|
|
PrzysługaKiedy Hank otworzył oczy w pustej przestrzeni jego czaszki rozprzestrzenił się niewyobrażalny ból. Przez chwilę myślał, że po jego głowie przebiega stado dzikich antylop zmierzających do ostatniego wodopoju. Były spragnione. Tak samo jak on wczorajszej nocy. Był sobotni poranek, a on nie nadawał się do wykonania najprostszej fizjologicznej czynności. Ból nie ustępował, a Hankowi wydawało się, że z każdą chwilą narasta. Postanowił jednak to zignorować i zając się retrospekcją wczorajszej popijawy. Nie było w tym żadnego lęku ani strachu. Świadomość przestała obawiać się już ewentualnych skutków czy wstydu wywoływanych przez uwarunkowaną ludzką moralność. Liczył się sam fakt posiadania jakichkolwiek wspomnień. Namiastki nocy, upodlenia umysłu. Hank nie wiedział dlaczego te sprawy są teraz ważne, ale w głębi duszy sprawiało mu to przyjemności. Było pewnym ekstremalnym kopem adrenaliny, na który mógł sobie pozwolić. Rozwiedziony samotnik, nieudacznik, skryty zboczeniec, lekkoduch, przeciętny pisarz. Wszystkie swoje wady nadrabiał wyglądem i cechą charakteru, której wielu ludzi nie posiada i nie doświadcza przez całe swoje życie. Był inteligentnym chamem, niepoprawnie podobającym się kobietom, z zawsze przygotowaną ripostą. Stylem swojego życia hedonisty, a zarazem osoby ogarniającej najdrobniejsze aspekty egzystencji przyprawiał resztę społeczeństwa o niezrozumienie, rozdarcie, wykpiwanie. Hank nienawidził idiotyzmu, który uważał za nawyk tego świata. Tłumaczył sobie, że to dlatego tyle pije. Nie może znieść świata dookoła, nie chce do niego należeć, pragnie aby jak najszybciej zniknął. Kiedy jednak nie ogarniał go taki dekadentyzm twierdził, że po prostu to lubi. - Uwielbiam się najebać . Porządne upicie się znaczy dla mnie więcej niż wszystkie gejowskie poematy świata dla tych uniwersyteckich pachołków – odpowiadał Hank, kiedy ktoś starał się go sprowadzić na drogę pokory i moralności tego doskonałego świata. Wspomnienia powoli wracały. Pamiętał dobrze jak zaczął. Umiał się dobrze bawić we własnym towarzystwie, dlatego często zaczynał pijackie noce samotnie z butelką półwytrawnego wina, ginu lub wódki, przy akompaniamencie muzyki, którą większość istot myślących uznałaby za kakofonie. Co do doboru alkoholu nie miał z tym problemu. Musiał go mieć, po prostu. Wczorajszy wieczór rozpoczął właśnie tu, w swoim mieszkaniu na czwartym piętrze. Hank mieszkał na jednym z tych wielkich osiedli z mnóstwem bloków mieszkalnych z grubej płyty. Nie miał tu przyjaciół, nie miał nikogo. Jedyne rzeczy, które posiadał były to prezenty ślubne, albo tandety zakupione za skromne, literackie wynagrodzenia. Szarość, nicość, wszechobecny utratyzm tego osiedla pchały Hanka w stronę szkła napełnionego krystaliczną cieczą na każdej chwili, każdym stuknięciu zegara, podczas każdego krzyku przerażenia dobiegającego zza okna. Także i ten zwykły piątek nie okazał się dla niego przepustką do szczęścia. W jednej chwili w głowie Hanka urodził się przejrzysty obraz. Ból w głowie powoli ustępował, lecz suszące gardło pragnienie stawało się coraz bardziej uciążliwe i przygnębiające. W połączeniu z odorem przetrawionego alkoholu, potu i nie umytych zębów powodowało, że każda myśl zamieniała się w niepojęty plan, a wspomnienie w drastyczne przeżycie. Przypomniał sobie jak wypił ostatni łyk z półlitrowej butelki wódki, a gorycz smaku zapił starym rosyjskim szampanem jaki zmuszają się pić najubożsi podczas swoich świąt. W tle dobiegała piosenka ‘Voodoo Child’ Jimiego Hendrixa, a dźwięk gitary przeszywał w tej chwili każdą zdrową komórkę nerwową w mózgu Hanka. Postanowił, że dzisiejszą noc spędzi z dala od przytłaczającego miejsca w którym mieszkał. Tej mysiej nory, pełnej brudu i zgnilizny, ludzkich smutków i przeżyć, które w przeciągu kilku lat zlały się w jedność. Okropną hybrydę rozkładającego się wszechświata. Celem pijackiej podróży dla Hanka stał się bar ‘Szklaną w ryj’ znajdujący się w centrum miasta. Hank wiedział, że lokal ten śmierdzi seksem, brudnymi kobietami i najróżniejszym ścierwem zbierającym się z całego miasta. Pomimo tej wiedzy nie zamierzał rezygnować, chciał się zniszczyć, sięgnąć dna tej nocy. Wstał i podszedł do umywalki nalewając wodę w brudną szklankę. Popatrzył na swoją twarz po czym powiedział z największą zniewagą jaką może z siebie wykrztusić człowiek:
- Naprawdę cieszę się, że widzę Ciebie znów. Ten świat jest jakiś pojebany dziś, nie sądzisz?
Często parafrazował różnych poetów, a ten zwrot zapadł w jego pamięć i wyrył się w niej na zawsze. Pierwszy łyk w jego gardle był jak ukojenie. Niczym lekarstwo na najgorsze zło, najgorszy weneryk tego świata. Hank mógł dalej myśleć, mógł dalej wspominać i przeżywać swoją umysłową agonie. Poległ spowrotem w brudnej pościeli. Zamknął oczy. Przez chwilę w jego myśli krążyły i przeplatały się między sobą. Powrócił do momentu wyjścia z mieszkania. Dalej była pustka. Następnym obrazem jaki zobaczył był zatłoczony bar. Widział go z perspektywy siedzącej przy nim osoby popijającej gin z tonikiem. Hank przypomniał sobie, że rozmawiał z kobietą ubraną w krótką czerwoną sukienkę. Sukienka była przyniszczona i poplamiona. Posiadała jednak jeszcze swoją dawną nietuzinkowość i odmienność przyciągającą mężczyzn. Kobieta w nią ubrana miała na oko około trzydziestu lat, była przy tuszy. Jej fałdy tłuszczu wyraźnie zwijały się na sukience. Miała obwisłe ramiona, jednak niespotykanie jędrne piersi jak na swoją wagę. Na nogach dało się zauważyć początki żylaków. Twarz i dłonie były zadbane i delikatne, całkowicie nie pasujące do reszty. Hank otworzył oczy z przerażenia, po czy zaraz je zamknął. Przypomniał sobie o czym rozmawiał z najprawdopodobniej małomiasteczkową dziwką. To go przerosło.
- Jak masz na imię przystojniaku? – zapytała. - Hank. Co słychać? - Mam na imię Clair. Jestem ciekawa czy nie miałbyś ochoty skosztować dziś tych |
Obecna ocena:
Ostatni komentarz:4.2 imunimum : Jest okej, ale widzę, że można wykrzesać więcej:) Pozdrawiam! Ocenił/a na: 3 POLECAMY |
|
Linki reklamowe: prawnik kraków apteka internetowa restauracja Kraków podręczniki szkolne biuro nieruchomości Kraków Tanie ciuchy Pozycjonowanie stron Kraków | osób online: |
| Regulamin |Redakcja/Kontakt | www.granice.pl 1999-2011 Właściciel: W&W |