Józek
opowiadania >




Obudził mnie kiedyś donośny głos, był słoneczny, letni poranek. Wyjrzałem przez okno, na chodniku przy ulicy stał młody, rosły mężczyzna z dużą miotłą w dłoni,
przy nim wózek na śmieci. Szeroko gestykulując, opowiadał jakąś historię, nie wiadomo komu. Nieliczni przechodnie, mijając go, przyspieszali kroku, spuszczali głowy, starając się nie patrzeć mu w oczy. To był Józek - nowy pracownik
urzędu miasta, zatrudniony do sprzątania ulic.

Z czasem wtopił się w krajobraz podgórskiego miasteczka. Znał wszystkich jego mieszkańców, a oni znali jego. Codziennie rano budził nas swoim potężnym głosem,
przekrzykując nawet dzwon na wieży kościoła. Kłaniał się wszystkim z daleka,
zginając w pół w teatralnej pozie swoje wielkie, umięśnione ciało. Mówił dużo do wszystkich, niezależnie, czy był, czy nie był przez kogokolwiek słuchany.

Kiedy po latach wróciłem do swojego miasteczka, zaczepił mnie na ulicy obszarpany, brudny włóczęga.


- Kierowniku, pożycz złotaka na bułkę - zachrypiał spod bujnej, dawno niestrzyżonej brody.


- Pożycz ? - powtórzyłem z niedowierzaniem. Położyłem na dłoni
srebrzysty krążek i patrząc w znajome oczy, spytałem:


- A kiedy mi oddasz, Józek?
Brudnymi palcami zgarnął szybko monetę, w szerokim uśmiechu pokazał żółte, zepsute zęby


- Niech ci Bóg da zdrowie, za twe dobre serce!


Widziałem go potem wiele razy. Krążył po ulicach z wielkim, parcianym worem na plecach. Zaglądał do sklepów, na bazar, nawet do kościoła w czasie nabożeństwa. Wyciągał do wszystkich wielkie jak swe serce,
brudne ręce i żebrał o pomoc. Wszyscy go tutaj znali, nieliczni odpowiadali na jego pozdrowienia, jeszcze mniej było tych, którzy mu coś „pożyczali”.

Na ulicach mojego miasteczka nie ma już Józka. Wczoraj zobaczyłem jednak znajomą sylwetkę. Wielki, zwalisty mężczyzna, brudny, zarośnięty, w obszarpanym ubraniu krzyczał coś do przechodzących ludzi, gestykulował szerokimi, zamaszystymi ruchami. Podszedłem bliżej, nie, to nie on, chociaż bardzo podobny. Józek odszedł już przecież do innego miasteczka.



- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Hardy Linia koment
Dodany:2014-12-17 14:23:55, Ocena: 6.0
Przemijanie, a jednak... miejscowy koloryt jest niezmienny. Tylko "aktorzy" się zmieniają. Bardzo dobre. Propozycje drobnych poprawek: zmieniłbym pierwsze zdanie, aby zaznaczyć, że było to dawno. Również inaczej zapisałbym to zdanie:"(-)donośny głos, był słoneczny, letni poranek." - może po "głos" postawić kropkę lub "(-)donośny głos w słoneczny(-)". Zbitka w sąsiadujących zdaniach "komu - mu"; może: "komu - jemu"?
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów