Kolory małego miasteczka
opowiadania >




Kolory i odcienie małego miasteczka można oceniać z różnych punktów widzenia: czystości ulic i posesji, stanu dróg publicznych, wyglądu domów mieszkalnych czy szczerości uśmiechów mijających się na ulicach mieszkańców.


Są też inne, mniej chlubne kryteria oceny, niemniej jednak istotne. Tą są ludzie wykluczeni, żyjący, a raczej wegetujący na marginesie życia miasteczka. Wszystkie tak zwane menele i społeczne mendy, wałęsające się chwiejnym krokiem po ulicach bez żadnego wstydu i zażenowania, albo leżące w błogim stanie upojenia alkoholowego, gdzie popadnie, a więc właściwie wszędzie.


Idzie taki menel lub jego koleżanka, a ponieważ ledwie na nogach się trzyma, więc bach na ziemię i gdzie upadnie, tam zaśnie, póki nie obudzi go lub ją chłód wczesnego poranka. Takich nikt w miasteczku nie podnosi, nie pomaga wrócić do domu, bo jak się wyśpi, to sam się doczołga. Stróże miasta w pięknych mundurach również nie interesują się, kto leży bez ruchu przy krawężniku ulicy lub gdzieś nieopodal na trawie. Bo jeśli pijany, to rzecz ludzka, wyśpi się i sobie potem pójdzie. A jeśli zasłabł i jest w agonii, to i tak już mu nic nie pomoże. Wiadomo, karetka pogotowia przyjedzie z powiatowego miasta po godzinie lub dwóch, w dodatku z pijaną obsługą, bo przecież służba zdrowia też ma swoje żywotne problemy i musi jakoś swoje stresy łagodzić. Więc pije i złorzeczy nas niskie zarobki, policja udaje, że tego nie widzi, bo sama często w stanie wskazującym na spożycie pełni swą zaszczytną służbę dla społeczeństwa, a miejscowi dziennikarze wolą przeprowadzić 125 wywiad w tym roku z burmistrzem miasteczka, który już w pierwszym swoim wywiadzie dowiódł, że nic ciekawego i ważnego nie ma do powiedzenia swojemu elektoratowi. Jednak jako burmistrz ma swoje święte prawo, a nawet powinność, aby nie powiedzieć: obowiązek, wypełniać swoją powszechnie nieszanowaną osobą lokalne media.


I tak upływa powoli życie w miasteczku, jak zaśmiecony strumyk płynący leniwie wzdłuż dwóch głównych ulic. Zapijaczeni, brudni i wychłodzeni nad ranem zmieniają swoje ciała. Jedni odchodzą, nie dożywając czterdziestki, inni - bardziej wytrzymali na ludzką niedolę – dobijają nawet do sześćdziesiątki, ale rzadko dłużej. Na ich miejsce pojawiają się nowe ofiary ustrojowej transformacji, bez pracy, pieniędzy i jakichkolwiek perspektyw życiowych, Polacy, biało-czerwoni pijacy, biali z głodu i wyziębienia, czerwoni na gębach z przepicia tanią nalewką, bimbrem lub innym wyskokowym paskudztwem. Burmistrz zresztą też jest biało-czerwony. Złośliwi mówią, że biały, bo się wciąż wybiela od wszelkich szwindli i przekrętów jako włodarz miasteczka, a czerwony najpewniej ze wstydu, co jako włodarz robi, a raczej czego nie robi, choć robić powinien.


Kiedy tak myślę o ludziach wykluczonych, którzy tworzyli koloryt mojego miasteczka, to oprócz drobnych pijaczków, widzę też nieszczęśników, którzy urodzili się w złym momencie i pod – jak mówią – nieszczęśliwą gwiazdą. Jeszcze niedawno snuł się po ulicach dorosły mężczyzna z upośledzeniem umysłowym. Syn znanego kiedyś w miasteczku ogrodnika. Rodzice jego zmarli, jedyna siostra założyła swoją rodzinę, nie troszcząc się o brata, a on został rzucony na pastwę losu, bez jakichkolwiek środków do życia, sam w zrujnowanym zakładzie ogrodniczym po rodzicach, umiejący tylko przycinać kwiaty w ogrodzie i wiązać bukiety. Niestety, na nic przydatne były te umiejętności, bo piękne kiedyś tereny ogrodnictwa zarastały teraz tylko chwasty dookoła. A on wegetował w nieopalanym mieszkaniu, pozbawionym elektryczności, gazu i wody jak bezbronne zwierzę skamlające o byle ochłap i łyk wody do przeżycia.



- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Hardy Linia koment
Dodany:2014-12-17 14:04:41, Ocena: 5.0
Bardzo dobre opowiadanie. Z przyjemnością przeczytałem... nie przeczę, że lubię poczytać i sam pisać "jak drzewiej bywało i dzisiaj bywa". Bardzo spodobała mi się fraza o biało-czerwonych Polakach i burmistrzu. Propozycje zmian, do rozważenia: literówka: "złorzeczy nas niskie zarobki". Brak jednego przecinka w zdaniu: "Zapijaczeni, brudni i wychłodzeni nad ranem zmieniają swoje ciała" powoduje dwuznaczny odbiór (wychłodzeni nad ranem? nad ranem zmieniają swoje ciała?). Zmieniłbym zapis na: "(-)dorosły mężczyzna z upośledzeniem umysłowym, syn znanego kiedyś w miasteczku ogrodnika. Rodzice jego zmarli, jedyna siostra założyła swoją rodzinę, nie troszcząc się o brata. Został rzucony na pastwę losu, (-)". Płynniej się wtedy mnie czytało. Brakuje mi też jakiegoś zakończenia, opowiadanie wygląda jak urwane. Pzdr.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów