miłość ..
opowiadania >



Szła...dokąd? Niewiadomo...Kim była? Też nie wiadomo...była-ona-młoda, dziewczyna. Nieobdażona pięknem i wcale nie mądra, nierozsądna. Wręcz głupia...czasem myślała, że życie jest nieważne. Często zapytywała samą siebie: Gdzie idę? Po co mam żyć...? Ehh...Nienawidziła swojego życia. I co mogła zrobić? Iść. Iść poprostu dalej. Do nikąd bo i tak nie wiedziała gdzie ma iść. Znałam ją doskonale, jej wady i zalety. Kiedyś mi powiedziała: chciałabym nie czuć nic, nic poprostu, nie kochać, nie być nikim. Kim ta dziewczyna była? Niewiem naprawdę. Jakby z innego wymiaru, z innego świata.
Pisząc opowieść o niej niewiem od jakich słów zacząć. Nie da się wyrazić żądnych uczuć, emocji, tego co wtedy myślała, jak wyglądała zwykłymi słowami. I myślę, że żaden poeta nie sprostał by temu zadaniu. Opowieść czytana w całości nie po kawałkach powinna wzbudzić jakieś uczucia...
Jak młody kwiat polny rześka lecz nie piękna wyszła w samotności. Kochała tamto miejsce. Za co? Był tam przede wszystkim spokój, a także fascynujące uroki natury. Było troszkę daleko za jej domem. Szło się zwykłą polną drogą w stronę sadu, a tuż za nim ciągnęły się pola i niewielkie skupiska drzew tzw. laski...Zbliżała się lekkim krokiem. Przeszła przez zieloną, soczystą trawę i skierowała się ku swojemu miejscu. A była to duża, stara wierzba płacząca. Usiadła pod nią. Co tam mogła robić samotna? Nikt do końca niewie.
Marzyła o spokoju, ciszy. Ciagle zadawała sobie pytanie: dlaczego jestem sama? Brakowało jej miłości, ciepła i szczęścia. Płakała. Łzy słone, pełne bólu i żalu spływały po policzkach.
Siedziała tam dziennie kilka godzin. Jakby coś ją tam przyciągało. Jak narkotyk. Wieczorem także samotna siedziała przed domem owinięta w koce z herbatą w dłoni. Patrzyła w księżyc, w gwiazdy. Zawsze zastanawiałam się czemu to robi. Ona odpowiadała, że lubi tajemnice, że szuka tam sekretu na szczęście. Gdybym jej nie znała tak długo powiedziałabym, że kogoś kocha, że na kogoś czeka lub za kims tęskni. Ale! To nie to. Nic dziwnego, że zapatrywała się w tajemnice księżyca. Sama była zagadką.
Miała wcześniej paru chłopaków-dziecinne miłości. Tak o nich mówiła. Niekiedy przychodziłam do domu. Chciałam odgadnąć jej tajemnicę. Czasem zastanawiałam się czy nie czeka na księcia z bajki. Ale to nie w jej stylu. Zapewne czekałą ale na prawdziwą, wielką miłość.
Tego popołudnia nie było jej w domu. Byłam po nią.Byłam w jej ulubionym miejscu. Brakowało jej tam więc poszłam do domu i bezmyslnie gapiłam się w okno. Było lato. Tak jak ona zawsze pragnęłam błekitnego nieba i lekkich chmurek. Tego dnia niebo przechodziło z jasnego turkusu w bladą szarość. Lekko je przyciemnić i mogłabym się spodziewać, że zaraz zacznie padać deszcz, który ona bardzo kochała. Niekiedy tłumaczyła, że Anieli jej pomagają, wspierają ją bo płaczą.
Spojrzałam w stronę parku. Widziałam ją z...kimś. Do dziś niewiem jak ma na imię. Szli blisko siebie. Przyznam, że byłam zszokowana. Ona z chłopakiem?!
Był wysokim, szczupłym blondynem. Tyle widziałam. Zastanawiałam się kim jest. Nie znałam go, ale przyznam, że był przystojny.
Rzadko kiedy miałam okazję widzieć uśmiech na jej twarzy. Pojawiał się na krótki czas. Był sztuczny. Dziś...widziałam uśmiech szczerej radości, długi i promienny. Kim on jest? Kim? Co on ma w sobie, jaki jest? Tego nie wiedziałam. Byłam pewna, że rozumieją się świetnie, że on ma w sobie coś co skłania ją do usmiechu. Po chwili znikli w sąsiedniej uliczce.
Nie spałam w nocy. Martwiłam się o nią. Nie widziałam jej ponad 2 tygodnie...Przyszła któregos dnia. Była zapłakana. Łzy zdradzały wszystko. Rzuciła mi się w ramiona. Powiedziała parę słów, na końcu dodała: ja go kocham. Stanęła przy parapecie...Niebo było okropnie pochmurne. Lekki wiatr kołysał drzewa. "Zaraz będzie padać"-krótko rzuciła i spojrzała w niebo. Znów zaczęła płakać. Po chwili ze łzami w oczach wpatrywała się w ulicę. Stała do mnie tyłem, więc dokładnie nie mogłam stwierdzić gdzie patrzy. Wiedziałam, że jej spojrzenie jest pełn bólu i cierpienia. Jakby czegoś szukała, jakby jej coś brakowało...Po dłuższej chwili ciszy zaczęła mówić. Jej słowa były jak sztylety pełne bólu, cierpienia i nienawiści:
Szłam tam gdzie zwykle. Widziałam go. Uśmiechnął się i podszedł do mnie. Przedstawił się. Miło mi się z nim rozmawiało. jest odemnie starszy o 3 lata. To chyba nie tak dużo. Zostawiłam wszystko i poszłam z nim się przejść. Później odprowadził mnie do domu. Czasem przytulał mnie tak raczej po przyjacielsku. Czasem lekko dotknął mojej dłoni. Zatrzymał się, Wcześniej nie miałam okazji spojrzeć mu w oczy. Były piękne, piwne, pełne tajemnic. Wyczytałam z nich, że czegoś pragnie. Był dla mnie zagadką, był wyjątkowy. Może mi się wydawało...<westchnęła>Stanął na przeciw mnie. Spojrzał mi w oczy pytająco. Przemówił lekkim, pełnym ciepła głosem: mogę cię pocałować? Byłam jakaś inna, jakby zaczarowana. Nurtowało mnie to kim jest. Zgodziłam się i zaczęliśmy się całować. Ustami wyraził to co ciężko wyrazić słowami. Był w tym dobry. Złapał mnie za rękę i powiedział...''Kocham Cię''. Od tamtej chwili moje zycie przewróciło się do góry nogami...
Kolejne dni były jak bajka. Wszędzie razem. Dowiedziałam się o nim wszystkiego. Był wspaniałym chłopakiem. Oddawał mi całe ciepło, którego potrzebowałam. Przytulał, całował. Mówił pięknie, romantycznie, że kocha że chce być ze mną zawsze. Podobały mu się moje oczy. Zakochiwałam się w nim coraz bardziej. Ciągle sobie powtarzałam, że zrobie dla niego wszystko. Kiedy wracałam do domu odrazu tęskniłam. Był dla mnie wszystkim. Mówił, że mnie kocha, że mnie potrzebuje, że dzięki mnie ma po co żyć. Opowiadał, że ma problemy z rodzicami. Współczułam mu. Zależało mi na nim. To dzięki niemu miałam wiarę w siebie, miałam po co żyć. Nocą gapiłam sie w księżyc. Płakałam z tęsknoty. Pewnego dnia powiedział, że chciałby wyryć na księżycu nasze inicjały, żeby wszyscy widzieli jak mnie kocha. Że chce mnie całować na lodach antarktydy. Spytałam czy nie będzie mu zimno a on odpowiedział, że mój pocałunek rozgrzeje największe bryły lodu. Mówił, że jego marzeniem jest zawsze być ze mną, wziąć ze mną ślub, umrzeć wtulony we mnie, w moich ramionach. Chciał powierzać mi swoje radości i troski. Mówił, że potrzebuje mnie

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Alis17 Linia koment
Dodany:2010-12-26 18:13:26, Ocena: Brak oceny
ciekawe opowiadanie, podoba mi się
Alis17 Linia koment
Dodany:2010-12-26 18:13:36, Ocena: Brak oceny
czekam na więcej opowiadań
Alis17 Linia koment
Dodany:2010-12-26 18:13:42, Ocena: Brak oceny
pozdrawiam
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów