Antrax i druga strona czasoprzestrzeni
opowiadania >



a twój brat – zerknął na siedzącą jeszcze na ziemi sanitariuszkę – nie był już tym, za kogo go uważaliście.


- Możesz mówić jaśniej? Tracę cierpliwość, a jak się niecierpliwie to mi ręce drżą. Jeszcze z tego jakaś katastrofa może być. – ponaglił dowódca.


- Słyszałem od moich zwiadowców, że jeden z was – przybyszów - miał kontakt z likenami. Słyszałem, że wasz dowódca został ranny. Nie wiedziałem jednak, który z was był tym człowiekiem. Musiałem się upewnić przed egzekucją. Kiedy, bodaj jedno małe zadraśnięcie na ciele człowieka, pochodzi od likena, taki człowiek w kilkanaście godzin przemienia się w jednego z tych plugawych potworów. Wasz przyjaciel, był stracony już w chwili wejścia między bestie.


- Kłamstwa! I my mamy ci uwierzyć? Niby, dlaczego? – krzyknęła nagle Alice.


- A ta kobieta ze skrzydłami, to pewnie twoja znajoma, a raziłeś ją piorunami, bo to lubi. – sarkazm, któregoś z żołnierzy odbił się od marmurowych ścian komnaty.


- Zgadza się człowieku. Nie musicie mi uwierzyć. Nawet nie powinniście tego robić, w innym przypadku bylibyście głupcami. Posłuchacie więc mojej przyjaciółki. - wymówił, ciągle tym samym niewzruszonym głosem.


Nagle, oślepiło nas jasne światło. Jakby bez ostrzeżenia, po wiekach ciemności, ktoś zapalił żarówkę. Trwało to tylko chwile i zagasło, choć nie do końca. Różno barwne plamy, które miałem teraz przed oczami, skutecznie uniemożliwiały mi oglądanie tego, co się stało dalej. Dopiero po chwili, wzrok wrócił do normy.


Obok fotela ujrzałem tą samą kobietę, która wcześniej leżała na polanie i cierpiała z rąk oprawców. Błyszczące skrzydła ułożyła wzdłuż ciała, splotła ręce. Była zjawiskowo piękna, nigdy wcześniej nie widziałem równie olśniewającego widoku. Jej śnieżno biała krótka tunika zdawała się częścią jej samej. Tylko świeże rany na ramionach i czole zdradzały to, co niedawno przeszła.


- Jestem Arduael, Strażniczka, Opiekunka. To, co widzieliście nie było przeznaczone dla waszych oczu. Mieli to oglądać jedynie ludzie zamieszkujący tą ziemię. Jeszcze nie czas. Plan Najwyższego nie zakładał odkrycia. Zawiodłam, choć jest jeszcze szansa. Ja Arduael, ja Opiekunka, ja Strażniczka ja Ukryta. – aksamitny głos istoty wypełnił nasze umysły. Nie poruszała ustami, a jednak słyszeliśmy jej słowa.


- Dziękuję, o najjaśniejsza – błogą chwile przerwał szorstki głos Kabra’ala – czy teraz rozumiecie?


- Ok. Nie mam pojęcia, o czym ona mówi. A może wy to zrozumieliście? – zapytał Billy – ktokolwiek?


- Ludzie w tym świecie, są ograniczeni, zacofani, głupi. Najjaśniejszy ma dla nich plan, ale jeszcze nie czas na niego. Puki ten czas nie przyjdzie, świetlista Arduael i jej podobni, musza pozostać w ukryciu. Zdarzył się niespodziewany wypadek. Kilku wieśniaków zobaczyło Arduael, kiedy się pojawiliście. Wasze nadejście zakłóciło, na moment, prawa tego świata. Żeby ratować sytuację, musieliśmy posłużyć się podstępem. Świetlista, w oczach ludzi musiała zostać uznana za arriana.- wytłumaczył Kabra’al.


- Więc co teraz? To koniec? – zagadnął Lamar, z zawodu biochemik, a na wyprawie mój zastępca.


- Wasze nadejście, zostało przepowiedziane dawno temu. Pomożecie nam, a w zamian może ja zdołam pomóc wam.


- Jesteś bardzo pewny swego. Ale nic nie możesz nam dać, więc twoja przepowiednia to bujda. – może trochę za ostro zareagował Nod, ale w sumie zgadzałem się z jego stanowiskiem.


- Hmm, a gdybym mógł wysłać was tam skąd przybyliście? Czy jest to warte, małej pomocy z waszej strony?


- A możesz? I jak mała jest ta pomoc, której oczekujesz?


- Musicie jedynie zgładzić, smoka, który jest siewcą strachu i roznosicielem trwogi. Kiedy to się stanie brama do otchłani zostanie zamkniętą, i arriane nie będą w takich ilościach przechodzić do naszej rzeczywistości. Tak mówi przepowiednia. – nieco bardziej ożywił się inkwizytor.


- Jasne. Co to dla nas. Jeden mały smok, siewca czegoś tam i roznosiciel… - mamrotał Nod.


- Zrobimy to! – powiedziałem stanowczo.



V


Ruszyliśmy, aby wykonać zadanie. Inkwizytor otworzył dla nas portal, który przeniósł nas wprost pod smoczą górę. Dla bezpieczeństwa wyszliśmy z wiru błękitnej energii na skraju lasu, spory kawałek przed grotą smoka. Brygady nie mieliśmy zbyt silnej. Trzech żołnierzy, Alice i ja. Sam nie wiem, co tu robię. Jakieś dwadzieścia minut temu przeszedłem przyspieszony kurs strzelania z pistoletu i teraz oto ja wielki wojownik stanę naprzeciw przerażającej bestii… Żałosne. Nod zaciągnął mnie tutaj chyba tylko po to, żeby kolejny raz pokazać mi jak bardzo jest niezadowolony z mojej decyzji.


Szliśmy szybkim tempem. Nie minęła nawet godzina, kiedy wdrapaliśmy się na ostatni nawis skalny. Tam właśnie znajdowało się wejście do pieczary potwora. Odór siarki był przytłaczający. Tylko dla mnie niestety. Marines w swych zakutych głowach, mieli czyste filtrowane powietrze, więc parli do przodu niczym huragan. Opóźniałem marsz, ale co miałem zrobić? Wyposażony jedynie w lekką kamizelkę uderzeniową, nie miałem najmniejszych szans oprzeć się wyziewom groty.


Nod wskazał mi ręką gdzie mam się ustawić, kiedy już byliśmy przy wejściu. Reszta żołnierzy powędrowała na kolejne strategiczne pozycje. Na rozkaz kapitana, rozpoczęliśmy ostrzał. Kule z charakterystycznym świstem przecinały powietrze, by na końcu trafić w cielsko śpiącego smoka. A smok ten musze przyznać był olbrzymi. Złociste łuski, pokrywały go od czubka nosa, po sam ogon. W pierwszych promieniach porannych słońc, pancerz z łusek promieniał. Blask wpadający do środka, odbijał się od jego naturalnej tarczy, tworząc niezwykły pokaz różnokolorowych świateł na ścianach jaskini.


Prowadziliśmy ostrzał dobrych dziesięć minut. Mimo wielu trafień, na skórze gada nie widać było nawet zadrapania. Smok przebudził się ze snu. Spojrzał na nas żółtymi ślepiami i powiedział:


- Synowie ludzcy, dlaczego zakłócacie mój sen? Czego ode mnie chcecie?


- Ta… bestia gada? – wychrypiał Borovsky. – Jak to możliwe?


- Bestia? Gdybym był Bestią to spaliłbym was na proch razem z połową lasu, kiedy tylko wyszliście z portalu. Jestem jednym z wielu przedstawicieli, najwspanialszej rasy, jaka zasiedlała ziemie. Czy nikt nie uprzedził was, że smoki są najinteligentniejszą formą życia?


- Najwyraźniej. – mruknął Nod.


- Nie jesteście szabrownikami łasymi na moje złoto. Każda

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów