Pierwsze podejście - Rozdział trzeci.
opowiadania >



na spacery, grać w różne gry. Chciałam siostrzanej przyjaźni. A kiedy jest to możliwe, mam młodszą siostrę o całe dwadzieścia lat, to nic z moich dziecięcych marzeń się nie spełnia. Nie jesteśmy sobie w żaden sposób bliskie.


Czuję jak w oczach wiją mi się łzy. Nie pozwalam sobie na to. Nie chcę kolejny raz poddać się emocjom. Trudno mi nieraz nad nimi zapanować, ale tym razem biorę się w garść.




- Czy myślisz, że wszystko prędzej czy później się ułoży, mamo? – Pytam rodzicielkę, kiedy ta wchodzi do pokoju z filiżankami z herbatą. Przez chwilę milczy. Kładzie na szafce tacę z kubkami i siada obok mnie na łóżku. Obejmuje moją rękę.


- Sądzę, że uda wam się wszystko naprawić. – Odpowiada.


- A jeżeli nasze małżeństwo nie jest…


- Kochanie, jeżeli będziesz myślała pozytywnie, to z pewnością wszystko się ułoży.- Urywa mi wpół zdania. -Ale kiedy twoje myśli są pesymistyczne, to droga ku szczęściu jest bardzo długa i kręta. Tak powiedziała mi twoja babcia, kiedy sama miałam wątpliwości.


- Chciałabym, aby moje małżeństwo było takie, jak twoje i taty. – Mówię po krótkiej chwili. Rodzicielka głaszcze mnie po włosach. Czuję się jakbym cofnęła się w czasie i miała teraz zaledwie dwanaście lat. Pamiętam jak kiedyś tak rozmawiałam z mamą. Też o problemie sercowym. Wtedy wydawało mi się, że to bardzo poważna sprawa, ale teraz na samo wspomnienie chce mi się śmiać. Mama bardzo poważnie podeszła do mojego problemu za co jestem jej wdzięczna.


Pamiętam, że kończył się rok szkolny i zorganizowano dyskotekę. Bardzo lubiliśmy tego typu rozrywkę. W przeddzień tej ważnej imprezy rozmawiałam z pewnym Karolem. Podobał mi się już od dłuższego czasu. Chodziliśmy razem do jednej klasy i nieraz zamiast skupiać się na tym, co mówi nauczyciel, po prostu przyglądałam się temu łobuziakowi, który na większości przedmiotów siedział ławkę przede mną. Tak, łobuz był z niego niesamowity. Mimo tego, że często rozrabiał, połowie dziewczyn z klasy podobał się ten Karolek. Zawsze mówiłyśmy do niego zdrobniale. W sumie, nie tylko my, „zakochane” piątoklasistki, ale i nauczyciele. Był on częstym tematem rozmów podczas naszych dziewczęcych spacerów.


I kiedy dzień przed dyskoteką rozmawiałam z nim, powiedział, że bardzo mnie lubi i chciałby ze mną zatańczyć. Gdy tylko to usłyszałam, poczułam jak skrzydła mi rosną. Byłam taka szczęśliwa. Z podniecenia nie mogłam zasnąć w nocy. Zastanawiałam się jak się ubrać, aby spodobać się Karolkowi. Wymyśliłam także, że poproszę mamę, aby mnie wymalowała.


Na dyskotece prawie nie widziałam swojego kochanego łobuza. A gdy tylko w głośnikach zabrzmiała wolniejsza melodia, zobaczyłam go tańczącego z pewną Zuzanną. Na początku byłam bardzo zdenerwowana, ale Kasia mnie pocieszyła mówiąc, że jeszcze przed nami jest dużo piosenek.


Niestety Karol nie zatańczył ze mną ani razu.


Wracałam z mamą do domu i płakałam. Nie chciałam jej tłumaczyć o co mi chodzi. Uważałam, że przecież ona i tak nic nie zrozumie.


Po powrocie zamknęłam się w pokoju i przytuliłam do poduszki. Łzy zmoczyły różową poszewkę poduszeczki. Rodzicielka mimo zakazu, weszła do pokoju i mocno przytuliła. Nic nie mówiła. Wypłakałam się na jej ramieniu. Dopiero rano zwierzyłam się jej i przybliżyłam jej całe zdarzenie z poprzedniego dnia. Gdy tylko usłyszała o powodzie mojego złamanego serduszka powiedziała, że w tym wieku chłopcy nie są zdolni do prawdziwych uczuć, ponieważ dojrzewają emocjonalnie później od dziewczynek.


Tego dnia zrozumiałam, że to jeszcze nie czas na miłostki. Z Karolkiem dałam sobie spokój, bo po co zawracać sobie głowę kimś mniej rozwiniętym emocjonalnie ode mnie?


- Z Robertem kłócę się częściej, niż przypuszczasz. – Odpowiada, tym samym wyrywając mnie ze stanu wspomnień.


- Nie umiem sobie tego wyobrazić. – Stwierdzam.


- Ale tak jest naprawdę. Ostatnio Robert także mniej czasu mi poświęca, dłużej zostaje w pracy. Nieraz przypuszczałam, że mnie zdradza, ale potem złe osądy wyrzucałam z głowy. Warto jest nieraz myśleć pozytywnie, bo człowiek w złych myślach się gubi. Wierzę, że mój mąż nie robi niczego, co mogłoby mnie zranić.


- Dziękuję. Teraz czuję się o wiele lepiej. – Mówię szczerze.


- Czy jeszcze coś cię trapi? – Pyta jakby znała doskonale moje myśli.


- Tak. Ale wiesz… - podrywam się nagle z łóżka. Łapię za torebkę leżącą na szafce. – Muszę jechać mamo.


Dobrze. Rozumiem. – Odpowiada i wiem, że naprawdę mnie rozumie.


Łapię za kubek z herbatą i wypijam cały napój jednym tchem po czym wybiegam z pokoju.


Postanawiam wrócić do domu. Muszę porozmawiać z Michałem. Nie chcę, aby nasze małżeństwo się skończyło w taki sposób. Ba! Nie chcę, aby w ogóle się skończyło. Będę o nie walczyć. I to nie zakończy się tak, jak małżeństwo Barbie i Kena. Jeszcze będziemy szczęśliwi.




poprzednia

- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów