Ona i on
opowiadania >



Ona: Ładna, zgrabna, brunetka. Około 1,70 m wzrostu, długie, proste włosy, delikatnie opadające na ramiona. Wykształcona, władająca biegle dwoma językami, ma świetną pracę, taką o jakiej każdy młody człowiek będący kilka lat po studiach marzy. Ma też duże, dwupokojowe, nowocześnie urządzone mieszkanie w Śródmieściu, w nowo wybudowanym budynku. W zasadzie to apartament, ale jej ojciec - właściciel kilkudziesięciu hektarów jabłoniowych sadów wyśmiewa te nowomodne określenia. Ojciec wyłożył 3/4 wartości mieszkania. No i pokrył całkowicie koszty wykończenia. Ona jest jedynaczką, oczkiem w głowie tatusia. Jej matka zmarła przy porodzie i ojciec od tamtej pory kocha ją podwójnie. Nie zmieniła tego nawet macocha, która pojawiła się w jej życiu, kiedy miała 3 lata. Macocha kocha ją jak własną córkę, w końcu żadnych innych dzieci nie ma. Ona pozostała jedynym dzieckiem, które skupiło na sobie uczucia wszystkich. Kontynuując - ona w ramach uczenia się samodzielności ma do spłaty 1/4 wartości apartamentu. Żeby szanowała pieniądze. Bo choć tych nigdy w rodzinie nie brakowało - ojciec od najmłodszych lat uczył ją szacunku do nich. Ich zagraniczne, drogie wycieczki przeplatane były pracą w gospodarstwie razem z najemnymi pracownikami. Żeby ona znała wartość pracy i szanowała ludzi. Ona skończyła SGH, propozycję pracy dostała jeszcze na studiach. Tak zostało. Dziś ma 30 lat i jedyne, czego jej brakuje do szczęścia to rodzina. Ojciec bardzo pragnie, żeby ona przyjeżdżała do niego z wnukami, ale nie wywiera presji i o nic nie pyta. Nade wszystko pragnie, żeby była szczęśliwa.


On: Wysoki, dość przystojny, nie jakiś typ Brada Pitta, ale może się podobać. 33 lata. Twarz typowa, słowiańska, ciemny blondyn, dobrze zbudowany, trzy razy w tygodniu chodzi na basen, dwa razy na siłownię. Zgrabne ciało mające 1,87m wzrostu jest wypadkową genów i systematycznej pracy. Jest informatykiem, nie programistą, ale na brak pracy nie narzeka. Zajmuje się bazami danych. Jak nie będzie miał pracy - wyjedzie za granicę. Na razie jest w Polsce, bo matka i ojciec zawsze chcieli, żeby on i jego siostra byli blisko. A są bardzo dobrymi rodzicami, akceptującymi, wspierającymi, zawsze wierzącymi w dzieci. Może w swoim życiu nie dorobili się wielkich pieniędzy, ale zawsze mieli czas dla rodziny. W tym roku obchodzili 37-lecie związku małżeńskiego. Kto obchodzi takie nieokrągłe rocznice? Chyba tylko jego rodzice. Ekspresowy związek z dawnych czasów. Matka zaszła w ciążę po 3 miesiącach znajomości. I są wciąż ze sobą. Zapatrzeni w siebie niczym para nastolatków. On mieszka sam, wynajmuje trzypokojowe mieszkanie w Centrum. W zasadzie to o jeden pokój za dużo dla niego, ale jeden pokój jest kumpla - stanowi dla niego metę. Dorzuca się do najmu i nocuje tu średnio dwa - trzy razy w tygodniu. Bo kumpel mieszka pod Warszawą i ma niewyobrażalnie zazdrosną żonę. On nie wnika, co się dzieje w pokoju za ścianą, ale stojące w przedpokoju szpilki sugerują, że kumpel kolejny raz nie przyszedł do swojego pokoju sam.


On ma siostrę, 3 lata starszą. Zawsze byli świetnie rozumiejącym się rodzeństwem. Dziś jest trochę inaczej. Jego siostra ma rodzinę, klasyczną jak z bajki. Mąż zapatrzony w siostrę, syn 4 lata, córka 3. Jedno i drugie dziecko było efektem prawa niespodzianki, jedno i drugie przywiezione z wakacji. Z polskiej plaży, gdzie poznali się na obozie prawie 8 lat temu. Dlatego on teraz rzadziej spotyka się z siostrą. Kiedyś prawie zawsze widzieli się w niedzielę. Dziś ten widok sielankowej rodzinki mieszkającej w szeregowcu drażni go. Uświadamia sobie, że jakiś ważny fragment jego życia jest pusty. Niczym butelka whisky, kiedy po kończącym się weekendzie idzie spać.


Ona: Pracuje na dziesiątym piętrze wieżowca, zawsze wita się z ochroniarzami na dole. Nawet kilka razy usłyszała, że dzięki niej - im - ochroniarzom - pracuje się lepiej. Bo białe kołnierzyki nie szanują ludzi na tak niskich stanowiskach. Dla tych, którzy są wysoko na drabinie społecznej hierarchii oni są tylko od pilnowania budynku i zgłaszania zagubienia karty z chipem. Ale ona szanuje ludzi, od lat wychowywana przez ojca w szacunku do człowieka. Ona - podobno jako jedyna - przynosi im małe świąteczne koszyki na Święta. I zawsze wita ich z uśmiechem na twarzy. Bo ojciec mówi, że trzeba szanować ludzi, i że na stanowisku się bywa, pieniądze się miewa, a człowiekiem się jest.


On: Pracuje na piątym piętrze tego samego budynku. Ale dla niego nie ma to znaczenia. Równie dobrze mógłby pracować w podziemiach. Nie jest typowym introwertycznym informatykiem, wprost przeciwnie - towarzyski, lubiany, nie stroniący od spotkań i znajomych. Ale na wpadające do budynku słońce patrzy tylko w kategoriach ustawienia monitora. Albo obraz będzie lepiej widoczny albo rozjaśniony i wtedy trzeba uważniej pracować. Przenoszenie niezliczonej ilości danych wymaga skupienia i uwagi. Zwłaszcza, jeśli ktoś z jego zespołu popełni błąd i on musi go odnaleźć.


Ona i on chodzą do tych samych klubów.


Ona najczęściej z dwoma koleżankami. Jedną, która pomieszkuje u niej między zamieszkiwaniem z kolejnymi facetami i drugą, która mieszka z Joshem od 5 lat. Josh jest Brytyjczykiem, zapewnia jej koleżance dostanie życie, ale nie ma ochoty się wiązać na stałe. Ona ma nadzieję kogoś poznać, ale to wcale nie jest łatwe. Nie szuka sponsora, przygodnego seksu, ani faceta, którego musiałaby nieść przez życie. Chciałaby, żeby chciał mieć dzieci, bo ona chce mieć normalną rodzinę. Nie musi być bogaty, bo ona ma pieniądze i zawsze może liczyć na ojca, ale ważne jest dla niej, żeby był mądry i inteligentny, i żeby szanował ludzi. Tak, ona myśli, że mógłby być jak jej ojciec. Ale z biegiem lat nadzieje na spotkanie mężczyzny będącego odzwierciedleniem ojca słabną. Ona dużo czyta, lubi książki. Nabiera coraz więcej przekonania, że ten galopujący nowoczesny świat swoim wielkim pędem niezauważalnie zniszczył społeczne role i wartość rodziny. A ona chce taką rodzinę do końca życia, póki śmierć ich nie rozdzieli.


On ma stałą grupę kolegów, jeszcze od studiów. Kilku się wykruszyło, bo założyli rodziny. Kilku choć je ma - to niczym psy spuszczone ze smyczy zachowują się w klubie jak wygłodniałe zwierzęta. On patrzy na to wszystko czasem będąc aktorem grającym na scenie główną rolę, czasem niczym widz siedzący na widowni podziwia teatr odgrywany przez kolegów. Od czasu do czasu udaje mu się kogoś tu poznać, ale coraz częściej ma wrażenie,

- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów