Psychodeloman
opowiadania >



rodzinne strony?


- Ciszej. To tamten dziadek w kącie. Nie odwracaj się! Maksym Hawryluk. Pewnego razu... Ej!


- Dopisz mi to do rachunku - wziąłem bimbrobutelke i ruszyłem w stronę stolika, przy którym siedział Ukrainiec.


- Pewnego razu wdał się w rozmowę z pewnym turystą i tego turysty już więcej nikt nie widział... - dokończył barman, lecz Psychodeloman już tego nie usłyszał.


- Dobryj ranok - rzekłem siadając i stawiając butelkę na stole. Ukrainiec spojrzał na mnie spode łba.


- To że nie jesteś z Warszawy i nie wyrzygujesz wnętrzności po mojej horyłce, to nie znaczy że będę z Tobą rozmawiał.


- A co mam zrobić żebyś ze mną porozmawiał?


- A czemu w ogóle miałbym z tobą rozmawiać?


- Okej, nie musimy rozmawiać. Ale napić się ze mną napijesz?


- Nie odmówię.


Nie od dziś wiadomo, że alkohol czyni cuda, łączy ludzi i narody, takoż po pół godzinie Psychodeloman i Tubylec-Tubylec byli już w bardzo dobrej komitywie. W czarną dupę poszła krwawa historią dwóch bratnich narodów. Tak samo jak wszystkie stereotypy, uprzedzenia i gorzkie żale. Doktor nauk dziennikarskich z zainteresowaniem słuchał od świadka i osoby represjonowanej, o akcji „Wisła”. Bezmyślnej, bezsensownej, zbrodniczej akcji z poprzedniego ustroju, której inicjatorzy oczywiście nie zostali podniesieni do odpowiedzialności. Myślałem, by w przyszłości napisać o tym artykuł, gdy moja głowa zakończyła rozmowę głośnym BĘC, uderzając o stół.


Wraz z powracającą świadomością, ból się natężał. Potem poczułem w ustach coś jakby dywan lub ręcznik. Chciałem go wypluć, lecz tą szorstką wysuszoną na wiór rzeczą, był mój język. Próbowałem otworzyć oko, lecz ważyło ono tyle, co Amerykanin ze zwisającym brzuchem, wystającym spod koszulki ubrudzonej keczupem i musztardą.


Zanim udało mi się otworzyć jedno oko, wrócił mi zmysł węchu. Pachniało gorzałą i starym człowiekiem. Nienawidzę tego zapachu. Mam oczywiście na myśli zapach starych ludzi. Zapach trupa. Okropne jest, takie gnicie ciała jeszcze za życia.


Psychodeloman leżał w czyimś pokoju, na łóżku, przykryty starym kocem. Nie wiedział gdzie jest, tak samo jak nie wiedział skąd się tu wziął. W pokoju też nie było żadnych zdjęć czy innych rzeczy, które mogłyby coś powiedzieć o właścicielu domu. Ogółem dom nie był zbyt umeblowany.


Jezus z prawosławnej ikony, patrzył strapionym wzrokiem na podnoszącego się Psychodelomana, a ten odwzajemnił umęczone spojrzenie, gdy ich oczy się spotkały. Jezus Frasobliwy. Chwiejnym krokiem, opierając się o ściany, Grafoman wyszedł na zewnątrz.


- O KURWA GÓRY!


Teraz kilka szarych komórek, które przetrwały alkoholocaust, wysłały mu strzępki informacji i obrazów z wczorajszej podróży w Bieszczady, oraz o popijawie w karczmie z nowo poznanym towarzyszem.


Samochód stał tam gdzie go zostawił. Pociągnął z butelki łyk absyntu, by wrócić do świata żywych. Przejechał kawałek, by potem skręcić za tabliczką z napisem "Wynajem domków".


- Jest czwarta trzydzieści. RANO. Pan od domków na pewno jeszcze śpi - powiedziała elektroniczna maszyna do liczenia czasu, gdy Grafoman zatrzymał się na parkingu.


-Och.


Nie wychodząc z samochodu przygotował w kieliszku do wina absynt, sposobem z wodą, cukrem i cytryną, po czym wyjął laptopa.


- Prace czas zacząć.


Chwila zwiechy, po której palce zaczęły swój taniec po klawiaturze. Dzikie ruchy zostawiały po sobie ślady z liter, wyrazów i zdań. Pojedyncze ruchy zamieniały się w cały układ. Popisowy numer przerwał stukot w szybę.


- W czym kurwa mogę służyć? - zaczął gniewnie, lecz gdy ujrzał urodziwą dziewuchę, rozpromienił.


- Poczęstujesz fajką?


- Jasne, trzymaj - sięgnął po paczkę i podał jej, nie tracąc kontaktu wzrokowego.


- Co tam czmonisz? - młodziutka brunetka zerknęła w ekran laptopa.


- Literki czmonie - odparł i szybko zamknął laptopa.


- Nie wyglądasz raczej na biznesmena, czy pracoholika co zabiera swoją pracę, ze sobą na wakacje. - Oparła się o samochód.


- A na kogo wyglądam?


- Na dziwaka, który podróżuje śmiesznym starym samochodem, w poszukiwaniu UFO lub innych zjawisk paranormalnych. W tej walizce pewnie masz jakiś sprzęt rodem ze Star Treka czy jakiś inny miecz świetlny.


- Mylisz się. Sam jestem kosmitą, a przyjechałem tu, by odpocząć od innych kosmitów, podłej rasy która rozprzestrzenia się jak zaraza.


- Witaj więc w bezpiecznej przystani - zasalutowała. - Zameldował się już pan, panie Skywalker?


Zegar wskazywał godzinę dziewiątą.


Pierwsze co zrobiłem po wynajęciu kwatery, to zamknąłem telewizor w szafie. Drugą zaś była kąpiel. Uwielbiam szum wlewającej się wody. Działa na mnie tak uspokajająco, niemal wprowadzając w trans. Zawsze mam kaca moralnego po kąpieli. Na ziemi zabraknie kiedyś wody, a ja tak uwielbiam dźwięk nalewającej się wody, że gdy wanna jest pełna, spuszczam część wody i wlewam od nowa... I tak parę razy. A potem moje prawnuki będą zdychać z pragnienia. Wstydź się Grafomanie, wstydź się.


Czasem żeby zabić wyrzuty sumienia, żyję nadzieją, że zanim skończy się woda na Ziemi, ludzie zdążą się już powyzabijać nawzajem, za pomocą atomowych zabawek, bądź Ziemia sama się oczyści z bakterii jakimi są ludzie.


Nie zawsze byliśmy rakiem dla naszej planety. Ale jak wszystkie gatunki z czasem ewoluują, tak wraz z czasem, głupota ludzka rozszerzała się, tak jak wszechświat się stale rozszerza. Jesteśmy też jedynym gatunkiem, który sra w miejscu w którym żyje, je, pracuje, śpi. Dokładnie jakby ktoś postawił na środku pokoju potężnego klocka, a potem powiedział do swojego dziecka " teraz to jest twój pokój". Dzieci zaś będą powtarzać czyny swoich rodziców.


Postęp to iście egoistyczna rzecz. Polega na ułatwianiu życia swojemu gatunkowi, kosztem innych gatunków, zarówno zwierząt jak i roślin. Planecie, którą kiedyś nazywaliśmy domem, wypowiedzieliśmy wojnę. Wojnę o krzesło z wykarczowanej puszczy i o zupę z płetwy rekina. W tej wojnie straty są po obu stronach. My zatrujemy ocean ropą naftową, Ziemia ześle huragan, my wytniemy kawałek puszczy amazońskiej o powierzchni równej powierzchni Anglii, a ona zrobi nam trzęsienie ziemi.


Wypuściłem całkowicie wodę i włączyłem prysznic, by umyć głowę i spłukać z siebie pianę. Lecąca woda ani trochę nie zagłuszała All along the watch tower Hendrixa. I po raz kolejny, w trakcie

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów