Magnalia; czyli słów parę o początku i końcu, lub melodia, której nie usłyszysz
opowiadania >



Od jesieni do zimy, od zimy do wiosny, od wiosny do lata, od lata do jesieni, od jesieni do jesieni dzieje się tak, że gdy masz ochotę powiedzieć coś, stworzyć już coś co być może jest…ale jest tak bardziej wewnętrznie niż w inny sposób mogłoby istnieć, wtedy…


..odkrywasz powoli, z niejakim trudem, że …początek bywa trudny do utworzenia…że gdzieś się wije, ukrywa przed wzrokiem i jakoś tam mu dobrze.


Nie każdy początek, nie zawsze początek, nie dla niej, nie dla niego, nie dla nich…


…po kolejnych próbach, nieznacznie i znacząco długich pauzach, oczekiwaniu pełnym wszystkiego i niczego, kiwaniu głową w przód i w tył, kręceniu nią w nieporozumieniu z samym sobą, kolejnych zawodach, zastyganiu w miejscu i często w konkretnej pozie - powstają pierwsze rysy; delikatne niczym konstrukcje z kart, podatne tak na zburzenie, zmianę, załamanie, zdmuchnięcie.


Czy ktoś kiedyś zaczął pomijajać początek ? Może przeszedł od końca do kolejnego końca…albo zaczął od końca lub jeszcze pomylił początek z końcem, koniec z początkiem…Czy tak było łatwiej ?


Zacząć można od tego, że chyba każdy posiada końce i tak oto one mniej lub bardziej definiują to co zwać można początkiem. Nie każdy koniec jest jednak początkiem i nie każdy początek jest kolejnym elementem następującym po każdym końcu…cały ten tekst może jest początkiem a niektóre zdania być może końcem i tak już może to pozostać, opuszczając nas wszystkich bez poczucia wyjaśnienia, zrozumienia i z dużą ilością wielu innych określeń o których trafność martwić się nie wypada gdy szuka się takiej ciągłości.


Być może początek był wtedy gdy Magnalia wyjęła karty w liczbie trzech i próbowała stworzyć z nich dom. Nie miała domu, dlatego tworzyła go z kart. Karty nie były zwykłymi kartami a Magnalia nie była zwykłą kobietą a ten tekst nie jest przemyślany, nie powinien mieć akapitów i w zasadzie nie jest do czytania a jedynie do wyobrażania i przeżywania i nie wiadomo do czego jeszcze. Magnalia wie, że czytać ten tekst należy pojedyńczymi słowami, łączyć je ostrożnie a najlepiej w ogóle nie czytać tylko zastanowić się nad początkiem i końcem albo nie zastanawiać się w ogóle. Czytać też bez początku i bez końca lub tak jakby wszystko było początkiem i końcem.


Być może początek był wtedy gdy zdała sobie sprawę, że by zacząć tworzyć domek z kart, może powinno się połozyć jedną kartę płasko i dać początek lub koniec pod kolejne karty. Dwie kolejne - obowiązkowo oparte, stykające się …to pobudziło jej wyobraźnię, zaczęła myśleć o stykaniu i opieraniu. Zanim domek powstał, zanim mógł powstać, poczuła, że musiała sobie przypomnieć z kim się ostatnio stykała i o kogo się opierała…


Dzień i noc. Blady świt, szary wieczór.


Wspomnienia mieszają się jak pomidory w koszu a Ty próbujesz odnaleźć tego jednego, najdojrzalszego bo akurat taki masz zamysł albo jest potrzebny do Twojego dania, bo bez najdojrzalszego nie będzie smaczne, bo jest taki miękki, bo się zepsuje i przejrzeje ten jeden, najdojrzalszy. Tak było. Przejrzał zanim został znaleziony.



..Chyba często zastanawiał się co myśli ktoś drugi. Przy każdej pitej kawie, przy każdym kęsie, spacerując i kładąc się spać. Za dużo myślenia - mawiali inni - jakby byli przerażeni i nie mogli sami, jakby się wstydzili, jakby uciekali ale też współczuli i smutnieli kiedy to robił. Gdy siedział tak nad tworzonym tekstem i nie mógł go zacząć jego myśli zaczęły krążyć wokół kobiety z którą się spotykał. Były już tam wcześniej, dotykały jej i oplatały ją. Czuł się dobrze, może trochę sennie ale nie mógł ustalić czy bardziej sennie czy mniej niż wcześniej, a w dodatku szybko stracił zainteresowanie takimi ustaleniami i zaczął się gubić. Zerknął na dziewczynę siedzącą nieopodal niego, stolik obok. Jeden, brązowy stolik o trzech nogach. Być może była równie pogrążona w myślach, na pewno odległa i trudna do uchwycenia na pierwszy rzut oka. Rzucił więc okiem raz drugi. I tak raz jeszcze, aż w końcu przestał rzucać i zaczął patrzeć.


W dłoni trzymała dwie karty, trochę tak jakby zamarła z nimi nad trzecią.


Z jego perspektywy ta leżąca karta, ta na stoliku, dla niego trzecia a dla niej pierwsza, o czym wiedzieć nie mógł, z dużym prawdopodobieństwem dama albo król - wydawała się samotna a nawet bardzo wyraziście samotna do tego stopnia że pokusił się o nieomylność w tym sądzie. Pierwszą jego myślą było to, że budując domek z kart musisz umiejscowić dwie karty w sposób stykający się na tej trzeciej, już leżącej zresztą. Drugą było jednak to, że nie będzie to dom a jedynie szałas. Bardzo samotny szałas, ewentualnie samotna karta i dwie bardziej bliskie. Jeżeli ona wykona ruch ręką, ułoży je na tej trzeciej to wtedy przecież też będą stykać się z tą leżącą…ale to nie będzie oczywiste. To tak jakby był to rodzaj wybiegu, wyjątkowo przemyślanego i nieadekwatnego. Znał takie wybiegi. Karty zamieniały się w ludzi, ludzie w karty i wszystko nabierało unikalnego sensu. Ktoś, kiedyś, gdzieś i tak dalej. Wszyscy znamy to uczucie kiedy odkrywamy, że coś z początku mało interesującego, mało znaczącego zdaje się nagle elementem nas samych, jakby zapuściło korzenie dawno i było tam od zawsze czekając na odpowiednią chwile. Zamieniamy słyszane i widziane na nasze by lepiej zrozumieć.


Z jej perspektywy - mężczyzna siedzący stolik obok i obserwujący jej karty, zwłaszcza bardzo intensywnie tę pierwszą – nie wiedział nic o budowaniu domów a co najwyżej szałasów. Ona nie lubiła szałasów, zwłaszcza tych samotnych - powstałych i stojących dalej niż inne, zawsze uważała, że nie dają wystarczająco dużo ciepła, są tym bardziej dziurawe im bardziej samotne. Lubiła domy bo nie miała takiego i często żyła w szałasach. Gdyby mogła, okrzyknęłaby się weteranem szałasów, prawdziwym ekspertem w tej materii ale nie lubiła przecież szałasów. On miał wypisane na twarzy właśnie to, że początek bierze za koniec, że coś mu się myli i miesza, że ta pierwsza karta jest dla niego ostatnią. Nie rozumie, że ona próbuje tworzyć dom, że nie ma nic dziwnego a co najwyżej jest coś przemyślanego w stykaniu dwóch kart i opieraniu ich o tą trzecią, leżącą. Dialog bez słów, budowany spojrzeniami jak kartami.


Zastygła raz jeszcze starając się ułożyć karty, ich spojrzenia się spotkały.

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów