Zwyczajnie - miłość (XV) Dopasowanie
opowiadania >



Czasami ludzie oszukują samych siebie wmawiając sobie, że są samowystarczalni i nikogo im do szczęścia nie potrzeba. Dziwne takie przekonanie, że zapotrzebowanie na miłość i wsparcie jest oznaką słabości, a słabość jest czymś diametralnie gorszym od siły. Tak naprawdę jednak nie urodziliśmy się do życia w odosobnieniu. Nie wyrastamy jako drzewo na stepie, ale rodzimy się w rodzinie. Bez niej nie przetrwalibyśmy nawet jednego dnia. Jesteśmy istotami społecznymi, a potrzeba bycia częścią wspólnoty, bycia akceptowanym i kochanym dotyczy każdego z nas. Nikt nie jest silny sam z siebie, a prawdziwa siła rodzi się dopiero w związku z grupą w której poczujemy się pożądanym i niezbędnym wręcz elementem. Rodzina jest taką grupą, która odpowiada naszym potrzebom emocjonalnym. Punktem wyjścia zaś do założenia własnej rodziny jest znalezienie partnera, przy którym poczujemy, że pasujemy, a on poczuje tak samo. Co to znaczy, że pasujemy? To nie to, że on, czy ona jest naszym ideałem, zadziwia, zdumiewa, fascynuje, budzi zachwyt. Chodzi o to, że my przy nim, czy przy niej czujemy, że jesteśmy i możemy być w pełni sobą. Nie musimy udawać, silić się na pozy, grać wyuczonych przez kulturę ról. Nie musimy, bo on, czy ona przyjmuje nas razem z wadami i potrafi te wady tak przyjąć, żebyśmy nie czuli się odepchnięci, czy gorsi. Co więcej daje poczucie, że możemy się rozwijać i stawać się bardziej sobą, być lepsi. Przy tym nie jesteśmy tylko zaakceptowani, ale też świadomi jego wad, słabości i są one dla nas zrozumiałe, w jakieś sposób bliskie. Mamy w sobie przekonanie, że potrafimy i chcemy wzajemnie się wspierać w radzeniu sobie ze słabościami, problemami i razem będzie łatwiej. To także porozumienie umysłów, dusz w jakichś dążeniach, postawieniu priorytetów, organizacji życia. Jednocześnie poczucie, że jesteśmy tutaj, w tym układzie tak samo potrzebni i pożądani jak potrzebujemy i pożądamy tego drugiego człowieka. Dopasowanie dwóch puzzli tak skomplikowanych strukturalnie jak tylko może być skomplikowany człowiek?. Nie ma takiej możliwości, aby wszystko zazębiło się idealnie, ale jest taka siła, która potrafi nierówności i niedokładności doszlifować, dopasować i zgrać. Wiecie o czym mówię. Nie będę nazywać po imieniu. Tak czy inaczej zanim wyrównamy i dopasujemy swoje niedopasowanie często pojawiają się zgrzyty i tarcia. Efekt tego szlifowania w części zależy od materiału początkowego, w części od naszej determinacji. Tyle wstępu. Wracamy do naszych młodych i badających jeszcze wzajemnie swe struktury małżonków.


Noc w czułych objęciach, namiętny poranek. Magda szykując się do amfiteatru na próbę z trudem próbowała pozbierać do kupy rozpierzchniętą rzeczywistość. Rozkołysane porannymi pieszczotami neurony jeszcze nie całkiem wróciły na swoje miejsce, skrawki skóry na ciele i w ciele pulsowały jeszcze dogłębnym zbliżeniem ciał, a tu trzeba było się szybko zorganizować. Jak na złość otoczenie wcale nie chciało pomóc. Po pierwsze rozgardiasz – bałagan wszędzie. Pominiemy wygniecioną pościel na wersalce, bo ona stanowiła najmniejszy problem. Wystarczyło zwinąć, schować, złożyć łóżko – załatwione. Wygodny mebel, który nie wiadomo dlaczego tak stracił na popularności. Nie rozpakowane pudła z książkami i płytami tarasowały drogę do szafy, biurko zastawione było komputerem i sprzętami grającymi, z pudła pod biurkiem niesfornie wyłaziły papiery z nutami sypiąc się na podłogę. Skrzypce zajmowały krzesło, a z parapetu straszyły widokiem brudne szklanki po soku i pozostałości po zjedzonych owocach – skórka z banana, ogryzek z jabłka, ogonki od truskawek. W kuchni nie było lepiej. Odstawione do zlewu naczynia czekały na umycie, podłoga była widocznie zachlapana jakimś wczorajszym tłuszczem, kosze przepełnione, a po ścianie w najlepsze, zupełnie spokojnie i bezstresowo spacerował sobie pająk. Na dobre mu to wyluzowanie z resztą nie wyszło. Magda go zauważyła i nie zawahała się użyć śmiercionośnej broni w postaci zmywaka kuchennego. W łazience przy całej jej ciasnocie i obskurności – sedes umywalka i kabina prysznicowa ściśnięte na małej przestrzeni, rury biegnące dookoła na zewnątrz pomalowane dość niestarannie, płytki z poprzedniej chyba epoki – beżowe, nie koniecznie równo położone. Tu pęknięta, tu nadsztukowana, rzeczy jej i Dawida rzucone byle jak na pralkę i ich bielizna przepłukana wieczorem susząca się na rurce od grzejnika – obok siebie. Magda zaczęła sprzątać potykając się o różne rzeczy, gdy Dawid pobiegł do sklepu po coś na śniadanie. Poza bałaganem niemniejszym dyskomfortem był brak podstawowych rzeczy takich jak odkurzacz, płyny do mycia powierzchni, żelazko i deska do prasowania. Magda miała być w amfiteatrze o dziesiątej. Zerkała na zegarek. Czas naglił, a tu nie mogła zostawić takiego stanu rzeczy. Zaczęła w pośpiechu sprzątać – o tyle, na ile było to możliwe, a następnie szukać sensownych ubrań na wyjście. Nie miała pojęcia w co się ubrać. Kiedy cokolwiek wyciągnęła stwierdzała, że bez prasowania założyć tego na siebie nie można, a Dawida wciąż nie było. Po powrocie z resztą wcale jej nie pomógł, bo żelazka nie posiadał. Pocałował ją za to i zabrał się za nastawianie wody i jajek. Spojrzała na siebie w lusterku – pąsy na twarzy, rozmyte spojrzenie. Jeszcze tak w życiu nie wyglądała. Żaden makijaż, ani fryzura nie były w stanie tego ukryć. Po pośpiesznych czynnościach porządkowych i toalecie włożyła dżinsowe rybaczki i koszulkę na ramiączkach. Rozprostowały się jakoś na ciele. Dawid zawiózł ją do amfiteatru, a sam pojechał oddać samochód teściom. Liczył na to, że ich zastanie. Chciał zacieśnić nieco więzi rodzinne i wykorzystać odrobinę co poniektórych. Chodziło mu przede wszystkim o Michała. Przed teściami nie chciał wyjść na niedorajdę i przyznawać się, że potrzebuje pomocy, a potrzebował szybko. Pieniądze w zastraszającym tempie się kończyły, a on był w obcym kraju, nie znał języka i nikogo kto mógłby mu pomóc. W dodatku teraz miał Magdę i dzieci w drodze na utrzymaniu. Jego męska duma wręcz domagała się, aby stanął na wysokości zadania i sam bez proszenia o pomoc ogarnął sytuację, ale okoliczności były dramatycznie niesprzyjające.
Teściów nie zastał, ale Michał, jakby byli umówieni otworzył mu drzwi. Wybierał się gdzieś, ale jeszcze nie zdążył wyjść. Nie był zbyt przyjazny – raczej oschły i zachowywał dystans. Wciąż nie zaakceptował wyboru siostry i nie przebolał odrzucenia przez nią Piotra, a tolerował nowego członka rodziny na siłę i z braku innej możliwości. Widać to było

- [1] [2] [3] [4] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Whistler61 Linia koment
Dodany:2016-06-16 23:51:41, Ocena: Brak oceny
Dobrze napisane.... i rzeczywiście obecnie "niezależność" i "samowystarczalność" jest w modzie. Niestety. Może dlatego sprzedaje się teraz więcej poduszek, do... płakania w samotne noce w pustym pokoju. GZ
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów