Nauczyciel ma zawsze rację! (cz.1/2)
opowiadania >




Skończył się rok szkolny, minęły wakacje. Znowu trzeba było wrócić do szkoły.


Ledwie minęła pierwsza lekcja geografii, a już w kolejnym tygodniu, na następnej godzinie odczuliśmy na własnej skórze, co oznacza stare powiedzenie: „Punkt 1. Szef ma zawsze rację. Punkt 2. Jeżeli szef nie ma racji, patrz punkt 1”. Powiedzenie oparte na wielusetletnim doświadczeniu poprzednich pokoleń, sprawdzalne tak w życiu dorosłym jak i wcześniejszym, dziecięcym. W tym również szkolnym, z tym, że wtedy szefem był nauczyciel.


Geografka na tej pierwszej godzinie zadała nam do domu powtórzenie wiadomości z klasy czwartej. Po tygodniu wywołała do odpowiedzi koleżankę i kolegę. Zadała im pierwsze pytanie, drugie, kolejne. Nic, cisza. Żadnej odpowiedzi ze strony pytanych.


Słuchałem ja, słuchali i inni. Lubiłem geografię, zawsze miałem z tego przedmiotu dobre oceny, ale tym razem nie znałem odpowiedzi. Ki diabeł? Kompletnie nie wiedziałem, o co nauczycielka ich pyta. Spojrzałem na kolegę Jarka, równie dobrego z geografii jak ja. Wzruszył milcząco ramionami. Też nie wiedział. Na innych nie musiałem już patrzeć.


W tym momencie ktoś się wreszcie odezwał:


Pani profesor, ale tego chyba jeszcze nie mieliśmy. Mieliśmy powtórzyć materiał z poprzedniego roku.


Jak to, nie mieliście? Co ty za bajki chłopcze opowiadasz? Zadałam wam do domu pierwszą lekcję z nowego roku. Mieliście przeczytać z podręcznika.


Dopiero teraz mnie olśniło. Szybko otworzyłem nową książkę do geografii, zerknąłem na pierwszy temat. Oczywiście, nauczycielka pyta z nowego materiału! Nie zdążyłem się odezwać, gdyż inni byli szybsi:


Ależ my tego jeszcze nie mieliśmy!


Mieliśmy zadane powtórzenie z poprzedniego roku!


Tego jeszcze nie było!


W kakofonii wzajemnych przekrzykiwań trudno było nawet zrozumieć, co kto próbował udowadniać. Zdenerwowana geografka próbowała uciszyć klasę, ale jej machanie rękami nie skutkowało. To ją tylko rozsierdziło:


Cisza! Cicho! Nie kłamcie. Pamiętam dobrze, co wam zadałam. Na pierwszej lekcji zapowiedziałam, że będę pytała z nowego tematu.


Nie uspokoiła klasy. Jak mogła ją uciszyć, jeżeli mieliśmy w domu tylko powtórzyć?!


Tak nie było!


Mieliśmy zadane z poprzedniego roku!


Pani profesor, naprawdę!


Ach tak? Dalej kłamiecie?! Umówiliście się? Myślicie, że wam się uda? Wakacje się skończyły!


Ależ, pani profesor...


Żadne ale. Wy siadajcie. Dwója i dwója. Do odpowiedzi przyjdą Lipińska i Górecki.


Pani profesor, naprawdę nie mieliśmy nowego zadane. Ja też powtórzyłam z tamtego roku – nasza koleżanka Marysia zdobyła się na odwagę. – Mogę odpowiadać z tego, co pani zadała do domu.


Zadałam nowy temat! Nie umiesz? Dwa. A ty? Przygotowany jesteś? – zwróciła się do kolegi Janusza, który podniósł się już wcześniej, ale dalej stał przy ławce.


Tak jak Marysia, pani profesor. Ze starego materiału, który pani zada...


Zadałam nową lekcję!


Ale...


Żadne ale. Koniec. Siadaj. Dwa!


Geografka wyglądała jak burza gradowa. Zaczęła pytać wszystkich po kolei, ławkami. Po sali roznosiło się tylko – Idzik. Umiesz? Nie? Dwa. Rutkowska? Też nie? Dwa. Czapiewska. Ty też się umówiłaś? No proszę, a taka porządna uczennica. Dwa. Może Baron odpowie? Nie? Dwója.


W kolejności i ja zostałem wywołany do odpowiedzi. Po mojej negatywnej odpowiedzi, geografka aż trzasnęła liniałem o blat biurka – I ty też?! Od kiedy to nie lubisz geografii, co?! A może chociaż Demange się przygotował?


Jarek szybko się podniósł i wydukał:


Pani profesor, nie mieliśmy zadane nowe...


Siadaj! Pała. Czy ktoś się przygotował? Ręka w górę. Nikt? A więc jednak. Zmowa? Pozostali w takim razie także dostają niedostatecznie. Cała klasa! Oduczę was zmowy i kłamstwa! Wszyscy wystąp i pod tablicę. W dwóch rzędach!


Ledwie się ustawiliśmy, usłyszeliśmy komendę – Lewe ręce do przodu!


W dłoni geografki znowu pojawiła się zabójcza broń – pięćdziesięciocentymetrowy drewniany liniał, z twardym plastikiem wzdłuż krawędzi. Lekko struchlałem. Znaliśmy ten „argument siły”, niejeden z nas już wcześniej zapoznał się z nim. Uderzenie jego płaską częścią w dłoń porządnie piekło delikwenta.


Nauczycielka podeszła do pierwszego delikwenta, zamachnęła się i energicznie kantem liniału uderzyła w jego dłoń. Przenikliwe – Auu!!! – zmroziło nas wszystkich. Struchleliśmy. Kantem! Kantem uderzyła, nie na płask!

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Drugastronak Linia koment
Dodany:2015-01-03 20:33:42, Ocena: 5.0
Bogaty język, przyjemnie się czyta.
Hardy Linia koment
Dodany:2015-01-03 23:58:53, Ocena: 5.0
Hardy Linia koment
Dodany:2015-01-04 00:04:52, Ocena: 5.0
To fragment dużo większej, nieukończonej jeszcze całości. Zawsze przyjemniej, kiedy komuś opowiadanie się podoba. Mam nadzieję, że część druga opowiadania też nie przyniesie rozczarowania.
JKZ007 Linia koment
Dodany:2015-01-11 08:32:02, Ocena: 5.0
:)
Hardy Linia koment
Dodany:2015-01-11 23:04:00, Ocena: 5.0
Hardy Linia koment
Dodany:2015-01-11 23:04:45, Ocena: 5.0
JKZ, uśmiech też mi wiele mówi :)
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów