Moje miasto. Miasto kobiet.
opowiadania >




I


Od dziecka mieszkałam w krakowskiej kamienicy przy ul. Senackiej. Jak mówiła moja babcia byłam wyczekiwanym dzieckiem, darem od Boga. Matka po długim oczekiwaniu na drugą ciąże, urodziła mnie w wieku czterdziestu jeden lat, co cała moje rodzina uważała za cud. Byłam młodsza o osiemnaście lat od mojego brata - Janka, który po zdaniu matury wstąpił do Wojska Polskiego.


Mam zatarty w pamięci obraz brata. Pamiętam jego twarz tylko z fotografii. Jedynym wyraźnym wspomnieniem jakie posiadałam był jego mundur uszyty ze sztywnego, szorstkiego materiału, który drapał mnie w policzek za każdym razem, kiedy brat brał mnie na ręce, a ja przytulałam się do jego piersi wdychając mocny zapach tytoniu.


Janek w 1933 r. ożenił się z Łucją. Rok później podczas porodu Łucja zmarła, a mój brat został awansowany do stopnia rotmistrza 8 Pułku Ułanów. Po 17 września 1939 r. został wzięty do niewoli sowieckiej.


Wybuch wojny uniemożliwił mi podjęcie studiów na Akademii Sztuk Pięknych. Moje marzenia o podjęciu pracy grafika, prysły niczym bańka mydlana. Za namową matki wiosną 1942 r. zaczęłam studiować polonistykę na tajnych kompletach Uniwersytetu Jagiellońskiego.


W oficynowym mieszkaniu nr 8 na I piętrze domu przy ul. Podwale 2 należącego do wdowy po prof. Arturze Benisie zebrała się pierwsza polonistyczno- slawistyczna grupa studencka. W dwóch maleńkich pokoikach, pełnych książek i papierów, wykładów udzielał nam prof. Małecki. Na samym początku umówiliśmy się z nim, że w razie „nieproszonych wizyt” będziemy pozorować naukę języka niemieckiego.


Gdy dziś, po upływie roku od wyzwolenia Krakowa, myślę o Uniwersytecie Jagiellońskim w okresie okupacji hitlerowskiej, widzę następujący obraz – fasadę Collegium Novum okrytą od dachu po fundamenty czerwonymi flagami z czarną swastyką. Oznaczało to, że odbywała się tam jakaś hitlerowska uroczystość. Polakom nie wolno było wchodzić do gmachu ani zatrzymywać się przed nim. Najczęściej oglądałam Collegium Novum z przetłoczonego przedziału dla Polaków, przepełnionego tramwaju jadącego na Podwale. Widok Uniwersytetu Jagiellońskiego okrytego ohydną galą hitlerowskich sztandarów budził we mnie odrazę, ale także obawę. Strach przed tym, że władze uniwersyteckie i młodzież akademicka przez długi czas, a może nawet już nigdy nie wejdą do Collegium Novum.


Matka pod koniec 1944 roku zachorowała, rok później jej stan się pogorszył. Sylwetka matki nie była już filigranowa, tylko wychudzona i zmęczona. Za młodych lat uchodziła za wyjątkową piękność – delikatna, łatwo rumieniąca się brunetka mająca w sobie arystokratyczną pewność siebie i godną podziwu odwagę. Teraz jednak wszystkie te atrybuty straciła. Wydawała się być słaba, wycieńczona życiem i lękiem.



-Spójrz mamo kto nas odwiedził – powiedziałam wprowadzając do salonu naszą dawną gosposię, która po wybuchu wojny wróciła w swoje rodzinne strony. Matka siedziała przy okrągłym, dębowym stole i piła herbatę w porcelanowej filiżance. Była ubrana w czarną spódnicę i granatowy, bawełniany sweter.


-Józia! Jak dobrze cię widzieć – przytuliła korpulentną kobietę o miodowych włosach, w których gdzieniegdzie dało się zauważyć siwe pasma. Była gosposia trzymała w dłoniach pakunek obwinięty w stary dywan śmierdzący stęchlizną. – Widzisz, przeżyłyśmy.


-Przeżyłyśmy. Jak się pani czuje, pani Wandziu?


-Eh – matka machnęła ręką, jakby odganiała natrętnego owada.- Jak na swoje lata.


-Męża na starostę wyznaczyli, no to trzeba jechać! Chciałam pani Wandziu oddać to pani – położyła zawinięty przedmiot na stolę. – Obiecałam, że przechowam więc przechowałam – rozwinęłam koc.


-To szabla Janka – szepnęłam.


-Bardzo ci dziękuję, Józiu – powiedziała matka blednąc na twarzy. Ze łzami w oczach poszła do drugiego pokoju. Stanęła przed oknem. Na parapecie stała ramka z fotografią zrobioną, gdy byliśmy całą rodziną nad morzem. Miałam wtedy niespełna pół roku.


-To ja już pójdę.


-Zaczekaj Józiu – powiedziałam, ale kobieta była już w połowie drogi do wyjścia. W progu drzwi spojrzała na mnie przez ramię.


-Do widzenia, kochana.


Podeszłam do cicho płaczącej matki.


-Mój Janek…- szepnęła łamiącym się głosem, przytulając się do mnie i zanosząc szlochem.


-Mamo, nic nie jest pewne. Tyle jest pomyłek. Nie wolno nam tracić nadziei. Na liście katyńskiej mogli się pomylić.



Wezwany godzinę wcześniej lekarz wyszedł z pokoju matki. Miał smętną minę, kiwnął głową. Stałam opierając się o komodę, otuliłam drżącymi dłońmi ramiona. Bałam się, że zaraz zemdleję, przeczuwałam najgorsze wiadomości. Doktor podszedł do mnie i powiedział:


-Proszę się pożegnać. To jej ostatnie chwile.


Poszłam chwiejnym krokiem do malutkiego pomieszczenia. Matka ledwo oddychała. Jej gęste, srebrzyste włosy leżały rozsypane na poduszce. Pustym wzrokiem spoglądała w sufit. Usiadłam koło niej na łóżku i splotłam moje palce z jej.


-Obiecaj mi, że odnajdziesz Janka i go pochowasz – powiedziała słabym głosem. Ledwo ją słyszałam.


-Dobrze, mamo – spoglądnęła na mnie, a jej twarz rozweselił radosny uśmiech.


-Jesteś taka piękna, Hanno. Szkoda, że twoja młodość przypadła na tak tragiczne czasy


– powiedziawszy to zamknęła oczy i umarła.


Dzwon Zygmunta zaczął bić. Rozpoczął się 1946 rok.



II



Tępo wpatrywałam się w główny ołtarz dedykowany Marii, który zdobił wielkie późnogotyckie retabulum wykonane przez Wita Stwosza. Pełnoplastyczne rzeźby głównego korpusu -szafy tworzyły dwie sceny – Zaśnięcie i Wniebowzięcie Panny Marii. Koronacja Najświętszej Maryi Panny w asyście świętych Stanisława i Wojciecha była umieszczona na zwieńczeniu. Na skrzydłach bocznych płaskorzeźbione przedstawienia tworzyły dwa cykle z życia Marii i Jezusa Chrystusa. Charakter wnętrza kościoła był zdominowany przez wyposażenie renesansowe, manierystyczne, a zwłaszcza późnobarokowe.


W Bazylice siedziałam ponad godzinę, modląc się i próbując uporządkować wszystko w głowie. Kiedy słońce zaczynało chylić się ku zachodowi wyszłam z kościoła. Spokojnym krokiem udałam się w kierunku Sukiennic. Wiatr był szorstki i lodowaty. Zapowiadał coraz to chłodniejsze dni.


Od dziecka marzyłam by zostać architektem, wyjechać

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów