Dr Szkodnik
opowiadania >



Typowy obrazek. Naga kobieta leżąca na brzuchu przytulona do lodowatej podłogi łazienki. Obok niej ścieżki krwi wyglądające jak rzeki narysowane na mapie. Przechodziły przez siebie... można by rzec, że artystycznie. Z ciała wydobywał się nieprzyjemny zapach, którym miały przyjemność napawać się kafelki oraz różne akcesoria, porozrzucane po toalecie. Lustro odbijało krągłe pośladki, już prawie osiągające kolor sufitu. Całość dopełniały potargane włosy, dające pewien kontrast tej prostocie barw i kształtów.



Codziennie miała bardzo ciężkie dni. Skrót dr przed nazwiskiem sam się nie zrobi, trzeba bowiem na niego zapracować. W przerwach kiedy to nie spała - chodziła do pracy. Niby nic, a wyczerpujące. Siedzenie przy biurku i stukanie w klawiaturę robi swoje. Nawet w domu nie spędzała czasu z zaprzyjaźnionym laptopem. Przyjaciele się odwrócili. Co im po zbyt ambitnej kumpeli. Sami ledwo wytrzymali w technikach, a teraz cieszą się pracą i najniższą krajową wydaną na przyjemności.


Jeśli jednak pojawiła się chwila bez obowiązków to starała się ją wykorzystywać jak najlepiej. I tak też było tego dnia. Poniedziałek - kąpiel z maseczką. Koniec, kropka. Pobiegła więc do łazienki i przerażająco zaczęła szukać swojego najdroższego mydła, szamponu, a nawet gąbki do mycia. Jak szaleć to szaleć. Wszystko wyrzuciła z szafki, zostawiając po sobie nieład artystyczny. Znalezione kosmetyki poukładała w rządku na brzegu wanny, która wypełniała się ciepłą wodą. Nalała do niej kokosowego płynu i wsypała płatki róż. Prezent z okazji imienin. Kto, do cholery w ogóle jeszcze je obchodzi?


Zaczęła od cielistych podkolanówek. Zawsze uważała je za coś okropnego, jednak w pracy musiała być idealnie elegancka, także takie antydotyki były jak najbardziej na miejscu. Tym razem miała na sobie czarne spodnie, ponieważ wszystkie sukienki obecnie zatykały jej kosz na brudne pranie, a patrzenie w tamto miejsce sprawiało jej ogromny ból. Nawet nie miała czasu nastawić pralki, która wysyłała jej codziennie smutną minę i przypominała o sobie. Pomimo siedzącej pracy pośladki miała dalej całkiem jędrne, dlatego nie uważała rozstania ze swoim byłym za tragedię świata. Była świadoma, że za taki kawałek ciała wielu jej kolegów, a może nawet i koleżanek poświęciłoby życie. Ściągając białą bluzkę, a następnie koronkowy biustonosz w tym samym kolorze, niestety nie była aż tak optymistycznie nastawiona. Rozmiar C jej nie satysfakcjonował, no, ale nie można mieć wszystkiego.


Siadając do wanny jej piersi lekko podskoczyły. Ich twardość informowała o zbyt chłodnej wodzie. Szybko dolała sobie gorącej, zamknęła oczy i wdychała kuszący zapach kokosa. Sięgnęła po typową maseczkę, gdzie jej twarz ginęła w zgniłozielonych barwach. Wiedziała, że o czymś zapomniała, ale nie chciało jej się biec do lodówki. Przynajmniej sobie popatrzy na wirujące w wodzie płatki róż i nie będzie narzekać na zimne okłady na oczach. Powoli nakładała maskę o przyjemnej konsystencji. Masowała twarz, a z jej ust wydobyło się delikatne mruknięcie. Oparła się o wannę i próbowała zapomnieć o świecie, o podręcznikach, o nieprzyjemnym komputerze, o tym, jak to ją wszyscy zostawili i jest sama.


Ciche drapanie sprawiło, że przestała już całkowicie nie myśleć. Otworzyła szeroko oczy i zaczęła oglądać się po małym pomieszczeniu. Nic. Nic a nic! Pomyślała, że to na pewno ćma i zaraz zgniecie ją kapciem. Na pewno nie swoim, nie miała zamiaru używać pięknych pantofli do mordowania. Przecież na przedpokoju stały stare laczki jej byłego. Wreszcie będzie z nich pożytek.


Postanowiła dalej oddać się relaksowi, jednak drapanie stało się jeszcze bardziej intensywne. Zmartwiło ją to, ponieważ słyszała również w tle jakieś piski. Starała sobie wmówić, że przecież wszystkie dźwięki pochodzą z podwórka i to na pewno pies. Albo kot. Albo... no, już nie wie co.


Dźwięki pochodziły jednak z miejsca, którego w ogóle się nie spodziewała. Muszla klozetowa! Zacisnęła zęby, myślała, że to po prostu jakiś głupkowaty żart, albo zwyczajny sen. Podtrzymywała swoją tradycję i dalej podczas zagrożenia stawała się manekinem bez uczuć . Nie wyglądało nawet na to by oddychała. Tak jak kiedyś gdy na swojej drodze ujrzała ogromnego węża. Odstraszający jak boa lub coś jeszcze groźniejszego. Z pyska wydobywał się język, a głowa uniesiona była w powietrzu. Uratował ją jej były i tak się właśnie poznali. Teraz miała nadzieję, że nic jej nie grozi, ponieważ żaden przyszły, obecny, były czy inny ktoś jej nie uratuje. Tak, tak, skrót dr zobowiązuje.


Nagle pod klapą pojawiły się małe rączki jakiegoś potworka... były jasne i poruszały się szybko. W tle słychać było niuchanie, bardzo łapczywe. Sekundę później pojawiła się głowa, głowa szczura. Wybadał teren i najwyraźniej stwierdził, że tutaj byłoby mu najlepiej. Wyszedł mokry i otrzepał się. Na początku nie wyglądał groźnie. Takie tam miłe zwierzątko, tylko nieco odstraszające. Jego oczka błyszczały jakby wzruszył się na widok dziwnego, nieruszającego się ducha z twarzą koloru już ziemi.


Siedziała dalej nieruchomo, czuła piekło na swej twarzy, a nogi powoli pokrywały się skórą jak u wiekowej staruszki. Woda stała się lodowata i nieprzyjemna. Skóra na plecach wyschła i pojawiła się gęsia skórka. Przeszywała ją fala gorąca. Wracała i odchodziła, wracała i odchodziła, jej przyjacielem była gula, która zagnieździła się w gardle, pasująca do łez stających w oczach.


Szczurek też znieruchomiał, patrzył się po prostu na swoją nową koleżankę i nie wiedział co zrobić. Popiskiwał trochę i gdyby był człowiekiem to na pewno wzruszyłby ramionami z obojętnością. Albo zapaliłby skręta. Wyluzowane zwierzę.


Poczuła jak odbija jej się wcześniej zjedzonym łososiem i nagle jeszcze bardziej przerażona zobaczyła tęczową fontannę wydobywającą się z własnych ust. Zabarwiła ona wodę i rozprowadziła po łazience kłujący w gardle zapach. Woda pokryła się również delikatną pianą.


Zwierzę, początkowo łagodne podchodziło do wanny. Powolutku wdrapywało się na górę, po czym zanurzyło się w kolorowej wodzie. Zachowywało się jakby było u siebie, zero zasad, aż chciało się zacytować pewien polski film: ''no nie, no po prostu no nie, Boże czy ty to widzisz?''. Powolutku poznawało teren. Najpierw wąchało czerwone paznokcie, potem łydki, kolana, delikatne miejsca kobiece... chciało zdobyć szczyt wzniesień przed sobą. Potuptał po brzuchu, doszedł aż do piersi, ale szyi już nie dotknął, ponieważ nagle góra zrobiła się żywa.


Kobieta natychmiast strzepała potwora z siebie, próbowała wstać,

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
moonraavi Linia koment
Dodany:2014-07-02 16:06:16, Ocena: 5.0
gryzu gryzu, klimat creepypasty :) jest cos w tym... czasem porzucajac wszystko dla pracy, tracimy to co najważniejsze :(
ksenagos Linia koment
Dodany:2014-07-30 19:09:50, Ocena: 5.0
Ciekawie się czyta ale nie cierpię motywu szczura w opowiadaniach :- / grrrr
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów