miłość ..

Autor: klaudi

  Szła...dokąd? Niewiadomo...Kim była? Też nie wiadomo...była-ona-młoda, dziewczyna. Nieobdażona pięknem i wcale nie mądra, nierozsądna. Wręcz głupia...czasem myślała, że życie jest nieważne. Często zapytywała samą siebie: Gdzie idę? Po co mam żyć...? Ehh...Nienawidziła swojego życia. I co mogła zrobić? Iść. Iść poprostu dalej. Do nikąd bo i tak nie wiedziała gdzie ma iść. Znałam ją doskonale, jej wady i zalety. Kiedyś mi powiedziała: chciałabym nie czuć nic, nic poprostu, nie kochać, nie być nikim. Kim ta dziewczyna była? Niewiem naprawdę. Jakby z innego wymiaru, z innego świata.
  Pisząc opowieść o niej niewiem od jakich słów zacząć. Nie da się wyrazić żądnych uczuć, emocji, tego co wtedy myślała, jak wyglądała zwykłymi słowami. I myślę, że żaden poeta nie sprostał by temu zadaniu. Opowieść czytana w całości nie po kawałkach powinna wzbudzić jakieś uczucia...
  Jak młody kwiat polny rześka lecz nie piękna wyszła w samotności. Kochała tamto miejsce. Za co? Był tam przede wszystkim spokój, a także fascynujące uroki natury. Było troszkę daleko za jej domem. Szło się zwykłą polną drogą w stronę sadu, a tuż za nim ciągnęły się pola i niewielkie skupiska drzew tzw. laski...Zbliżała się lekkim krokiem. Przeszła przez zieloną, soczystą trawę i skierowała się ku swojemu miejscu. A była to duża, stara wierzba płacząca. Usiadła pod nią. Co tam mogła robić samotna? Nikt do końca niewie.
  Marzyła o spokoju, ciszy. Ciagle zadawała sobie pytanie: dlaczego jestem sama? Brakowało jej miłości, ciepła i szczęścia. Płakała. Łzy słone, pełne bólu i żalu spływały po policzkach.
  Siedziała tam dziennie kilka godzin. Jakby coś ją tam przyciągało. Jak narkotyk. Wieczorem także samotna siedziała przed domem owinięta w koce z herbatą w dłoni. Patrzyła w księżyc, w gwiazdy. Zawsze zastanawiałam się czemu to robi. Ona odpowiadała, że lubi tajemnice, że szuka tam sekretu na szczęście. Gdybym jej nie znała tak długo powiedziałabym, że kogoś kocha, że na kogoś czeka lub za kims tęskni. Ale! To nie to. Nic dziwnego, że zapatrywała się w tajemnice księżyca. Sama była zagadką.
  Miała wcześniej paru chłopaków-dziecinne miłości. Tak o nich mówiła. Niekiedy przychodziłam do domu. Chciałam odgadnąć jej tajemnicę. Czasem zastanawiałam się czy nie czeka na księcia z bajki. Ale to nie w jej stylu. Zapewne czekałą ale na prawdziwą, wielką miłość.
  Tego popołudnia nie było jej w domu. Byłam po nią.Byłam w jej ulubionym miejscu. Brakowało jej tam więc poszłam do domu i bezmyslnie gapiłam się w okno. Było lato. Tak jak ona zawsze pragnęłam błekitnego nieba i lekkich chmurek. Tego dnia niebo przechodziło z jasnego turkusu w bladą szarość. Lekko je przyciemnić i mogłabym się spodziewać, że zaraz zacznie padać deszcz, który ona bardzo kochała. Niekiedy tłumaczyła, że Anieli jej pomagają, wspierają ją bo płaczą.
  Spojrzałam w stronę parku. Widziałam ją z...kimś. Do dziś niewiem jak ma na imię. Szli blisko siebie. Przyznam, że byłam zszokowana. Ona z chłopakiem?!
  Był wysokim, szczupłym blondynem. Tyle widziałam. Zastanawiałam się kim jest. Nie znałam go, ale przyznam, że był przystojny.
  Rzadko kiedy miałam okazję widzieć uśmiech na jej twarzy. Pojawiał się na krótki czas. Był sztuczny. Dziś...widziałam uśmiech szczerej radości, długi i promienny. Kim on jest? Kim? Co on ma w sobie, jaki jest? Tego nie wiedziałam. Byłam pewna, że rozumieją się świetnie, że on ma w sobie coś co skłania ją do usmiechu. Po chwili znikli w sąsiedniej uliczce.
  Nie spałam w nocy. Martwiłam się o nią. Nie widziałam jej ponad 2 tygodnie...Przyszła któregos dnia. Była zapłakana. Łzy zdradzały wszystko. Rzuciła mi się w ramiona. Powiedziała parę słów, na końcu dodała: ja go kocham. Stanęła przy parapecie...Niebo było okropnie pochmurne. Lekki wiatr kołysał drzewa. "Zaraz będzie padać"-krótko rzuciła i spojrzała w nie

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy