Halo bulimia.
opowiadania >



ale nie rozumiem dlaczego nie probowal nawet naprawic naszych relacji, polepszyc ich. Wiezy krwi to nie wszystko. Czuje sie jakby mu nie zalezalo na mnie. I pewnie nie zalezy. Czasem jednak ludze sie, ze mnie kocha, ze jestem kims waznym. Przebudzilam sie na ziemi, wszystkie zdarzenia sprzed omdlenia do mnie wrocily. Nie wiedzialam co robic i zanim sie obejrzalam juz zajadalam smutek. Ciastka, chipsy, sok, batony, kanapki, orzechy w czekoladzie, kilka bananow i zelki. Siedziam z pelnym brzuchem zastanawiajac sie co robie. Chce schudnac, pokazac wszystkim, ze nie jestem tylko gruba, tlusta swinia, ze ja tez cos znacze... Skonczylo sie to glowa nad kiblem. Zrobilam to pierwszy raz. Obiecalam sobie, ze wiecej tego nie zrobie, mimo ze przynioslo mi to ulge. Nigdy sie tak dobrze nie czulam. Taka oczyszczona, a jednoczesnie brudna.



Sobota, w koncu odpoczne od tej szkoly. Od razu lepiej sie wstaje, z mysla, ze nie musze nigdzie isc. Weszlam na wage, 82,3. Zawsze to cos. Jak co sobote, rodzice robili wielkie zakupy. Zawsze to lubilam. Jest co jesc, wszystko na co mam ochote, wszystko z wielka iloscia kalorii... Dopiero teraz o tym mysle, to bedzie dla mnie wielka proba. Rozejrzalam sie po pokoju i dostrzeglam wielki chaos, czas chyba posprzatac. Ubralam swoj dres, wlosy zaplotlam w warkocz i zabralam sie za porzadki. Najpierw biurko, bo tam chyba bylo najgorzej, przekladalam wszystkie rzeczy, czesc wyrzucilam, no, jakos zaczelo wygladac. Teraz szafki. Otworzylam jedna z nich i wypadlo kilka rzeczy. Zaczelam je zbierac i odkladac na bok. Znalazlam stary zeszyt, tak, pamietam, jeden z wielu moich pamietnikow. Jest tam kilka wpisow, kilka slabych wierszy, nawet piosenki. O tak, od zawsze uciekalam w muzyke, pierwsza piosenke wymyslilam w przedszkolu, nie wazne, ze byla o krasnoludkach, zawsze od czegos trzeba zaczac. Lubilam wymyslac jakies teksty, nie spisywalam ich, po prostu spiewalam jak cos przychodzilo mi do glowy, az w koncu postanowilam je zapisac, bo uznalam, ze to dobre i nawet mi wychodzi. Z piosenek zeszlam na wiersze, pozniej na pamietnik. Chociaz moze nie jest imponujacy, piec kartek i tyle. Moze sprobowalabym teraz..? Zaczelam szperac w poszukiwaniu czystego zeszytu, kiedy go znalazlam, usiadlam juz przy czystym biurku i wpatrywalam sie w pusta kartke z dlugopisem w reku. Jak zaczac? Moze od poczatku. "Postanowilam pisac pamietnik. Nie wiem jak dlugo wytrwam w tym postanowieniu. To nie pierwszy i pewnie nie ostatni, taki pomysl. Chyba sie do tego nie nadaje. Zreszta do niczego. Chcialam zawsze miec pamietnik, z opisanym kazdym dniem, mysla, jak na filmach. Mial byc szczesliwy pamietnik, ale chyba taki nie bedzie. Nie lubie myslec o sobie, a teraz chce opisywac swoje zycie, absurd. To chyba troche tak jakby pisac liste "za i przeciw" swojemu zyciu. Chcialabym opisac moje zycie od samego poczatku, ale z okresu dziecinstwa niewiele pamietam. Mam jedno wspomnienie, do ktorego czasem wracam jak mi zle. Chociaz do konca nie wiem czy to nie byl sen. Bylismy we trojke-ja, mama i tata. Nad jakims jeziorem? Albo rzeka. W kazdym razie, nad woda. Bylismy chyba szczesliwi. Pozniej pamietam przedszkole. Dzieci sie ze mnie smialy. Juz wtedy bylam wieksza.. Pamietam jak ukradlam kilka batonikow z przedszkola. Niestety pani sie dowiedziala i mialam problemy. Nie bylo tez wcale tak zle, bo mialam dwie kolezanki, Marceline i Ole. Jednak czesto ich nie bylo. Wtedy ja tez chcialam zniknac. Nikt nie chcial bawic sie z taka gruba swinia. Caly dzien siedzialam w jakims kacie, wstawalam tylko na jedzenie i znowu wracalam. Mijal mi tak caly dzien. W przedszkolu mama miala operacje. Nie bylo jej dlugo. Babcia wtedy do nas przyjezdzala. Tesknilam za mama. Czesto plakalam, ale jak to robilam tata krzyczal, wiebj staralam sie to robic kiedy nie widzi. W lazience, w nocy. W lazience byl jej szlafrok. Zawsze go przytulalam. Kiedys mama przyszla po mnie do przedszkola z zabandazowana glowa. Bylam najszczesliwszym dzieckiem na swiecie. Mama mnie kocha, wiem to, mimo tego, ze krzyczy i sie ze mna kloci. Jest najwspanialsza. Radzila sobie za kazdym razem jak zostawalysmy same. Ciezko bylo. Czesto brakowalo pieniedzy na najpotrzebniejsze rzeczy, nie rozumialam wtedy tego, ale dzis wiem jaka to byla przykrosc kiedy prosilam o lizaka za piecdziesiat groszy, a ona nie mogla mi go kupic. Dla mamy chce byc idealna. Madra, zabawna, uczciwa, odpowiedzialna, sumienna. Ladna. Chce byc taka jaka ona by mnie chciala, a nie umiem. I to boli.Nie zawsze bylam sama. Na poczatku podstawowki mialam "przyjaciolke". W drugiej klasie jednak wyjechala za granice, moze to lepiej. Napisala kiedys w internecie, ze wygladam jak karaluch. Pozniej zadawalam sie z Ela. Az do czwartej klasy, bo pozniej poznala lepszych ludzi ode mnie i mnie zostawila. Rozumiem ja. W klasach cztery-szesc pamietam tylko wzrost wagi, problemy z tata i nauka. W czwartej klasie tez dostalam okres, zawsze szybko dojrzewalam. Kiedys ktos odpial mi plecak i znalazl tam podpaski. Wszyscy sie ze mnie smiali, a przeciez to nie moja wina. Bylam tez zakochana. W te wakacje bylam na koloniach, poznalam tam chlopaka, ktory byl podobny do Blazeja, chlopaka, ktory teraz mi sie podoba. Jednak ja jemu nie. Z tamtym chlopakiem pierwszy raz sie calowalam. Bylo romantycznie, nad morzem, przy pieknym zachodzie slonca. Lepiej sobie nie moglam tego wymarzyc. Moze jednak moje zycie nie jest, az tak zle."Zadzwonil telefon, to mama, mialam zejsc na dol, pomoc im wniesc zakupy na gore. Mieszkamy w bloku, na czwartym pietrze. Wejscie po tych schodach na gore jest dla mnie problemem, zawsze dostaje zadyszki, naprawde mam slaba kondycje. Zeszlam na dol, wzielam zgrzewke wody i szlam pod gore. Kiedy w koncu doszlam, mama opowiadala o jednej klientce, w jej sklepie. Byla dosc duza i nie mowila w naszym jezyku. O mojej mamie mozna powiedziec wiele dobrego, ale na pewno nie to, ze jest tolerancyjna. Obraza wszystkich, na kazdym kroku. Mysle, ze to taka bariera. Nie obraza, zeby obrazic, ale, zeby chronic siebie? Zachowuje sie tak, jak kiedys zachowywali sie do niej. Kiedy ktos podziwia piekny krajobraz nie marudzi. Nie slyszalam nigdy, zeby ktos patrzac na gory powiedzial, ze sa za wysokie. Albo, ze zachod slonca jest za malo pomaranczowy.
- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów