa” cię rzuciła, ale nie wyszło. Stwierdziliśmy, że Selphie ma za krótkie włosy. – Powiedział, drapiąc się za głową. Selphie skończyła nagranie i się zaczerwieniła. – A Quistis nie chciała.
- No jasne. Bo po co mam oszukiwać przyjaciół? – Odparła z dumą.
- A Irvine? – Zapytała Rinoa.
- On wymyślił… Ja zrobiłem.- Odparł Zeel. Wszyscy wpadli w śmiech, a potem obejrzeli „film” Selphie. Obiecała, że zrobi parę przeróbek. Ale nikomu nie chciała tego pokazywać. Po prostu chcieli im zrobić psikusa, a Quistis przyszła popatrzyć.

- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Nadine91 Linia koment
Dodany:2007-05-22 20:01:33, Ocena: Brak oceny
No łobuzy z nich po prostu... Oni film kręcą, a Rinoa ze Squalem w depresję popadają...
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów