w kształcie anioła
opowiadania >



Widząc, jak idzie, uśmiecham się. Myślę, że to wspaniale wiedzieć, dokąd zmierza - znać cel jej wędrówki. Stoję w miejscu, do którego ona zaraz się zbliży, i widzę ją coraz wyraźniej. Idzie. Cholera, nawet w tym jej chodzie jest coś wyzutego z realizmu i ponurej, pospolitej rzeczywistości. Każdy krok zdaje się być okraszony metafizycznym i całkiem magicznym składnikiem. Uczeni znawcy mody, rysujący mapy dla modelek spacerujących po wybiegu, pewnie złapaliby się za głowy, widząc, jak przechodzi. Może nawet nie skończyłoby się to ich natychmiastową utratą przytomności, gdyby choć próbowała stąpać inaczej... ale nie. Jej sposób przemierzania chodnika wyróżnia ją spośród przechodniów płci żeńskiej, choć wątpię, by zdawała sobie z tego sprawę. Odmierzając kroki - a jak na kobietę są haniebnie duże - niejako podryguje, odbijając się od podłoża. Im dłużej na nią patrzę, tym bardziej mnie rozczulają - mimowolnie kojarzą mi się z rozpaczliwymi próbami poderwania się do lotu przerażonego wróbelka.
Widzę, że nie pasuje do otoczenia. Wygląda, jakby była stale gotowa na to, że w jej życiu może stać się coś niezwykłego już za chwilę. Uśmiecha się. Do cholery, gdzie na ulicy można spotkać tak promiennie uśmiechniętą osobę? Jest coraz bliżej, ale jeszcze nie może mnie dostrzec.
Idzie, rozkoszując się każdym z tych odpychająco brzydkich kroków. Rozmyśla, bardzo dobrze to widzę. Wpatruje się w kałużę, w którą nieostrożnie weszła. Jasna cholera, co ona robi?! Zwalnia, pochyla głowę i idzie dokładnie środkiem wielkiej kałuży, którą wszyscy mijają szerokim łukiem. Ludzie krzywo na nią patrzą, a ona nawet tego nie zauważa. Co widzi w tej kałuży? - zastanawiam się. Gdzieś kilka kroków na prawo widziałem jakąś, więc podchodzę. Co tak intrygującego jest w brudnej wodzie? Stoję nad tą kałużą jak idiota, patrzę w swoje odbicie i nic poza tym nie widzę, nic... do momentu, w którym ze słupa spada kropla - woda zmarszczyła się, niebo w kałuży się zatrzęsło. Uśmiecham się tylko, bo już wiem, dlaczego tak się wpatruje. W niebo najchętniej patrzyłaby bez przerwy, ale zadzieranie nosa nigdy nie leżało w jej stylu. Nie wiem, dlaczego lubi tak patrzeć w górę. Czy zauważa coś, co nam umyka w codziennym hałasie dnia? Zawsze powtarza, że gdybyśmy wiedzieli, ile aniołów codziennie przefruwa nam tuż przed nosem, plulibyśmy sobie w brodę. Może szuka tych aniołów? Cichych dobrych duszyczek, których wysoko wykształcona ludzkość nie potrafi zobaczyć? Czasem sam dopatruję się w niej cech anioła. Nie ma łagodnych rysów ani delikatnych ruchów, tylko ten podrygujący krok i długie do pasa włosy w wiecznym nieładzie. Tak, dzięki tym cechom na pewno czuje się bliżej nieba. Zerkam znów na kałużę i przychodzi mi do głowy jeszcze jedno: kałuże mają ten plus, że spoglądając w nie, widzisz siebie i niebo. A to znowu pasuje do jej narzekania, że stanowczo zbyt rzadko przeglądamy się w niebie. Cholera, zwariować można z tymi jej mądrościami i czekaniem na nią. Z trudem powstrzymuję śmiech, kiedy widzę, jak w końcu wyłazi z kałuży i tęsknie spoglądając w tył, przyspiesza.
Idzie w moją stronę. Chwilę, kiedy mnie zobaczyła, można poznać po zmianie, jaka zaszła na jej twarzy. Nie, nie uśmiechnęła się - jej twarz wręcz zamieniła się w słońce, i to bardzo szczodrze rozpromienione. W takich momentach coś mi się dzieje z sercem, bierze się za nie jakieś wzruszenie i duma - tak, prawdziwa duma, że jestem... z tego, że ją znam.
Teraz już idzie bardzo szybko, podryguje jeszcze koszmarniej i nie przestając się uśmiechać, przerzuca swoje anielskie włosy na prawe ramię. Serce mi tonie w ciepłej tkliwości i już nie mogę się doczekać, kiedy staniemy twarzą w twarz. Jest już kilka kroków ode mnie, ale nie mogę się powstrzymać i wychodzę jej naprzeciw. Widząc to, wybucha śmiechem i podbiega do mnie, lądując w bezpiecznym porcie szeroko otwartych ramion. W nozdrzach czuję błogi zapach miodu, którym pachną jej włosy, a w uszach słyszę radosny szept:
- Tak się cieszę, że jesteś tutaj, tato.
I wtula się we mnie mocniej. Ja odpowiadam wesoło i przesuwam ręce po jej plecach. Wiem, że gdzieś tu muszą być skrzydła...


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Pilar Linia koment
Dodany:2013-03-06 19:33:23, Ocena: 6.0
Nic dodać, nic ująć:) Koniec to ja wisienka na torcie, ukoronowanie całości:) Pozdrawiam

Ocenił/a na: 6
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów