Lalki cz. III
opowiadania >




V



- Co możesz powiedzieć o swoim ojcu?
- Kocham go. Naprawdę. Wiele dla mnie zrobił. Poświęcił się dla mnie. Nie każdy potrafiłby zrobić tak wiele, co on.
- Przed dwoma dniami nazwałeś swego ojca największym głupcem i przegranym - usłyszał.
Podniósł wzrok. Nie lubił, gdy ktoś wmawiał mu słowa, których nigdy nie wypowiedział i rzeczy, których nigdy nie zrobił. To działało na niego niczym czerwona płachta na byka. - Może pan stąd wyjść? Nie chcę już na pana patrzeć.
- Porozmawiajmy o twojej matce, Bruno. Zmarła, gdy miałeś sześć lat. W jaki sposób ją zapamiętałeś?
- W żaden. Nienawidzę jej.
- Z powodu odejścia?
- Może zechce pan posłuchać jeszcze o moich problemach z trzecim migdałem i o popuszczaniu w majtki? Chętnie opowiem, ale teraz najwięcej przyjemności sprawiłby mi pan zostawiając mnie samego - powiedział, kładąc się do łóżka. Sięgnął po koc, okrywając się nim szczelnie.
- Kiedy zrozumiesz, że nie jestem twoim wrogiem, może być już za późno.


Zastrzyk nie był bolesny, choć od małego dostawał biegunki na samo wspomnienie o szczepieniu przeciw grypie. Ramię zaczęło nieprzyjemnie swędzieć dopiero po kilku minutach.


Obiad zjadł na stojąco. Udko z kurczaka było zimne, a ziemniaki niedogotowane, lecz czego mógł się spodziewać? Nie był to pięciogwiazdkowy hotel o najwyższych standardach, gdzie człowiek nie może niczego dotknąć by nie zepsuć.


Jakiś czas później w jego pokoju pojawiła się grupa nieznanych mu ludzi. Spoglądali na niego bez słowa, po czym wysoki, rosły mężczyzna chwycił go za ramię, nakazując wyjść z pomieszczenia. Nie miał pojęcia, dokąd zmierzali. Korytarz, którym szli był opustoszały i zdawać by się mogło, że zwężał się z każdym kolejnym krokiem.


Wprowadzony został do ciasnego pokoju o nieskazitelnie białych ścianach. W środku znajdował się stolik z dwoma krzesłami. Usiadł na jednym z nich, a drzwi po jego lewej stronie, których nie zauważył od razu, otworzyły się na całą szerokość.


- Witaj, Bruno.


Nie chciał o nim myśleć, a co mówić o spotkaniu. Wyprostował się niczym struna, przełykając ślinę.


- Cześć, tato - rzekł.


Mężczyzna zamknął za sobą drzwi i usiadł za stołem. Ręce położył płasko na blacie, po czym spojrzał na syna.


- Jak się miewasz? Dobrze cię tutaj traktują?


- Dlaczego nie myślałeś nad tym, kiedy mnie tu oddałeś? Z tego, co wiem, minęło sporo czasu. Mam już dwadzieścia pięć lat. Zdajesz sobie z tego sprawę?


- Przez długi czas nie pozwalano mi na spotkanie z tobą. Coś musiało się zmienić - zauważył, patrząc uważnie na syna. Spod jego ciemnych brwi przyprószonych już siwizną wciąż spozierały bystre oczy. Na jego twarzy widoczne były zmarszczki, a mimo to zachował dawny wygląd mężczyzny trzydziestoletniego. - Cieszę się, że w końcu mogę cię zobaczyć.


- Przestań, tato - uciął krótko Bruno, zerkając na ojca pobłażliwie. - Z pewnością jest ci łatwiej. Nie musisz dźwigać ciężaru, którym zawsze byłem ja.


- Dlaczego tak mówisz? Jesteś moim synem, nigdy nie byłeś dla mnie ciężarem.


- Zaskakujesz mnie coraz bardziej - przyznał, odchylając się na krześle do tyłu. - Kiedy okazało się, że Kasper zmarł, myślałem, że z kolei ty zabijesz mnie.


- Bruno, błagam... Nie mów tak - poprosił, składając ręce niczym do modlitwy. W jednej sekundzie postarzał się o dobre dwadzieścia lat. - Zawsze byłeś dla mnie najważniejszy. Dla mamy także.


- Oboje mnie nienawidziliście, a ty nadal - odparł, przysuwając się bliżej ojca. Spojrzał mu prosto w oczy, wkładając jedną dłoń do kieszeni swoich białych spodni. - Nie martw się, tato. Za niedługo się spotkacie i będziecie mogli mnie nienawidzić razem. Do końca.


Niepostrzeżenie wyciągnął ku mężczyźnie srebrny widelec. Zaśmiał się cicho i ignorując nieme przerażenie, które pojawiło się na twarzy jego rodziciela, dopadł do niego, chwytając za głowę i z całej siły wbił widelec w jego szyję. Krew trysnęła na wszystkie strony, a on odskoczył w bok, rozwierając dłonie. W tej samej chwili w pokoju pojawiło się kilkoro mężczyzn, przygwożdżając go do ściany.


- Obyś zdechł! - wykrzyknął, rozciągając usta w uśmiechu. - Będzie się smażył w piekle razem z moją matką za to, że stworzyli potwora.



Ciemnowłosy mężczyzna zapisywał pospiesznie kolejne strony, po czym przerwał, zerkając znad okularów na Bruna.



- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów