Kowal i podkowa
opowiadania >



Polonus sum, poloni nihil a me alienum puto!


W dwutysięcznym trzecim roku...

Jan

Quo Vadis...?

Wtedy ujrzałem ciche
ikony zimnych granatów -
z nieba szybko nadlatujące
jak klangor odrzutowców,
a potem wrzask i skowyt!

Wszystko musi zapłonąć,
odejdą więc czarne idee
jak błogosławione golgoty
niezniszczalnej śmierci,
a potem wrzask i skowyt!

Wtedy usłyszałem szum
awangardowych leopardów
lufami pilnujących bramę -
kaftanów wolności prawej,
a potem wrzask i skowyt!

Wszyscy więc odejdą tam
rewolucyjnym śpiewem
o piórach spadochroniarzy -
tasakiem rąbiąc białe wrota,
a potem wrzask i skowyt!

Wszyscy więc odejdą tam
atramentowym korowodem,
gdzie czuć złowrogi pomruk,
ognisty żar i spopieloną urnę
pokrytą owocami z krzaka...

Światło

Iluminacja

Wypróchniały cienie światła
jak kołyska zagubiona.
Pobielały światła cienie
i nie błyska zakropiona
naramienna liczba dziewięć.
I łożyska lśni odzienie
jak trumienna cisza nocy.
Jasno - ciemno zaciemniona
połyskuje cisza w oczy.

Gwiazdy

Gwiazdy przepiękne i żarem świecące!
Układacie własnym bezsennym ciałem
znaki przyszłości, obrazy błyszczące,
lecz coś ważnego powiedzieć chciałem...

Gwiazdy przepiękne i żarem błyszczące!
Wy nigdy słowami nic nie powiecie,
lecz zawsze dajecie słowa milczące,
o mym istnieniu w ogóle nie wiecie...

Ziemia

Ziemia jak liść śnieżnobiały
zapada się w głębi lasu -
to łzy deszczu zaszumiały,
to nic - nikt nie ma czasu

iść ścieżkami tego świata,
gdzie każdy krok jest błaganiem,
to nic - każdy ma swoje lata -
by przez chmury iść czołganiem,

to nic - ziemia zawsze płonie
pośród lodowatej rosy
i żyto rośnie na jej łonie,
to jeszcze nic - to jej kłosy

pobielałe jak wieszczenie
pieścisz wzrokiem w głębi lasu,
cisza - cisza i milczenie,
to nic - nikt nie ma czasu...

Wyspa

To nie pustynio-wyspa stoi -
to oszalałe stoi morze
i to nie słońce rany koi -
to cichy deszcz i nieme zorze.

Każdy-każdy jest wyspą żalu
i śmiało myje sztywne dłonie
jak po niemrawo-krwawym balu
i dżumo-połów w morzu płonie.

Każdy-każdy jest ślepo-chory
jak krzywa trąba mrówko-słonia -
co dumnie wyje z mysiej nory,
a echa wycia pieszczą błonia.

To słońce ciężko orze pole,
to morze drażni brudne piaski,
a każdy nadal w krzywym kole
oczami głaszcze puste maski.


Pieśń

Jasnozielone lasy i pożółkłe pola,
i stawy rozmaite jak żywioły płoną.
Płoną we mnie i za mną. Taka moja dola,
jakie snu widnokręgi za modrą zasłoną...

I horyzontu niebo czerwonego blasku
jak jasne iskry słońca promienieje w oczy,
żebym nie widział jasno. Może trochę piasku...
A może łuk księżyca wyblakłego w nocy?

Liche i ciche gwiazdy nad chmurami lasu
drogowskazem szerokim kłaniają się ziemi
i rzewny wietrzyk cichy od czasu do czasu
zawieje niczym grzmoty. Czyż jam nie jest z niemi?

I ostre błyski świateł, wichru zawieruchy,
grzmotów pisk jak kamienie. To imiennik burzy.
To serce moje w pląsie szybko tworzy ruchy
niczym pieśń kołysanki i sen snu zaburzy...

Eden

A któż tworzy raje cytrusowe...
I garbatą pochodnię stróżuje,
gdzie płomienie łez płoną basowe
i bez zwłoki dzień życie marnuje.

Szumi rzeka jak matka naftowa,
czarna lampa rzuca promyk zdarzeń,
łódź ognista jak magia falowa
czarujący świt obmywa z marzeń.

Wzlatuje ptak w ostatnie półwiecze,
błogą ciszę cisza już zakłóca,
lecz powietrze po cichu coś rzecze,
grasujący duch duszy dokucza.

Lecz nagrobek też milczy zawzięcie
i dostarcza sny z kopuły palca,
tam - gdzie runął nie prosząc o zdjęcie
przejechany przez rzewne łzy walca...

Fortepian

Umarł? Martwy stoi na podłodze-tapecie,
u góry ma szary grzbiet szeroko rozdarty
i wypalają mu się rytmowe, żółte świece
chronione przez szumiące żywe żyłki - warty.

Ciężko stoi na drewnianych nogach potem zlany,
na karku trzyma życia kres ostatniej sławy,
z ostatnich sił nuci pieśń... Został porąbany...
Upada do swej matki łamiąc cień buławy...

Sen

Marmurowy sen w obłokach,
promienisty sen w potokach
zanika w tęczy orbicie
kontrolując serca bicie.

Czarne legendy w źrenicach,
nikczemna krawędź w granicach
przenika w brzasku po życie
kontrolując serca bicie.

Zgorszony sprawca snu dudni,
rozpościera sen w dno studni
biegnąc ostrożnie po picie
kontrolując serca bicie.

Bieluchny warsztat snu-grzechu
trzepoce podstęp snu-stresu.
Samozagłada? Szczyt? Tęcza?
Niewolnictwo? Sieć pajęcza?

Pożegnanie

Liberum Conspiro!

Podpalili przezroczysty samopał
i wyrwali starożytne korzenie
jak wściekłe spojrzenie demona,

liście uciekły przed złowrogim,
podobno palcami ugłaskanym
mrugnięciem czarnej wolności,

zielony las płonie i żyje las czarny,
wicher gniewnie tuli jego liście
jak stare tamy nieboskłonu nieba

i niczym miły bociani pióropusz
czarnoziem purpurowy trzeszczy
jak zmartwychwstający samopał,

spróchniałe liście kruszcowate
płyną w przestrzeni jak śmierć
zwiastując powiew korzeni lasu...

Śmierć

Vide

Nie bój się ciszy -
lesie szlachetny,

ona przychodzi otulona
srebrnobiałymi poduszkami

i dyszą głębokie polany
jak rozmaite widnokręgi

i milczą gorące bagna
jak złotoczerwone pożary

i dumają zimne kamienie
jak nieujarzmione nagrobki,

ona przychodzi otulona
srebrnobiałymi poduszkami,

nie bój się ciszy -
lesie szlachetny...


Ballada

Biały dym płynie w powietrzu,
cicho szemrze deszcz ze śniegiem,
wietrzyk bałagani liście,
słoneczko zachodzi biegiem,
dusze oparte w powietrzu
śmieją się do łez niechętnie,
gdyż kręci się grób kamienny
zamiast zmarłego namiętnie...

O mój drogi przyjacielu,
cóż mijają smutne chwile,
gdyż nie ma cię i nie ma mnie,
o mój drogi przyjacielu -
nasza przyjaźń lśni w mogile,
błyszczysz w moim ostatnim śnie,
o mój drogi przyjacielu...

Biały dym płynie w powietrzu,
liść opada na grób szary,
dopalają świece swój żywot -
nigdy nam nie brakło wiary,
bezbarwny napis na grobie
zasłania siedząc martwy kot,
niezniszczalny hołd ku tobie:
przyjaciel nad przyjaciółmi...

O mój drogi przyjacielu,
cóż mijają smutne chwile,
gdyż nie ma cię i nie ma mnie,
o mój drogi przyjacielu -
nasza przyjaźń lśni w mogile,
błyszczysz w moim ostatnim śnie,
o mój drogi przyjacielu...


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Rex Linia koment
Dodany:2016-08-29 18:21:22, Ocena: Brak oceny
Tak powinna wyglądać oryginalna wersja wyżej wymienionego tomiku...
Rex Linia koment
Dodany:2016-08-30 14:49:44, Ocena: Brak oceny
Tak przy okazji: pierwszy wiersz napisałem w ósmej klasie, jakby inaczej: w podstawowej edukacji szkolnej, potem - walnąłem jakieś trzy arcydzieła w trzeciej klasie liceum zawodowego - pisemko szkolne z ogromną dumą wydrukowało na ostatniej stronie, proszę więc nie oceniać moich twórczych początków, tylko - zrobić głęboką analizę porównawczą, oczywiście: jeśli odwaga pozwala - warto pomyśleć nad obiektywną, bezstronną i merytoryczną krytyką. Z miłym pozdrowieniem - Łukasz Jasiński.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów