Międzyczas
opowiadania >



Jest to krótkie opowiadanie będące częścią opowieści autorstwa Jana Kuffa zatytułowanej: „Przemierzacz Świata” i jak na razie jedyne opublikowane.


Wstęp



Powoli, niespiesznie, jakby tylko dla rozprostowania nóg przemierzał okolice Jeziora Martwego, którego ciemne wody stały w szyderczym bezruchu. Nieprzenikniona toń niechętnie odbijała promienie i tarczę słoneczną przyjmując je jak niechcianego gościa i puszczając je wyzute i zamglone. Cokolwiek żywego lub pozbawionego sił witalnych prócz tego co wspomniane choćby nachylone tuż nad lustrem wody nie ujrzało by swego ciała ani choćby zarysu kształtu w zepsutym, samolubnym zwierciadle. Tak też ani chmury, tego dnia zakotwiczone i rozproszone na oceanie niebieskim, ani karłowate drzewa o grubej korze, czy inna roślinność gęsto porastająca teren przybrzeżny i rzadziej dalszy, ani zwierzęta – szczególnie ptactwo o ogromnej gatunkowej różnorodności, zamieszkującej ten przeklęty skrawek ziemi – gdyby chciało, nie doznało by czci przejrzenia się w czarnym zbiorniku. Nawet on, druid, wygnany lecz nie pozbawiony atrybutów mocy.



Międzyczas



Na zagadnienie to natknąłem się dawno, w dalekiej przeszłości, gdy jeszcze jako niedorostek, w wieku lat siedemnastu lub osiemnastu – nie później – pobierałem nauki w Dolinie Buków. Byłem jeszcze wtedy taki niedojrzały, bynajmniej nie fizycznie. W tej mierze nie ustępowałem przeciwnikom, a nawet, rzekłbym, wielu przewyższałem. Bywali tacy, którzy z zazdrością spoglądali na me wykształcone i tęgie ciało oraz sposób w jaki zerkały na nie dziewczęta. Wtenczas jednak nie dorastałem mądrością, brak wiedzy podstawowej przytłaczał mnie i zmuszał do wielu godzin dodatkowego wysiłku. To był ciężki okres, pierwsze miesiące, czas wzmożonej, wytężonej pracy i niedoboru snu. Nieraz powieki zamykały się pod znakami. Szczęściem, dzięki statusu rodziny – co równało się z wysokością poniesionych opłat – aklimatyzację miałem już za sobą, gdyż w rok poprzedzający dostałem zgodę na zakwaterowanie, co, rzecz oczywista, uczyniłem niezwłocznie. Tak, ten rok poprzedzający bardzo mi się przysłużył. Zapoznałem się nie tylko z obyczajem panującym w dolinie, dostępnością pewnych miejsc czy osobistości, ale także dało mi się odczuć wszelkie skutki nieposłuszeństwa czy braku podporządkowania regułom, tak, że do dziś dnia - mógłbym przysiąc – wzdrygam się na samą myśl o gnoju, robactwie pełzającym po ciele od świtu a i kij nieraz przypomni się na plecach. Tak, ten rok bardzo mi się przysłużył. Krótko mówiąc zażyłem wtedy tego wszystkiego, czego nie musiałem zażyć później, a przynajmniej nie w takiej ilości.


Wracając do tematu, od którego jak widzę odszedłem niepotrzebnie daleko, miast drążyć meritum uciekłem we wspomnienia i to ogólnikowo, boż gdybym miał opisywać te lata, te siedem niepełnych wiosen, gdym miał niemalże całkowity dostęp do największego skarbca doliny, ba, największego na kontynencie i w całej ziemi Okulina. Tak mi się przynajmniej wtedy wydawało.


Wracając do tematu... do meritum, miast jak wyżej. Zagadnienie to pojawiło się jedynie w pierwszych miesiącach jako sama teoria, krótka wzmianka o hipotetycznym istnieniu, rzecz jasna do zapamiętania na całe życie lecz całkowicie – tak się wtedy wydawało – bezwartościowa. A jednak. Później nikt o tym więcej nie wspomniał. Czy wynikało to z małego zaniedbania, czy było też pominięte naumyślnie – tego nie wiem. Po tym jednak co udało mi się odkryć, ja, tak wielce nieposłuszny, że pozwoliłem sobie nauczać wybranych, a nie wskazanych mi uczniów i nie pobierać za to opłaty, i czego - choć poniosłem surową karę – nie zaprzestałem do dziś dnia. Ja stawiający siłę myśli nad mocą pieniądza i z umysłem otwartym na naukę, którą winno się rozpowszechniać i rozprzestrzeniać wszędzie na tym i każdym innym skrawku zieleni, na której żyje i pracuje człowiek. Uważam, z ciężkim sercem i bólem, że to wiedza nie dla każdego. To chyba moja pokuta.


Na podstawie badań wnioskuję, iż treści o takim charakterze wychodzą dalece poza ramy nie tylko podstawowego nauczania ale i poza, narzucony odgórnie, obszar podejmowany przez jednostki kontynuujące kształcenie dalsze, do których swego czasu i moja skromna osoba została zaakceptowana. Innymi słowy wiadomości, które - po głębokim namyśle – zamieszczę poniżej, mogą stanowić jedno z wielu sekretów nieprzystępnej i niechętnej gościom dolinie. Dodam, iż to co będzie napisane w połączeniu z faktem ogólnej niedostępności tego co nastąpi - czyli tego samego - wcale mnie nie rusza, aczkolwiek skłamałbym, gdybym nie przyznał, iż jest mi to bardzo niemiłe.


W Ciebie jednak, który otrzymasz ten list, głęboko wierzę i wiem, że nie wykorzystasz tej wiedzy sposobem nieprzystającym do opinii, o którą tak długo swymi poczynaniami zabiegałeś, a także wagi tej wiadomości.


Pragnę także przypomnieć, że mimo, iż zostaliśmy siłą czy słowem zmuszeni do opuszczenia świętej ziemi pod złotą piramidą zbudowaną własnymi rękami kal Moora, że odebrano nam dostęp do tego co dla ludzi naszego pokroju jest największym bogactwem, że nasze imiona wpisano na listy zdrajców, spiskowców, i że od niejednego z nas dolina żąda nie tylko uległości, zaprzestania działań, usunięcia się w cień lecz nawet krwi, to nie możemy działać niezgodnie z pierwszymi przysięgami, które składaliśmy, a które są jedynym i najważniejszym dobrem jakim obdarzyła nas własna mądrość i inteligencja, i wiedza, której niestety Biblioteka wciąż skąpi nawet największym swoim dzieciom takim jak właśnie kal Moor – jak wiemy zmuszony siłą sięgnąć po jej najcenniejsze zasoby. Nam jednak, choćbyśmy osiągnęli niedościgniętą wielkość i moc, a nawet nieśmiertelność jak skamieniali, – pamiętajmy – nie można gwałtem i mordem brać władzy w dolinie, która, nawet w niewielkim stopniu, obdarzyła nas możliwościami jakich nigdy nie osiągneliśmyby gdyby nie jej chwilowa opieka.


Przedkładam na Twoje ręce to co najczarniejsze, najobrzydliwsze i to co może zniszczyć układ sił nie tylko tutaj ale także i tam – wśród bogów. Oto już nie tylko teoria, błaha wzmianka zapomniana przez wszystkich i głęboko zakopana, by nikt nie odważył się po nią sięgnąć. Robię to z ciężkim sercem i, jak już wspomniałem, z wielką w Ciebie wiarą. Pragnę także zaznaczyć, że jest to mój ostatni list ponieważ mój wiek i choroba nie pozwalają mi na dalsze nauczanie, prace badawcze, wykopaliska itp. Przez ostatnie lata uzależniłem się także od wzmacniających mikstur i trunków, a także różnego rodzaju maści i upuszczania krwi, które jak wiadomo powszechnie usprawnia jej

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów