Różyczka
opowiadania >



Przez otwarte okno wpadło znienacka rozdzierające miauczenie. Dziewczynka obudziła się. Powoli otworzyła oczy. Zamknęła je znowu, przewróciła się na bok, jednak głośny, rozpaczliwy pisk nie pozwolił jej zasnąć ponownie. Usiadła na łóżku, nasłuchiwała.


Wstała i podeszła do okna. Wzdrygnęła się, podłoga była zimna. Świerszcze cykały monotonnie, szeleściły liście. Miękkie światło księżyca rozjaśniało noc. W ogrodzie, gdzieś pomiędzy różami a drzewem jabłoni, bezbronne, przerażone stworzenie wzywało pomocy. Dziewczynka postanowiła je odnaleźć.


Drzwi zaskrzypiały lekko, gdy je otworzyła. Stała przez chwilę na korytarzu, nasłuchując, czy babcia się nie obudziła, jednak w całym domu panowała niczym nie zmącona cisza. Ruszyła. Powoli schodziła po schodach. Klap, klap. Najpierw lewa noga, potem prawa. Jej mała rączka ślizgała się po gładkiej poręczy.


Wślizgnęła się do przedpokoju i z szuflady szafki wyciągnęła klucze. Ostrożnie, wstrzymując oddech, włożyła klucz do zamka i przekręciła dwa razy. Po chwili była już na zewnątrz. Lekki wiaterek zatrzepotał jej białą koszulą nocną. Kociak zamiauczał cichutko i zamilkł. Minęły cztery sekundy, pięć, czterdzieści sekund, minuta. Kociątko znowu zamiauczało, ciszej niż poprzednio. Dziewczynka poszła w kierunku źródła dźwięku.


Znalazła go pod krzewem czerwonej róży. Miał potargane rude futerko oraz wielkie jak spodki niebieskie oczy. Kiedy wzięła go na ręce, poczuła, że chude ciałko drży. Wspiął się jej na ramię i wbił w nie pazurki, szukał schronienia pod jej policzkiem. Szorstkim ciepłym języczkiem polizał ucho wybawicielki. Pogłaskała go delikatnie, pod palcami wyczuła drobniutkie kosteczki. Pozwoliła się obwąchać wilgotnym noskiem. Kotek położył łepek na jej ramieniu i zamruczał. Dziewczynka słuchała tego terkotania, uśmiechając się łagodnie. Otuliła zwierzątko ramionami, żeby je ogrzać i zaniosła do domu.


Położyła go na łóżku. Obwąchał dokładnie czystą bawełnianą pościel, rozglądał się niepewnie po pokoju. Dziewczynka pomknęła do kuchni. Po chwili wróciła, niosąc miseczkę napełnioną odrobiną mleka. Ustawiła miseczkę na podłodze, zdjęła kotka z łóżka, a ten, nieporadnie jakby mu przeszkadzały jego własne łapki, zbliżył się do miseczki, obwąchał zawartość i wychłeptał wszystko do ostatniej kropelki. Różowym języczkiem dokładnie oblizał pyszczek: dziewczynka nie wiedziała, że koty mają takie długie języki. Potem umył dokładnie każdy centymetr futerka, ziewnął szeroko i zmrużył oczka. Dziewczynka przeniosła go z powrotem na łóżko, położyła się obok niego, głaskała dopóki nie zasnął. Wkrótce jej powieki stały się ciężkie. Przez chwilę kołysała się pomiędzy snem a jawą, aż wreszcie, zmęczona, zasnęła.



***



Obudziła się wczesnym rankiem. Białe firanki szeleściły poruszane letnim wietrzykiem, który przyniósł zapach kwitnących lip, skopanej, wilgotnej ziemi, trawy i kwiatów. Przy policzku czuła coś miękkiego, ciepłego, co układało się na poduszce, łaskocząc ją przy tym w szyję. Kociątko przeciągało się, wyciągnęło przed siebie wszystkie cztery łapki, wygięło się w łuk. Otworzyło oczka, wstało, zrobiło koci grzbiet, po czym zamiauczało: domagało się śniadania i to już, teraz, natychmiast! Dziewczynka popędziła do kuchni po mleko. Powitało ją niecierpliwe miau! miau! Po śniadaniu kot przystąpił do porannej toalety, którą wykonał niezwykle starannie, kichnął i rozejrzał się po pokoju, jakby zastanawiał się, co by tu nabroić. Przez chwilę w ogromnym skupieniu przyglądał się czemuś, co zobaczył pod stolikiem stojącym przy łóżku, następnie skoczył jak sprężynka, stanął na tylnych łapkach, machając jednocześnie przednimi. Opadł z powrotem na cztery łapki, zamajtał ogonkiem i przewrócił się na grzbiet. Patrzył na dziewczynkę łobuzersko, zdawał się mówić do niej: ,,Jestem dzikim tygrysem! Bój się mnie! Zjem cię!”


W tej chwili po domu rozniósł się mosiężny dźwięk gongu obwieszczający śniadanie. Dziewczynka zamknęła okno, żeby kociak nie wypadł i wyszła z pokoju, pilnując, by nie zostawić otwartych drzwi. Jak to dobrze, że babcia nigdy nie wchodzi do jej sypialni!


W saloniku, przy niedużym okrągłym stoliku nakrytym śnieżnobiałym obrusem oraz zastawionym rozmaitymi smakołykami, siedziała starsza kobieta w szarej, świeżo wyprasowanej letniej sukience. Siwe, krótkie włosy miała starannie uczesane, na lewym ramieniu tkwiła broszka w kształcie pączka róży. Dziewczynka skinąwszy głową na powitanie, usiadła przy stole.


Babcia lubiła dobrze zjeść, więc na stole nie brakowało masła, bułeczek, ani jajek na twardo, obfitość konfitur cieszyła oko i podniebienie, a kawa babci oraz herbata dla dziewczynki, były naprawdę gorące. Dziewczynka nie należała do niejadków: zjadła posiłek z apetytem godnym wygłodzonego żołnierza. Po śniadaniu pozmywała, gdyż należało to do jej codziennych obowiązków. Po postawieniu ostatniego talerzyka na suszarce wróciła do pokoju.


Kotek wspinał się pracowicie po firance. Prawdopodobnie skusiła go ćma siedząca na suficie. Jeszcze tylko kilka centymetrów i ofiara będzie jego! Nie zauważył, że ktoś wszedł do pokoju, był zbyt pochłonięty polowaniem. Raptem czyjeś ręce chwyciły go mocno, odczepiły pazurki, postawiło na posłanym łóżku. Zamiauczał w proteście. ,,Co zrobiłeś dwunogu? Już prawie ją miałem! Pewnie sam chcesz ją zjeść! Ona jest moja!” Odwrócił się tyłem do dziewczynki i zaczął myć futerko.



***



Doktor Tkaczyk przychodził w każdą środę, dokładnie o dwunastej w południe. Kiedy stary zegar stojący w saloniku zabił dwanaście razy, rozległ się dzwonek do drzwi – właśnie była środa. Babcia wpuściła gościa i posadziła go naprzeciwko siebie w fotelu.


Fotel był dosyć niski, doktor zaś przeciwnie – bardzo wysoki i w dodatku długonogi, więc siedziało mu się niezbyt wygodnie, ale pomimo to, nie protestował. Na jego szarej, pomarszczonej twarzy nieczęsto gościł uśmiech, wydawało się, iż jego mięśnie mimiczne zanikły z powodu nieużywania. Pośrodku głowy znajdowała się łysina, otoczona wianuszkiem włosów jak wyspa – morzem. Kiedy mówił, patrzył rozmówcy prosto w oczy, co niekiedy onieśmielało ludzi. On sam nigdy nie bywał onieśmielony.


- Dzień dobry, pani Adelo. Jak się czuje nasza podopieczna? – Doktor nigdy nie tracił czasu na, jego zdaniem bezsensowne, rozmowy o pogodzie czy towarzyskie pogawędki. Od razu przechodził

- [1] [2] [3] [4] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów