Najpiękniejsza dziewczyna świata - czyli wspomnienia żołnierza Wehrmachtu.
opowiadania >



rozumiała, ale się nie bała. Wtedy któryś z nas wpadł na pomysł, żeby dać jej żelazko i żeby się tym maglowaniem tak nie męczyła. Pobiegliśmy do obozu, poszperaliśmy w „wojennych zdobyczach” i przynieśliśmy jej żelazko. Niestety było ono elektryczne, a w wiosce nie było prądu. Co robić? Pobiegliśmy więc jeszcze raz i cichaczem, przez błota i lasek, przywlekliśmy agregat prądotwórczy. Gdy motor zaczął pracować, dziewczyna ze strachu uciekła do domu i tyle ją widzieliśmy. Śliczna była! Takiej już nigdy potem nie spotkałem.


- Niech pan pojedzie teraz do Polski i odszuka tę wioskę. Może ta pani się znajdzie - proponowałem.


Znam wielu Niemców z byłych RFN i NRD i wojna zawsze była dla nich tematem drażliwym. Działacze FDJ udawali, że ich socjalistyczne państwo nie miało z nią nic wspólnego, a winni są tylko ci z RFN. Starsi panowie z tamtej strony Łaby albo unikali tego tematu, albo jakoś dziwnie się okazywało, że w czasie wojny służyli w kuchni lub w orkiestrze. Nikt z nich nie strzelał. Pan Lutz natomiast, był w Polsce, strzelał i wcale się z tym nie krył. Była ta propozycja odwiedzenia podlaskiej wsi trochę prowokacyjna. Wyczuł to nasz gospodarz i odpowiedział:


- Nie odnalazłbym tej wsi, bo mała była i nazwy jej nie znam. Wiem tylko, że to blisko Białej Podlaskiej. Ja mógłbym pojechać teraz wszędzie, tam gdzie byłem w czasie wojny i mógłbym stanąć tam z podniesionym czołem. Ja mam czyste sumienie. Byłem żołnierzem, strzelałem do innych żołnierzy, ale nie zrobiłem nic, czego musiałbym się wstydzić. My wiedzieliśmy o obozach koncentracyjnych i o tym, co robiło gestapo i SS, ale co mogliśmy zrobić? Większość naszych żołnierzy to byli normalni ludzie, którzy chcieli jakoś przeżyć i wrócić do domów. Było i wielu drani, ale ja mam sumienie czyste. Dlatego ja teraz szukam kontaktów z Francuzami czy Polakami. My nie możemy ciągle myśleć o tamtych czasach. My musimy żyć teraz. Teraz Niemcy są bogate i powinny pomagać słabszym. Ludzie powinni mieć zaufanie jedni do drugich. My, dawni wrogowie, powinniśmy teraz ze sobą współpracować i nie chować urazów.


Dopiliśmy kawę i gospodarz odwiózł nas na camping, ale po drodze znowu wrócił do wojny.


- Ja mam teraz wojskową emeryturę, bo ja byłem zawodowym żołnierzem.


Tu coś mi się nie zgadzało! Mówił przecież, że go żandarmeria w Hiszpanii złapała i wcieliła do armii. Pan Lutz zauważył moje zdziwienie i zaraz pospieszył z wyjaśnieniami:


- Pod koniec wojny proponowano nam, żeby zaciągać się zawodowo i dawano nawet spore zaliczki. Pieniądze są młodym zawsze potrzebne, więc się zapisywaliśmy. Co nam zależy? - mówiliśmy. - Wojna i tak się już kończy. Może uda się przeżyć, to grosz się przyda. Gdy powstała RFN, to założyliśmy związek kombatancki i zaczęliśmy dopominać się o renty. Formalności i procesy trwały całe lata, ale w końcu wygraliśmy i wypłacono nam te renty aż od wojny.


Dojechaliśmy do campingu, ale jakoś nikomu nie było śpieszno do rozstania.


- Jak daleko zaszedł pan w Rosji? - zapytałem jeszcze.


- Na siedemdziesiąt kilometrów od Moskwy. Byłem ranny, i to dwa razy.


Pan Lutz znowu wrócił do wojennych wspomnień i ciągnął:


- Drugi raz byłem ranny pod sam koniec wojny i leżałem w szpitalu w Turyngii. Rosjanie zbliżali się od wschodu, a Amerykanie od zachodu. Leżało nas tam kilku kolegów i zastanawialiśmy się, kto będzie szybszy - Rosjanie czy Amerykanie. Doszliśmy do wniosku, że Rosjanie. Baliśmy się ich i postanowiliśmy - na wszelki wypadek - uciec ze szpitala. Byliśmy już prawie zdrowi i skryliśmy się w górskich lasach. Przyszli jednak Amerykanie. Wyszliśmy z tych lasów kilka dni po zakończeniu wojny w mundurach, a oni wzięli nas za dywersantów i bandytów, zamknęli do obozu, osądzili i skazali na śmierć. Obozu pilnowali słabo, więc uciekłem. Nawiałem aż do Francji, a w domu pokazałem się po dwóch latach - jak już się wszystko uspokoiło. Moja żona myślała, że nie żyję, bo dostała wiadomość o wyroku śmierci. A tu ja się pojawiam. Drzwi otworzyła mi malutka dziewczynka i woła do matki:


- Mamo! Jakiś wujek przyszedł, ale to nie jest wujek Hans!


- A ja mam na imię Lutz. Rozumie pan? - pan Reinhard popatrzył mi znacząco w oczy. - Co było robić? Zawróciłem na pięcie i już tam nie wróciłem. Niech sobie żyje dalej z tym „wujkiem”.


Rozumiałem. Takie powroty po latach mogły być zaskoczeniem dla obu stron. Temat się urwał i rozmowa przestała się kleić.


- Ma pan ładne auto. Niech pan nim przyjedzie do Polski - zmieniłem temat rozmowy.


- To nawet nie byłoby takie głupie. Tu można dużo bagażu napakować, a w razie potrzeby to i siedzenia się dadzą rozłożyć - pan Lutz uśmiechnął się filuternie. - Można przecież jakąś autostopowiczkę spotkać, prawda?


Nasz rozmówca znów wszedł na obroty i zaczął opowiadać dowcip:


- Jedzie kierowca ciężarówką pełną klatek z kogutami. Zatrzymuje go autostopowiczka trzymająca klatkę z papugą. Panienka jest ładna, kierowca bierze ją do kabiny, klatkę wrzuca z tyłu na pakę i rusza. Po jakimś czasie zaczyna się do dobierać do dziewczyny. Ona broni się, więc zdenerwowany kierowca zatrzymuje auto i mówi: „Nie chcesz dać, to wynocha!” W tymże momencie wyprzedza go inny pojazd, a tamten kierowca woła: „Ty, tam z tyłu sypią ci się koguty!” Nasz kierowca zagląda na pakę i widzi taki oto obrazek: Papuga trzyma za gardło kolejnego koguta i drze się na cały głos: „Nie chcesz dać, to wynocha!”


Uśmialiśmy się szczerze z dowcipu, bo był dobrze opowiedziany. Niemcy nie mają dobrych dowcipów i jeszcze do tego nie umieją ich opowiadać. Pan Lutz robił to jednak z talentem, filuternie i w dobrym stylu przedwojennego donżuana.


Czas jednak naglił. Zrobiliśmy jeszcze pamiątkowe zdjęcia, wymieniliśmy adresy i pan Lutz odjechał. Kilka miesięcy później, razem z noworocznymi życzeniami, przysłał mi pan Lutz swoje zdjęcie w mundurze na jakiejś potańcówce z czasów wojny. Na odwrocie napisał:


„I tak bywało w czasie wojny w Rosji.


Potańcówka na wiejskim placu.


Lato 1941”

- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Cień jabłoni
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów