Pierwsze podejście - Rozdział trzeci.
opowiadania >



pożegnania.




Nigdy nie przypuszczałam, że kiedykolwiek w Naszym związku wydarzy się coś podobnego. Byliśmy idealnym małżeństwem przez te cztery lata. Ale ten piąty rok stał się trudnym do przetrwania. Nie zawsze zgadzaliśmy się ze sobą. Nie zawsze mieliśmy czas dla siebie. Ale to było normalne. Praca pochłaniała nas oboje.


Tylko teraz już się nie rozumiemy. Nie ma między nami tej iskry porozumienia bez słów, odczuwania bólu, kiedy ta druga osoba potrzebuje pomocy. Nie potrafimy usiąść obok siebie i po prostu milczeć, być razem. Przestaliśmy rozumieć się. Mówimy do siebie na dwa różne sposoby. Żadne nie wie co się dzieje z drugim.


Czy jest szansa, aby naprawić to, co straciliśmy przez te pare miesięcy naszego małżeństwa? Nie chciałabym obudzić się któregoś dnia z żalem do siebie, że nawet nie spróbowałam odbudować związku, który kiedyś był dla mnie bardzo ważny. Nie chciałabym obudzić się samotnie, bez mężczyzny, który jest miłością mojego życia.




- Kochanie, dlaczego wróciłeś późno z pracy? – Słyszę dziewczęcy głosik.


- Miałem dużo roboty, skarbie.


- Dlaczego nie zadzwoniłeś? Czekałam z kolacją.


- Przepraszam, nie pomyślałem.


- Dobrze. Ale nie chciałabym, abyś się tak przemęczał. Nie możesz tak długo pracować. Wystarczy, że wcześniej wychodzisz z domu.


- Tak, ale firma… sama rozumiesz. Ktoś musi się tym wszystkim zająć.


- Och kochanie, ale jak cię nie ma obok mnie, to się czuję taka samotna.


- Ktoś musi zarabiać na chleb.


- Czy ty mnie nadal kochasz?


- Skąd to pytanie?


- Odpowiedz. Czy kochasz mnie?


- Oczywiście…- Odpowiedź pada niezbyt przekonująca.


Barbie chowa twarz w dłonie i zaczyna płakać.


Stoję w progu pokoju mojej młodszej siostry. Alicja siedzi do mnie tyłem, więc nie wie, że ją obserwuję. Trzyma w rączkach dwie lalki. W jednej, pięknie ubraną w granatową koktajlową sukienkę Barbie. A w drugiej, odzianego w ciemny garnitur Kena. Nie wierzę własnym uszom. Prawie siedmioletnia dziewczynka bawi się tak, jakby opowiadała moją życiową historię.


I nagle przypominam sobie.


Wspomnienia jak przez mgłę przebiegają mi przed oczami. Jak byłam w jej wieku, też się tak bawiłam z koleżankami. Naszą ulubioną historią była ta, kiedy kobieta zostaje zdradzana przez męża, który „późno wraca z pracy”. Samotna Barbie nie wie co ma myśleć. Ken broni się przed atakami swojej pięknej żony. Ta naiwna mu wierzy. Ale do czasu, kiedy niespodziewanie odwiedza swoją koleżankę i widzi jak ta leży w jednym łóżku z Kenem, który powinien był być o tej porze w pracy.


Zabawa z dzieciństwa. Niewinna historyjka małych paroletnich dziewczynek. Sama nie wiem jak to możliwe, że coś takiego wymyśliłyśmy. Przecież byłyśmy takie niedoświadczone. Nic nie wiedziałyśmy o życiu, o zdradach, o cierpieniu.


Zastanawia mnie jednak to, dlaczego Alicja mając zaledwie sześć lat, bawi się w taki sposób. Czy nie powinna obierać szczęśliwszych historii? Skąd wziął się pomysł na zapracowanego mężczyznę.


Wydaje mi się, jakby moja młodsza siostra była świadkiem takiej rozmowy. Ale to niemożliwe. A bynajmniej taką mam nadzieję. Nie pamiętam, aby rodzice kiedykolwiek się kłócili przy mnie. A jakby nawet, to, to nie były poważne sprzeczki. Zawsze byli zgranym małżeństwem i mieli dla siebie mnóstwo czasu.


Bzdury! Jak mogę myśleć w taki sposób o małżeństwie rodziców? Mimo tego, że tata nieraz za bardzo podporządkowuje się swojej żonie, to ich związek jest idealny. O lepszym marzyć nawet nie mogli. Nie wyobrażam sobie, jakby coś miało zepsuć tę więź jaka się między nimi wytworzyła.


I pomyśleć, że miłość z młodzieńczych lat przetrwała tak długi czas. Urodziłam się, kiedy mieli zaledwie osiemnaście lat. Mimo młodego wieku, poradzili sobie z wychowywaniem dziecka, które było bardzo chorowite. Mogli liczyć na pomoc swoich rodziców. A teraz niby coś między nimi miało się skończyć? Nie, nie wierzę w coś takiego. Może kiedyś się pokłócili, ale to o niczym przecież nie świadczy.



Patrzę na drobną blondynkę siedzącą na różowym okrągłym dywaniku. Czuję tak, jakbym nie znała tego dziecka, jakby moja młodsza siostra była mi całkiem obca. No tak… Urodziła się w czasie moich studiów, gdy poznawałam się z Michałem. Nie bywałam w domu. A później był ślub, praca. Mimo tego, że mieszkamy od siebie o jakieś czterdzieści kilometrów, nie widujemy się zbyt często. Brak czasu daje się we znaki. Przykro mi z tego powodu. Nie chcę być dla Alicji tylko siostrą.


Kiedyś marzyłam. Pragnęłam mieć młodszą siostrzyczkę. Wyobrażałam sobie, że będziemy spędzać dużo czasu razem, chodzić

- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów