Życie lubi zaskakiwać część 1 - 12 sierpnia
opowiadania >




12 SIERPNIA


Jak na ostatni dzień ćwiczeń jazdy konnej tak krótkiego kursu Ola z Iwoną radziły sobie całkiem dobrze. Iwona zapomniała już o strachu przed koniem, spowodowanym niebezpiecznym galopem. Teraz była gotowa nawet się ścigać. Już wiedziała, jak powozić, żeby jej nie wytrzęsło. Ola natomiast wyzbyła się ogólnego strachu przed koniem- jego wielkością, prowadzeniem czy niespodziewanym upadkiem. Jutro próba generalna- pierwsza rzejażdżka po okolicy bez żadnych podpowiedzi. Musiały zaufać sobie i koniom. Nauczyciele nie mogli mówić, co mieli robić uczniowie. Ich zadaniem jutrzejszym było tylko nadzorowanie. Dopiero gdyby miało dojść do nieszczęśliwego wypadku, nauczyciele mieli wykazac się natychmiastową reakcją- przejęcie roli prowadzenia konia- słownie lub dosłownie.


Dziewczyny się nie stresowały. Jazda konna stała się dla nich czystą przyjemnością. Poza tym wiedziały, że jak jutro wsiądą na konia całe zestrachane, to zwierzę to natychmiast wyczuje. Niby konie przeznaczone dla uczniów są cierpliwe i wyrozumiałe, ale jutro bez nauczycieli zaufanie i pewność w parze z wierzchowcem będą podstawą, a strach czy stres wcale w tym nie pomogą.


Po wszystkich musowo wykonanych zajeciach tego dnia, trzy przyjaciółki udały się do lasu. Wczoraj znalazły dużą polanę około dwa kilometry oddaloną od stawu. Sceneria może niezbyt pasowała do piosenki „Somethig big” Shawna Mendesa, ale Iwona nie mogła narzekać. W mieście czy wśród koni zwracałyby na siebie uwagę, a tego nie miał widzieć jak na razie nikt. Pierwszymi widzami, w ogóle ludźmi, którzy mieli się dowiedzieć o tym przedsięwzięciu, oprócz tych trzech dziewczyn, mieli być widzowie YouTuba.


Iwona spodziewała się dużej liczby wyświetleń. Nie, żeby to robiła dla sławy. Wcale nie. Robiła to, bo wpadła na pomysł i chciała go po prostu zrealizować. Ale po tym występie z Eric’iem wiedziała, że cieszy się dużym zainteresowaniem. Eric od kogoś dowiedział się, jak brzmi jej nazwisko i znalazł ją na Facebooku. Ona, głupia, wczoraj przed snem, jako że miała ochotę być miła dla wszystkich, przyjęła go do znajomych i ten od razu odznaczył ją w poście. Iwona dzisiaj rano miała 150 nowych wiadomości w folderze „inne” i niewiele mniej zaproszeń do znajomych. Aż się boi, co będzie, gdy znów sprawdzi skrzynkę przed snem. Wcześniej nie będzie miała odwagi tam zajrzeć.


Filmu wcale nie musi wrzucać do internetu. Ale Iwona miała tę wadę, że dzieliła się wszystkim, nad czym się męczy i jej to wyjdzie. Gdy przyszły wyniki jej matury albo egzaminów zawodowych, wchodziła do domu z hukiem i darła się, żeby wszyscy ją słyszeli przez pozamykane drzwi pokoi: „Zdałam!” i od razu mówiła wyniki procentowe. Albo gdy udało jej się założyć pierwsze oczko, gdy uczyła się robić na drutach z pomocą książki. Z piskiem radości poleciała do mamy się pochwalić, że w końcu jej się udało. Próbowała posiąść tę sztukę przez dwa lata i w końcu wyszło, to jak tu się nie pochwalić?


I z tym filmem też się pochwali. Chyba że będzie niewypał, to wtedy lepiej nie. Ale tak łatwo się nie podda. Nawet, jak teraz układ nie wyjdzie, to gdy się spotkają z Agatą następnym razem (może zimą), jeszcze raz go nagrają. Nie może być, żeby ona tak intensywnie myślała nad krokami i całą choreografią, i poszło to na marne. O nie. A jej sława i tak przycichnie. Za tydzień, dwa, miesiąc ludzie zapomną. Poza tym bycie sławnym kłóciło się z jej poglądami.


Do lasu wzięły ze sobą statyw, lustrzankę z funkcją nagrywania wideo i głośnik bezprzewodowy. Biorąc tę ostatnią rzecz Iwona musiała złamać podstawową zasadę przebywania w lesie: nie hałasować. Miała tylko nadzieję, że zwierzęta jej wybaczą. Pierwszy i ostatni raz to wzięła, ale niestety musiała. Jak tańczyć to do muzyki, niestety na polanie w lesie, bo gapiów mieć nie chciała.


Iwona chciała połączyć taniec ze śpiewem, ale śpiew zostawiła na czas po kolacji. Jak już coś robiła, to porządnie. Osobno nagra film i osobno śpiew, a później sklei wszystko w Adobe Premier.


Po godzinie prób układ udało się nagrać taki, żeby Iwona była zadowolona. Chyba nie będzie musiała czekać do zimy. Złożyła sprzęt i położyła na trawie. Żeby zagłuszyć odzywające się sumienie, zaproponowała dziewczynom, żeby trochę jeszcze posiedzieć na trawie i wsłuchać się w odgłosy lasu. Do kolacji jeszcze miały czas, a przejście dwóch kilometrów nie zajmie im wiele. Najwyżej dwadzieścia minut. Dziewczyny więc się wsłuchały.


Cisza, spokój. Dookoła było słychać świergotanie ptaków i szum drzew. Gdzieś tam przeskoczyła wiewiórka z jednego drzewa na drugie, aż liście zaszeleściły. W oddali dzięcioł stukał w korę drzewa, dało się też słyszeć kukułkę.


-Pięknie- Iwona musiała wyrazić swój zachwyt. Kochała las. Był to jej drugi dom.


-Wszystko fajnie, gdyby nie te mrówki- poskarżyła się Ola. W lesie bywała rzadko i nie była przyzwyczajona.


-Nie marudź- prosiła Iwona.


-Ja nie marudzę, ja tylko mówię.


-Oj tam. Cicho!- Iwona chciała uciszyć Olkę i słuchać dalej. Mogłaby tu zasnąć. Melodia lasu była świetną kołysanką.


-Sama pierwsza się odezwałaś- broniła się dalej Ola.


Iwona machnęła ręką. Po dziesięciu minutach relaksu z dala od ludzkiej cywilizacji dziewczyny usłyszały wycie.


-Wilk?- przestraszyła się Ola.


-Nie wiem. Może- Iwona z Agatą dalej spokojnie leżały.


Ola podniosła glowę i rozejrzała się. Nadstawiła uszu, żeby wychwycić jeszcze raz ten dźwięk. A może jej się zdawało? Siedziała w tej napiętej pozycji bez ruchu około minuty, ale nic nie usłyszła oprócz ptaków i szumu drzew. Uspokojona wróciła do poprzedniej pozycji- położyła się u stóp dziewczyn. Po pięciu minutach jednak znowu usłyszała wycie.


-Czy mi się zdaje, czy wy też to słyszycie?- Ola teraz wystraszyła się nie na żarty.


-Też słyszymy- potwierdziła Agata.


-Uspokój się, dziewczyno, bo zaraz tu przyleci i cię zje- Iwona też zaczynała się lekko obawiać, ale wolała nie panikować. Trzeba zachować spokój.


-Nie żartuj sobie! Przez tą muzykę zwierzęta mogły dostać świra i zaraz tu wszystkie przylecą! Co wtedy zrobisz?



Iwona udała, że uwaga Oli nie zrobiła na niej żadnego wrażenia. Zapytała trzeźwo Agatę:


-Agata, czy to możliwe, żeby w tym lesie były wilki?


-Nie wiem. Rzadko chodzę po tutejszym lesie. Ale nigdy się nie spotkałam- wyznała zgodnie z prawdą.


-A w nocy słyszysz czasami wycie? Domki są blisko lasu, więc może być słychać.


-W nocy to ja śpię, więc nie wiem, czy słychać wycie, czy nie.


-No to za dnia.

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów