GMO
opowiadania >



się niczym kocur leniwie wylegujący się na tapczanie, oświetlony przez popołudniowe, niedzielne słońce.


“Nie! On ich zabił, ze mną zrobi to samo! Muszę się wziąć w garść, nie zginę zabity przez cholernego klauna w stroju truskawki, nie tutaj, nie dziś, nie tak!”


Adrenalina zagotowała krew w żyłach Andy’ego. Wyskoczył z krzaków niczym polująca puma.


– Tu jesteś! A już myślałem,że gadam do tych cholernych truskawek. – Umazany krwią pan Truskawka wyszczerzył zęby, a halogeny nadały im nienaturalny kolor.


Pościg trwał! Andy ruszył w stronę schodów na piętro. Pokonywał stopnie po dwa, po trzy, potykając się, przeklinając, w duchu i na głos. Gdy był już na szczycie schodów, obejrzał się za siebie. Truskawka z jego koszmarów biegła po schodach. W ręku trzymała gaśnicę, czerwoną, pod kolor i z myślą o owocowej kreacji.


Andy wbiegł na mostek i skierował się w stronę wielkiej rozdrabniarki, która znajdowała się pod jedną z platform.


“Gdybym tylko skierował tego sukinsyna wprost pod rozdrabniarkę, mógłbym…”


Potok naiwnych myśli zakończyło uderzenie w plecy. Rzucona gaśnica prawie złamała mu kręgosłup. Pan Truskawka okazał się nie tylko sprinterem, ale także siłaczem. Andy stracił równowagę i runął z mostku, wprost do rozdrabniarki. W ostatniej chwili złapał się za barierkę. Wisiał w powietrzu, zaciskał zęby z bólu. Straszliwe spazmy szarpały jego ciałem, jego ręka był silna, ale to kręgosłup się poddał. Pan Truskawka stanął nad nim, zdyszany oparł ręce na kolanach i zaśpiewał:


– Ini mini mani mo, poznasz mnie to poznasz zło. Huh, chyba jeszcze nigdy tak daleko nie rzuciłem czymś tak ciężkim. Powinienem wystartować w olimpiadzie, co ty na to, młody.


Milcząca machina nagle ożyła. Setki małych, ostrych jak brzytwy ostrzy w kształcie kółek zaczęły się obracać. Ich dźwięk przypominał chłopcu starą golarkę dziadka.


– Wybacz, to nic osobistego. Zaraz zobaczysz jaka to fajna sprawa. Potnę cię na malutkie kawałeczki, te kawałeczki potem zmiksuję, a następnie zapakuję w taki fajny słoiczek, na który nalepię etykietę z uśmiechniętą…


– Śliwką – wypalił ktoś z zza pleców pana Truskawki.


Rozpędzony Ed naparł z całej siły na przebierańca. Zaskoczenie i impet zrobiło swoje. Pan Truskawka runął do wielkiej maszyny. Dało się słyszeć trzask łamanych kości, pękających ścięgien i rwanej skóry.


Andy podciągnął się na wyciągniętej ręce Eda i wgramolił na platformę. Popatrzył na wybawiciela i bezgłośnie skinął głową. Przyjaciel odwzajemnił się tym samym. Z dołu, z rozdrabniarki, ohydny koncert przerwał śmiech.


Chłopcy nachylili się nad krawędzią platformy. W maszynie od śmiechu zanosił się pan Truskawka. Jego ciała już prawie nie istniało, wielka papka, plątanina krwi, mięsa i kawałków ubrania. Wszystko tworzyło niekształtną masę, a jednak nadal oddychał, nadal miał siłę, aby się śmiać. Szaleńczy śmiech ustał i zmielony mężczyzna w stroju truskawki, głosem, od którego tajać mogłyby lodowce, stwierdził:


– Od małego marzyłem, aby zostać owocem Jogobelli.



- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów