Miłość w mieście Paryżu - Emocje
opowiadania >



Noc minęła mi dobrze, położyłem sie około dwudziestej czwartej, zaś wstałem gdzieś o jedenstej piętnaście. Dzień zapowiadał się obiecująco, gdyż za oknem niebo było bardzo przejrzyste a na jego tle nie widać było ani jednej chmury. Spojrzałem jeszcze na termometr, który tak jak myślałem pokaże wyskoką temperaturę. Rzeczywiście moim oczom okazał się widok 30 stopni. Uznałem, że po śniadaniu warto by było tak gorący dzień spędzić nad wodą tym bardziej, że pomiar z mojego termometru był mierzony w cieniu. Poranny posiłem niestety miałbym marny, gdyż w mojej lodówce nie było nic poza połową kartonu mleka, kawałkiem masła i dwoma ogórkami, które kupiłem 2 tygodnie temu. Postanowiłem wybrać się w szybką podróż do sklepu za rogiem, ubrałem się w co miałem pod ręką. Nie był to chyba jednak dobry wybór, ponieważ w momecie kiedy zjechałem windą na parter a drzwi windy otworzyły się, na skutek przeciągu poczułem odór mojej dwudniowej czarnej koszuli na któtki rękaw. Na dodatek w momencie gdy wyszedłem z hotelu spostrzegłem, że moje sztruksowe spodnie są strasznie brudne. Przez swój pośpiech i głód nie zauważyłem tego w mieszkaniu. Byłem bardzo zły na siebie za to, że ubrałem się jak fleja zamiat czego mogłem spokojnie poszukać jakiś czysych ubrań w garderobie. Postanowiłem jednak nie wracać już na górę. Mieszkałem na 15 piętrze, a sama podróż windą trwała by około 10 min – była to stara winda, czasem sobie myślę, że pewnego razu liny się zerwą a ja polecę razem z nią w dół. Tak niechlujnie obrany poszedłem do tego sklepu. Wchodząc moim oczom ukazała się kilku metrowa kolejna – no nic – pomyślałem – w końcu trzeba kupić coś do jedzenia bo inaczej padnę z głodu. Wziąłm koszyk i ruszyłem w stronę półek. Po drodze do kasy w moim koszyku znalazło się masło, dwa opakowania wędliny, bochenek chleba, szczypior, jajka oraz trzy opakowania mleka – uznałem, że przygotuję sobie jajecznicę. Gdy już tak wszystko zebrałem stanąłem w kolejce. Czas dłużył mi się niesłychanie, nie wiem ile dokładnie stałem ale wiem, że po dłuższym czasie chciałem już rezygnować i wyjść ze sklepu. Na moje jednak szczęście nie była pisana mi głodówka, po kolejnej chwili kolejka rozrzedziła się a ja już byłem przed kasą. Po drugiej stronie zauważyłem bardzo ładną kasjereczkę, na jej plakietce widniało imię „Agnes”. Biorąc pod uwagę imię i to, że w końcu mieszkam we Francji spytałem - Combien je dois à mon collègue pour les achats?* – w odpowiedzi usłyszałem - Trente-huit euros et quarante-trois cents*. Dałem kasjerce całe pięćdziesiąt euro. W oczekiwaniu na resztę owa dziewczyna ukradkiem spoglądała na mnie z delikatnym uśmiechem na twarzy – pewnie myślała, że tego nie zauważę. Wydało mi się to troche dziwne. Zastanawiał mnie fakt czy to, aby nie mój odrzucający zapach ją tak zaintrygował, że aż nie mogła powstrzymać się od śmiechu. O dziwo pomyliłem się, w momencie kiedy zebrała całą należną mi sumę i podała mi do ręki nasze spojrzenia nieumyślnie – z mojej strony – spotkały się. Przed dłuższą chwilkę staliśmy tak na przeciw siebie i patrzeliśmy sobie w oczy – ja z niedowierzaniem, a ona z jakimiś dziwnymi płomykami w oczach. Szybko się jednak ocknąłem, przerwałem ten niezręczny dla siebie moment, powiedziałem jej – Merci – po czym wyszedłem. Będąc w drzwiach usłyszałem jeszcze ostatnie jej wypowiedziane zdanie w moim kierunku - Je vous remercie aussi beau, je l'espère que bientôt nous nous reverrons*. W drodze do hotelu nic więcej ciekawego się już nie zdarzyło. Wróciłem do apartamentu jakby nigdy nic, cały czas myśląc o swojej wczoraj poznanej znajomej. Po śniadaniu uznałem, że pora wrzucić stare ciuchy do prania i wyciągnąc coś innego a napewno czystrzego z szafy – biorąc pod uwagę pogodę, musiałby to być strój krótki, ładny a zarazem przewiewny. Okazało się, że na szczęście mam coś takiego. Nałożyłem na siebie obcisłą koszulkę na ramiączką, oraz czerwone hawajskie spodenki w białe kwiaty, które kupiłem ubiegłego lata w Kailua gdzie zatrzymałem się u wujka, mistrza serfingu w latach 1980-85. Nauczyłem się tam kilku sztuczek na desce ale i tak dużo brakuje mi by mu dorównać. Gdy już byłem gotów do wyjścia spojrzałem jeszcze na zegarek. Wskazywał on już prawie trzynastą. Postanowiłem w takim razie się pośpieszyć gdyż na najbliższą plażę miałem około dwóch godzin jazdy samochodem. Plaża znajdowała się w Hawr, mieście oddalonym od stolicy prawie dwieście kilometrów. Na szczęście tego lata dorobiłem się własnego samochodu jakim był ferrari 458 spider. Było ciężko szczególnie, że odkładałem na to cacko kilka lat pracując na stanowisku kierownika salonu samochodowego tejże firmy. Jednakże tak mnie ono urzekło kiedy pierwszy raz wszedłem do tego, że od tamtej pory nie miałem innego marzenia niż to aby je kupić. Na miejscu byłem przed pietnastą, było już trochę chłodniej, poczułem delikatny powiew morskiego powietrza. Pogoda dalej była nadal słoneczna bez grama chumry na niebie. Plaża mimo popołudniowej pory była dalej pełna. Przeciskając się przez tłumy jakieś dziesięć minut odnalazłem w końcu wolny kawałek piasku gdzie mogłem się rozłożyć i zostawić ręcznik. Woda była mimo tak ciepłej pogody utrzymującej się od kilku dni zimna. Jej chłód był doskonałym doznaniem jak na taki ciepły dzień. Daleko na horyzoncie było widać wielkie tankowce przewożące kontenery do Hawr. Blisko plaży nieopodal przystani widać było ludzi pływających na deskach windserfingowych, rodziny w kajakawch, które zapewnie z braku pieniędzy bądż z za dużej ilości czasu chciały sobie popływać przy brzegu nad Kanałem La Manche. Widok i atmosferę psuł jednak port, którego blisko miejsce wybrałem na odpoczynek. Ciągłe dzwięki sygnałów z tankowców przeszkadzały mi w opalaniu i zaplanowanej drzemce mającej na celu opalenie się. Minęły dwie godziny jak byłem na plaży, po których postanowiłem wykorzystać swój wolny dzień do końca i wybrać się do Luwru na wieczorną wystawę. Na miejscu byłem blisko dziewiętnastej, byłem bardzo podekscytowany gdyż od chwili kiedy zamieszkałem w stolicy nie miałem jeszcze okazji być w tym muzeum obok którego widać cudowne gotyckie budowne. Bilet do muzeum nie był tanie ale opłacało się. W jego wnętrzu ujrzałem wspaniałem dzieła Leonardo da Vinciego, licznie rzeźby pochodące z Grecji i Rzymu, poznałem sztukę starożytnego Egiptu – jednym

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Kerina Linia koment
Dodany:2015-08-21 10:45:01, Ocena: 3.5
Gratuluję pomysłu. Bardzo lekko się czyta - a to dobrze. A że mi apetyt rośnie w miarę czytania, to czekam na cięg dalszy :) Tym bardziej że trzymasz w napęciu jakbyś miał już kolejną część w głowie ;)
kosmicznalazania Linia koment
Dodany:2015-09-16 23:19:34, Ocena: 3.5
Po pierwszej części myślałem, że nie przeczytam już nic gorszego. Źle myślałem
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów