Makabreska (+18)

Autor: zygomir
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

ute;wniarzeria na garnuszku rodziców obżera drzewa z resztek kory i ani im w głowie wydawać ostatnich groszy na piwo. Wyjątkiem jest wspomniany Student – gość, który swoją karierę naukową na wyższej uczelni zaczyna już chyba czwarty raz z rzędu.
- Dobra, to co bierzemy do picia? – otrząsnął mnie z zamyślenia głos Tichego – No co
chcesz? Ja dziś stawiam. – ponaglił.
- Nie wiem... cokolwiek... byle nie tego całego „Juhasa”. To świństwo smakuje gorzej niż szczyny.
- Nigdy nie próbowałem. Ani tego, ani tego, ale ty jak widzę jesteś doświadczony. – zaśmiał się
Tichy.
- Spadaj po piwo i nie denerwuj... – popatrzył na mnie krzywo i polazł. Z nim to zawsze tak.
Człowiek zdycha wewnętrznie, że nawet zupełnie obcy by się zorientował, że coś nie tak, a ten buc
chodzący nic a nic wyczucia. Pewnie dlatego żadna z nim nie wytrzymuje dłużej niż kilka miesięcy.
- No. Piwko jest, to teraz możemy zacząć gadać. Co ci po łbie lata?
Chwila zastanowienia: zwierzyć się Tichemu i prawdopodobnie znów później żałować zdradzonych
sekretów, które wyżej wymieniony pewnie rozpapla lub kiedyś obróci przeciw mnie, jak robią wszyscy
których kiedyś kochałem i którym ufałem (no – z małymi wyjątkami, ale wyjątki potwierdzają regułę),
czy może wymyślić teraz na poczekaniu jakąś bzdurę? I tak po szóstym piwie nie będzie to miało
znaczenia.
Opcja trzecia – najpierw na szybko sklecone problemy, potem do sedna. Jestem zbyt ufny.
- Kobiety, brak weny, depresja, problemy rodzinne... do wyboru do koloru.
- Ooo! Stary! Chyba aż tak źle być nie może? Kobiety? Przecież masz tą swoją jedną i jedyną, nie?
Nie wie tylko, że „jedna i jedyna” to może ona jest dla mnie, ale już w drugą stronę tak ładnie to nie działa. Nie będę go na razie wyprowadzał z błędu.
- Dalej... brak weny? Ale pieprzysz – to temporalne, kiedyś się skończy. Depresja... no to
już brzmi poważnie, ale jakoś mi nie wyglądasz na kogoś w dep-
- Tichy, psycholog z ciebie do bani, dobrze o tym wiesz. Potrafiłbyś dosiąść się do wraku
człowieka na skraju zdrowia psychicznego i rozpocząć rozmowę od omówienia wyższości szybkiego
powieszenia się nad powolnym wykrwawianiem po podcięciu sobie nadgarstków.
- Nie przesadzaj. Skoro ze mnie taka dupa w tych sprawach to z ciebie jeszcze większa, bo sam do mnie przylazłeś. – nie da się ukryć, że rację w tym miał – Zostają jeszcze problemy rodzinne, ale na to jako „psycholog do bani” już nie mam ochoty.
- No daj spokój, nie chciałem cię obrazić... tak jakoś wyszło. Stawiam następne piwo na zgodę.
- No! Teraz gadasz jak człowiek! I za to cię lubię Mariuszku!
A ja siebie nie. Większość moich problemów w życiu swój początek miało właśnie w mojej zbyt ugodowej naturze, ale Tichy to dobry człowiek. Cóż, mam przynajmniej nadzieję, że co do niego się nie mylę. Poznaliśmy się kilka miesięcy temu. Wspólni znajomi. Erudyta, intelektualista, wolny duch, miłośnik tanich alkoholi, żadnej porządnej roboty na oku, choć ma już chyba ze 27 lat, przy czym nigdy chyba nie cierpiał biedy – widać rodzinka pomaga, całkiem postawny – mało znam osób, które chciałyby od niego oberwać po gębie. Mój typ człowieka. Naprawdę ma na imię Tomasz, a ksywkę ‘Tichy’ zarobił sobie od Ijona Tichego - bohatera „Dzienników Gwiazdowych” i kilku innych opowiastek SciFi autorstwa Stanisława Lema. W sumie to nawet nie wiem czemu tak go zaczęli nazywać, może kiedyś spytam.
- Słuchaj Tichy – mówię – Jeżeli miałbyś przed sobą wybór, ale i jedna i druga możliwość
jest do bani i jest w rezultacie krzywdząca dla pewnej osoby, co byś zrobił?

Najpopularniejsze opowiadania
Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
zygomir
Użytkownik - zygomir

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2012-01-27 21:51:47