Internetowa cela - Rozdział X
opowiadania >



Do Warszawy przyleciałem zaledwie kilka godzin wcześniej. Ostatnio wiele podróżowałem, gdyż związane było to z moją pracą, ale o tym może przy innej okazji. Nie czułem się specjalnie zmęczony, na wycieczkę w rodzinne strony, w okolice Białegostoku było już jednak za późno.
Dotarłem do swojego mieszkania na Saskiej Kępie, zjadłem konkretny obiad, po gorącej kąpieli zdrzemnąłem się godzinkę. Miałem ochotę na odrobinę szaleństwa, na taniec, który był moim żywiołem. Fakt, lubiłem tańczyć, dlatego gdy tylko mogłem szedłem do tej lub innej dyskoteki. Miałem kilka ulubionych miejsc, gdzie szczególnie dobrze się czułem, również w stolicy. Nie byłem typem playboya, jednak lubiłem wyglądać elegancko, ze smakiem, zadbane paznokcie, oryginalna fryzura, czarne spodnie, czarna koszula, wiśniowe pantofle.
Czasami tak, czasami bardziej na sportowo, dżinsy, jakaś bluza. Tamten wieczór miał jednak charakter elegancki. Chciałem się zabawić, miałem też zamiar kogoś poznać, może poderwać, miło spędzić noc. Przez dwie godziny nic się nie działo, później dostrzegłem anioła.
Od tego momentu wszystko, co było obok było już nieistotne. Siedziałem trochę dalej, przy jednym ze stolików i obserwowałem ją. Piękne, czarne włosy, aksamitne usta z mocno zarysowanym wiśniowym kolorem, zgrabne, smukłe ciało. Wyglądała bosko. Po raz pierwszy zabrakło mi odwagi.
Chciałem podejść, postawić drinka, zacząć rozmowę, ale nogi odmawiały posłuszeństwa. Czułem się onieśmielony jej urodą, a także cudowną radością bijącą z jej oczu. To było coś, jak sen. Miałem świadomość, że zaraz się obudzę i zniknie ten wspaniały obraz. Minęło dobrych kilka minut zanim odważyłem się spojrzeć w jej cudowne oczy. Miałem tyle do powiedzenia i pierwszy raz odebrało mi mowę. Jednak udało mi się dosyć pewnie wydusić z siebie jedno pytanie.
- Przepraszam, mogę postawić ci drinka?
Przez chwilę mi się przyglądała, w końcu przyjęła moją propozycję. Dalej już działaliśmy pod wpływem szczególnego stanu, jakby każde z nas przeszyła strzała Amora. Wieczór i noc upłynęła zbyt szybko, jednak już po dotarciu do mojego mieszkania daliśmy upust naszym wibracjom.

Teraz, kilka dni później, siedzieliśmy w dziwnym miejscu. Zamiast wybrać się na kolację trafiliśmy do McDonalda na lody z czekoladową polewą, jej ulubione. Mogłem godzinami kontemplować jej szczególną, jedyną w swoim rodzaju, urodę. Beżowy sweterek, brązowe spodnie, do tego biała, sportowa kurtka. Odebrała moje spojrzenie, uśmiechnęła się w cudowny sposób. Poczułem się, jak chłopiec z podstawówki, który zabrał swoją koleżankę z ławki, na lody.
- O czym myślisz Robercie?
- Uśmiejesz się, jak ci powiem.
- No dalej, więcej odwagi!
- Właśnie uświadomiłem sobie, że wyglądamy, jak dwoje dzieci z podstawówki, które wybrały się na lody. Kolega zaprasza swoją ulubioną koleżankę, do której wzdycha na każdej lekcji i po wielu namowach wreszcie się zgadza. Jest z tego powodu bardzo szczęśliwy.
- Ty to masz pomysły, ale podoba mi się. Tak mało wiem o tobie, skąd ta Kanada? Czym się zajmujesz tajemniczy człowieku?
- Reprezentuję nasze biuro architektoniczne w różnych miejscach świata, tam, gdzie akurat realizowany jest nasz projekt, gdzie konieczna jest obecność łącznika. Ta mnie nazywają kumple. A Kanada, to obecnie Edmonton i prace wykończeniowe obiektów sportowych. Dużo podróżuję, a czasami jest to męczące. A ty Iwono, czym się zajmujesz?
- W skrócie, pracuję w biurze rachunkowym i opiekuję się finansami kilku klientów, robię dla nich raporty, zestawienia, inwestuję na giełdzie. Bardzo lubię swoją pracę, ale czasami mam dosyć szczególnie, gdy zbliża się termin rozliczeń, wtedy faktycznie wyglądam jak zombi.
- Jakoś nie potrafię w to uwierzyć? Ty, jako zombi. – Zacząłem się uśmiechać pod nosem, co ją zdenerwowało, ale jednocześnie rozbawiło.
- Jakbyś zgadł, ja zombi, przez trzy dni, wtedy lepiej do mnie nie podchodź głuptasie, bo nie odpowiadam za siebie. Może pójdziemy na spacer? Odważysz się, kiedy już wiesz, że czasami zamieniam się w straszydło?

- Bardzo chętnie, Iwonko – uśmiechnęliśmy się do siebie i wyszliśmy na zewnątrz, gdzie owiało nas już dosyć chłodne, październikowe powietrze.



http://koominek.blogspot.com - trzydzieści tematycznych szufladek i zapewne na nich się nie skończy, zapraszam w odwiedziny do bloga, aby klimat Kominka oczarował Cię bez reszty...


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów