Bajka o chłopcu
opowiadania >




I ch.j. Myślał, że kiedy zamieszkają razem, wreszcie z daleka od życia rodziców, stworzą coś na kształt swojej małej wolności. Konstruował w głowie projekty azylu dla wszystkich swoich spotkań, których nie zdołał przeprowadzić i wrażeń, których nie miał jak odczuć. Wierzył, że kiedy dwie osoby po dwudziestce, a nawet przed trzydziestką, z otwartymi umysłami, świeżymi myślami i planami wolnymi od szablonów zbudują wspólne gniazdo, wyskoczy z niego coś zaskakującego, coś nowego, czego jeszcze nikt nie widział. Bo tak się musi stać i tyle – miało to być logiczną i naturalną konsekwencją ich nieskrępowanych bytów.



Warto zauważyć zjawisko wsiąkania w rzeczywistość właśnie w tym wieku. Idealnego asymilowania się z powierzchnią zjawisk. Przyjrzeć się z bliska, jak mrowią się ci przed trzydziestką a po dwudziestce po wszystkich castoramach, ikeach i praktikerach. Jak tupią, drobią, strzelają oczkami, chwytają się za portfele, sprawdzając, czy aby na pewno starczy na ich nowe marzenia. Marzenia z gazetek promocyjnych, które wyparły tamte, gdzieś z otchłani dzieciństwa, dzisiaj takie śmieszne i nadające się tylko do anegdotek. Przy whisky pitej z designerskich kieliszków z IKEA. I ch.j, czy tą nazwę się odmienia czy nie.



Nigdy by się też nie spodziewał, że oni też się staną ofiarami tego właśnie wsiąkania. Rzeczywistość automatycznie przydzieliła im wąską przegródkę – młodych z nowym mieszkaniem do zagospodarowania. Nagle zrobiło mu się duszno i ciasno, bo nie było przegródek alternatywnych, bocznych wyjść. Nie było też drogi wstecz. Całe otoczenie, do czasu wyprowadzki dość zróżnicowane w swoich poglądach dotyczących ich przyszłości, kierunków rozwoju i nawet sensu ich bycia razem, nagle stopiło się w jeden wspólny, zaskakująco spójny front. Do boju, młodzi! Tyrać! Do roboty! Potem na zakupy! Urządzać! Ty tu urządzisz! Wy tu urządzicie! A samochód macie stary – wymienić! Dorabiać się!!!



A on nie chciał.



I ch.j. Okazało się, iż to, że jest kreatywny, empatyczny i lubi rozmawiać teraz gie znaczy. Teraz w żaden sposób nie umiał się przesączyć przez sitko, które dla niego przygotowano. Cały zostawał, jak osad, zaklejając wszystkie oczka. Ona przeciekła bez trudu, co było dość przykre. Jego znaczenie malało z każdym dniem, z każdym spotkaniem z jej rodzicami, patrzącymi z pobłażaniem na jego wygibasy, żeby jako tako wypaść w tych okolicznościach. Okolicznościach hołubiących wartości przedmiotu, nabytego najlepiej w promocji, ale najlepszej jakości. Okolicznościach, które kochają tyrających, mało śpiących, niewiele mówiących, na wszystko się zgadzających, czujących i pragnących tego co wszyscy. Jego myśli i czyny szły w inną stronę, ale co z tego, skoro kierunek nagle zrobił się jeden – jedyny i słuszny.



Jego wszechświat zadumał się nad tymi próbami wywrócenia go na drugą stronę. Wkurwił się też nieco. Najpierw jakby przyklęknął w środku siebie, skulony ale i zaciekawiony czekając, co się stanie. Na kolejne ciosy wspólnego frontu, do którego należała już również ona. Ona, jego pewniak, jego Brutus, jego lewa nerka i prawa komora. Nagle zapobiegliwie wijąca własne gniazdko z katalogów, nagle mówiąca o gniazdku, zakupach i sprawach znanych mu wcześniej z nudnych rozmów rodziców z kuchni. Rozmów, których szum i miałkość chciał zagłuszyć, wyprowadzając się.



Ironia losu. Wściekły rechot losu i miażdżąca poczucie bycia wyjątkowym mocarna łapa rzeczywistości. Wyrównująca wszystko do poziomu, który reprezentuje większość. Okazało się nagle, w tym nowym mieszkaniu, że bardzo trudno jest chcieć czegoś innego. Ponieważ priorytetem jest chcenie tego, co wszyscy i wydatkowanie energii (i zasobów materialnych) na te właśnie, powszechnie akceptowane cele. Remont, nowa lodówka, nowy dywan, nowa lampa. To było nagle ważne, a jego świat? A chuj z jego światem – taki mniej więcej komunikat wypływał z codziennych rozmów ze wszystkimi. Zakamuflowany, a jakże. Ale jednocześnie – jakże czytelny.



Trudno realizować się w swoim kierunku, kiedy szufladka prowadzi gdzie indziej. Ile można walić głową w betonową ścianę szufladki, idąc za rękę z kimś, kto ciągnie nas tam, gdzie nie chcemy? Ile można wysłuchać komentarzy nad swoją własną nieudolnością życiową, rozumianą jako brak umiejętności realizowania celów większości, podczas gdy dąży się do własnych, a tego nikt nie zauważa? Jak mocny jest klej nieprawdziwego uśmiechu i sznur, wiążący wściekłość i oburzenie gdzieś w ciemnym zakamarku żołądka? Te zagadnienia nagle zaczęły zajmować jego psychikę. Tylko one. Jego świat prawie się na niego obraził. On trochę o nim zapomniał. Tak trwali na dystans, nie wiadomo na jak długo i po co.



Mięsień nie używany traci sprawność, organ zanika. Nieużywany świat wewnętrzny zarasta chaszczami, utylizuje się, sam wymiata do czysta wszystkie swoje właściwości. Przygotowuje się na nadejście nowego administratora. On stracił kontakt z samym sobą, co było dla niego zupełnie nowe, także zaskakujące i pozostawiło go w chaosie na długie godziny, na szare wieczory i mgliste poranki, kiedy nie chciało się otwierać oczu. Stał się pusty, jak szklanka, z której ktoś wylał całkiem dobrego drinka do zlewu. Bo miał nie taki kolor jak trzeba. Bezsensowne gapienie się w szkło telewizora, szukanie zapomnienia w migających, kolorowych obrazkach – zawsze z tego kpił, nigdy tego przedtem nie robił, zawsze się dziwił. Teraz, niczym wędrowiec spragniony wytchnienia od myśli o rzeczywistości, z lubością zatapiał się w umysłowym otępieniu, które daje większość programów w telewizji. Niesamowite, jak bardzo się zmienił, Niesamowite, jak człowiek może wsiąknąć, broniąc się jednocześnie przed wsiąkaniem w coś innego.





Ja bym chciała nowy telewizor, taki płaski.




A ja nie.




Ale ten nasz jest zupełnie stary, nikt już takiego nie ma. Stary, wielki grat.




Ale działa, wszystko widać, nie zauważyłem, żeby się psuł.




Jesteś okropny. Moglibyśmy wziąć taki płaski na

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
oleczka31 Linia koment
Dodany:2012-10-12 11:56:29, Ocena: 6.0
Nie on pierwszy buntuje się przeciwko pogoni za materializmem... Jeszcze ma wybór, ale już wsiąka w to bagno, bez specjalnej walki, jak inni...

Ocenił/a na: 6
Pilar Linia koment
Dodany:2012-10-13 14:08:30, Ocena: 6.0
Bo to wymaga dużej siły, by nie przesiąknąć właśnie materializmem.

Ocenił/a na: 6
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów