Nie ponaglaj czasu
opowiadania >



dla ciebie kawalerze, na papierosy oraz na puszkę zimnego piwa. Widząc jego zaskoczenie – dodała: - Też lubię zapalić i napić się piwa.


Uśmiechnął się do niej i lekko skłonił głową. Idąc wolnym krokiem, obracał w dłoni papierowy banknot. Nie bardzo wiedział, co ma z nim począć. Czy kupić paczkę papierosów lub oprawić w ramkę? Przecież to pierwsze w tym mieście, zarobione pieniądze. Gdy doszedł do domu i dotknął przycisku dzwonka, natychmiast stanęła w progu babcia.


- Sebastian, witaj kochany chłopcze. Nawet nie wiesz, jak bardzo się o ciebie martwiłam. Ten pogrzeb wypadł niespodziewanie, a nie miałam możliwości cię zawiadomić. Na pewno jesteś głodny, zaraz zrobię coś do zjedzenia. Jeszcze chciałam ci oznajmić, że od poniedziałku możesz rozpocząć pracę w nowoczesnym warsztacie samochodowym, badania zrobisz później. Szef mnie pytał, czy masz prawo jazdy, bo jest mile widziane.


- Tak mam – odparł krótko. – Chciałem jeszcze powiedzieć, że czekając na babcię, zarobiłem dwie dychy oraz torebkę śliwek. Widząc jej zdziwiony wzrok – dodał: - Na targowisku, pomogłem kobiecinie załadować samochód.


- Wobec tego, będzie pyszny placek – powiedziała wesoło i sięgnęła po śliwkę. – Jeśli zaś chodzi o uczciwie zarobione pieniądze, schowaj je głęboko, bo mogą przynieść ci szczęście.


- Chciałbym kupić papierosy – wyjąkał nieśmiało.


Dotknęła jego delikatnych dłoni i roześmiała się serdecznie.


- Jesteś młodym, zrównoważonym mężczyzną oraz moim ukochanym wnukiem. Pomogę tobie, byś wyszedł na mądrego człowieka, jakim był twój dziadek. Sfinansuję twoje przejazdy do pracy, nakarmię cię i opiorę. Jeszcze muszę dodać, że chleba i papierosów nigdy mi nie brakuje.


- A kiedy mam oddać?


- Gdy będziesz miał za dużo pieniędzy – odpowiedziała i puściła do niego oko.


Trzeba przyznać, chociaż Sebastian ukończył dopiero dwadzieścia lat, jednak bardzo poważnie podchodził do życia. Nie był rozrzutny i należał do ludzi samokrytycznych. Nigdy się nie chełpił swoimi zdolnościami, bo zdawał sobie sprawę, że dużo mu do nich brakuje. Już po pierwszym przepracowanym dniu, przekonał się, że jego wiadomości można przyrównać do kropli w morzu. Właściwie, może to on zbyt dużo od siebie wymagał? Przecież warsztat, w którym zaliczał praktyki, nawet w połowie nie mógł się równać z tym, gdzie obecnie rozpoczął pracę. Poza tym, starszy z długoletnim stażem mechanik, nieco inne miał zdanie na temat jego umiejętności. Twierdził, że Sebastian, jest bardzo dokładnym człowiekiem i ze swoją akuratnością bardzo wysoko zajdzie. Nawet nadmienił swojemu pracodawcy, że przydałby się chłopakowi, jeden miesiąc na przyuczenie, żeby się zapoznał z pracą. Zaznaczył, że chociaż naprawy są wszędzie jednakowe, ale w każdym zakładzie są inne wymogi, które nieraz trudno zaakceptować. Pośród znajomych, też miał opinię dobrego mechanika. Ale trudno, żeby nie miał, skoro większość usług wykonywał darmowo, albo za 4-pak piwa.


Po dwóch przepracowanych latach, Sebastian już nie tłukł się do pracy zatłoczonym autobusem, jego wymarzonym autem stał się srebrny Peugeot. Zaś po pięciu latach, był właścicielem trzypokojowego mieszkania. Trzeba przyznać, że do wszystkiego, co w tej chwili posiada, doszedł swoją pracowitością oraz dokładnością, którą ma we krwi. Natomiast swoją prawdomównością i szczerością, zjednał sobie przyjaciół oraz stałych klientów. Dla niego nie istniał, normowany czas pracy, bywało, że doba była za krótka.


Zbliżał się długi weekend, a w piątek było istne urwanie głowy. Warsztat, który zazwyczaj czynny jest do osiemnastej, z ledwością dało się go zamknąć o dwudziestej. Zmęczeni całodzienną pracą mechanicy opuścili swoje stanowiska pracy i wyszli do domu. Sebastian przeważnie wychodził ostatni, musiał jeszcze wszystko posprawdzać i pozamykać. Właśnie szykował się do wyjścia, nagle usłyszał zachrypnięty głos swojego pracodawcy. Trochę go zaskoczyło, jego nagłe pojawienie, ostatnio dość rzadko bywał w warsztacie. Otworzył szeroko drzwi i jak zwykle powitał go serdecznym uśmiechem.


- Sebastianie! Nie sądzisz, że powinieneś postarać się o materac? Wtedy w ogóle nie byłoby potrzeby opuszczać warsztatu, pomyśl o tym drogi chłopcze – powiedział żartobliwie i podał mu dłoń.


Sebastian roześmiał się jeszcze szerzej.


- Wczoraj usłyszałem te same słowa od mojej babci - odpowiedział bez zająknięcia.


- Jeszcze jedno mam do ciebie zapytanie, które nie daje mi spokoju. Dlaczego, tak bardzo uzdolniony, młody mężczyzna nie podjął studiów?


Odsapnął, jakby się zastanawiał, jaką dać odpowiedź. Ostatnio dość często powtarzały się podobne pytania.


- Na to pytanie, akurat nie potrafię odpowiedzieć. Najpierw zaczynałem naukę w Zasadniczej Szkole Zawodowej. Ucząc się i jednocześnie pobierając praktyki, wiele się przez ten czas nauczyłem. Muszę przyznać, że tylko pod namową poprzedniego szefa, ukończyłem technikum. Ale nawet przez chwilę nie pomyślałem, żeby studiować. Po prostu w moim zawodzie dyplom jest zbyteczny.


- Niekoniecznie zbyteczny. Przecież mając dyplom, mógłbyś wykładać w szkole.


- To dla mnie, za nudne zajęcie – odpowiedział krótko.


- Może masz rację. Już kiedyś zauważyłem, że lubisz ruch w interesie. Czy pomyślałeś kiedyś, o otwarciu własnego warsztatu?


Młody człowiek roześmiał się z błyskiem w oczach.


- Cały czas o tym myślę i nie tylko… Ale jeszcze nie teraz, wszystko będzie w swoim czasie.


- Pomogę ci zrealizować twoje plany, bo jesteś tego wart.


- Pan? – spytał z niedowierzaniem.


- Dobrze słyszałeś. Jednak o tym porozmawiamy, dopiero za dwa tygodnie. Widząc zdziwienie w oczach młodego mężczyzny, zaczął mówić dalej: - Jestem poważnie chory, mam raka krtani. Chyba zauważyłeś, że coraz ciszej mówię? W najbliższym czasie czeka mnie operacja, potem chemioterapia, a dalej, co Bóg da.


- Nie powinien pan, stawiać sobie krzyża za życia. Trzeba zebrać wszystkie siły, żeby pokonać chorobę i wygrać z rakiem.


- Dobrze, dobrze. Ty wiesz swoje, a ja swoje. Tak jak powiedziałem, porozmawiamy za dwa tygodnie.


Sebastian nie bardzo mógł pojąć, o co konkretnie chodziło jego szefowi. Brał pod uwagę różne warianty w końcu doszedł do wniosku, że z pewnością zlikwiduje tak dobrze prosperujący warsztat. A może chce mu go odsprzedać? – nasunęła się myśl. Nie, to niemożliwe. Przecież dobrze wie, że na to są potrzebne wielkie pieniądze – wnet znalazł wytłumaczenie.


Minęło dwa tygodnie. Zadzwonił do Sebastiana jego pracodawca i poprosił, aby najprędzej jak tylko możliwe przyjechał do jego domu. Najlepiej zaraz po pracy.


Na początku tygodnia, zazwyczaj nie było nawału, a ten poniedziałek, był wyjątkowo spokojny. Więc gdy dojechał, było parę minut po osiemnastej. Jego szef

- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
barbara211 Linia koment
Dodany:2011-09-21 19:57:48, Ocena: 6.0
Fajne opowiadanie. Stanowiło dla mnie fajną i przyjemną lekturę. Swoje drobniutkie uwagi przekazałam w mailu. Serdeczne ukłony - Barbara

Ocenił/a na: 6
sabina2323 Linia koment
Dodany:2011-10-27 21:02:20, Ocena: 6.0
Naprawdę pomyśl nad napisaniem książki - jesteś w tym bardzo dobra! I bym kupiła pierwsza! Pozdrawiam! acha i nie słodze!

Ocenił/a na: 6
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów