Antrax i druga strona czasoprzestrzeni
opowiadania >



tutejsza istota wie, że takowego nie mam. Nie jesteście też zabłąkanymi podróżnikami, bo dobrze wiedzieliście gdzie mnie szukać. Nie przyszliście po radę, bo zaczęliście od walki. Sądzę z tego, że któryś z inkwizytorów wysłał was, aby mnie zgładzić. Mam rację? – kontynuował smok.


- Yyy… jesteśmy… - usiłowałem powiedzieć, ale coś ścisnęło mi gardło tak, że nie mogłem wyksztusić słowa.


- Tak, tak. – przerwał smok. – To pewne, że mieliście mnie zabić. Zagadką pozostaje, dlaczego?


Nikt się teraz nie odezwał. Chwila płynnie zmieniła się w dłuższą chwilę.


-No. Mówcie. Ja nie gryzę – dodało smoczysko – Czasem tylko połykam w całości.


Brakowało nam tylko smoka ze zwichrowanym poczuciem humoru – pomyślałem i ta myśl dodała mi nieco odwagi. Opowiedziałem, więc po co przyszliśmy do jego domu.


Nasz niedoszły cel ataku wysłuchał mnie w milczeniu i pełnej uwadze. Pokiwał później wielką paszczą, jak gdyby analizował jeszcze raz każde moje słowo.


- Rozumiem. - Powiedział w końcu. – Jesteście jednak w błędzie, człowiek który was wysłał również. Demony jak ich nazywacie nie są moimi poplecznikami, ale nie są też moimi wrogami. Musze się jednak zgodzić w jednaj kwestii. Brama otchłani rzeczywiście jest otwarta. Czuję to w moich starych kościach od bardzo dawna. Moc potrzebną do kontroli nad czeluściami jest w posiadaniu tylko kilku osób.


- Kto może mieć taką potęgę? – zapytał któryś z żołnierzy.


- Znacie dobrze odpowiedź. – zagadkowo oparł smok.


- Hmm? Inkwizytor! – krzyknęła Alice. – Wiedziałam, że coś ukrywa, kiedy go tylko spotkałam.


- W istocie to Inkwizytor, ale nie ten, o którym myślisz ludzka kobieto. Nikt, kto kontroluje otchłań nie wysłałby was do mnie. Po co miałby to robić? Prędzej zabiłby was i pozbył się kłopotu.


- Masz smoku rację. Wiesz może gdzie szukać tego, który jest odpowiedzialny za te wszystkie otchłanie, demony itd. – w swoim stylu zadał pytanie dowódca.


- Umiem kojarzyć fakty, nie jestem jednak jasnowidzem. Idźcie już. Wyczerpaliśmy temat. – mówiąc to gad odwrócił się do nas skrzydłami i zasnął.



Zbiegliśmy z góry w ułamku sekundy. Nowe informację jak najszybciej trzeba było przekazać Kabra’alowi. Sami przecież nie wiedzieliśmy, gdzie szukać zbuntowanego pogromcę demonów. Nie wiedzieliśmy nawet jak się nazywa. Powrót do czarnej wieży, okazał się równie szybki jak przybycie tutaj. Człowiek, który zlecił nam to zadanie, pożyczył nam swój osobisty kamień teleportujący. W ułamku sekundy znaleźliśmy się w komnacie Inkwizytora. Rozmawialiśmy długo, bo Kabra’al, nie mógł uwierzyć, że któryś z nich mógłby się posunąć do czegoś tak okropnego. Dzień kończył się ulewą. Był wieczór, kiedy nasz gospodarz przyjął, podawane mu na tacy, argumenty. Posępny wyraz twarz zdradzał, że wieści, które dostał okazały się straszniejsze niż początkowo sądziliśmy.


- Masz jakieś namiary na kogoś, kto może pasować do opisu zbuntowanego Inkwizytora? Skoro zgodziliśmy się zamknąć otchłań to dotrzymamy słowa. – powoli powiedział Nod.


- Wykonaliście swoją część umowy. Nawet gdyby was było sto razy więcej niż teraz, nie dalibyście rady pokonać żadnego z nas. Sam musze się tym zająć. A teraz wykonam moją część. – nieobecnym głosem odparł Kabra’al. – Portal do innego wymiaru wymaga wielkich ilości energii magicznych. Zdołam go otworzyć jedynie na krótki okres czasu, więc musicie się spieszyć.


Inkwizytor podszedł do wielkiego kamiennego stołu. Poszperał w papierach na blacie, ale widocznie nie znalazł tego, czego szukał. Przemieścił się w inną część komnaty. Nie znalazł wymaganej formuły ani w bibliotece, ani w wielkim kufrze. Ostatnim miejscem poszukiwań stała się gruba księga leżąca na piedestale. Mężczyzna przewertował księgę raz i drugi aż w końcu znalazł małą, pożółkłą karteczkę. Wyrecytował zaklęcie, uderzył swoją laską w posadzkę i portal się otworzył. Przejście było inne niż do jamy smoka. To miało kolor krwistej czerwieni. Ruszyliśmy, jeden za drugim, w taflę czerwonej kałuży. Ja byłem tym razem przedostatni, pochód miała zamykać Alice.


Wszedłem jedną nogą w portal. Postanowiłem się jeszcze odwrócić ostatni raz. Kiedy to zrobiłem, zobaczyłem tyłem do mnie stojącą Alice. W, chowanej za plecami, ręce trzymała granat kironowy. Jednym, zgrabnym ruchem kciuka wyciągnęła zawleczkę. Portal zaczął się zamykać, tym samym wciągnął mnie, by wypluć w mojej rzeczywistości. Przynajmniej taką miałem nadzieję. Ostatnią rzeczą, którą widziałem w obcym świecie, była sylwetka sanitariuszki polowej Alice O’Brian i spadający na ziemię granat. „Zapłacisz mi za to” – ostatnie słowa wypowiadane przez Alice, jeszcze długo będą dźwięczały mi w uszach.



Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów