Wspomnienia z życia Natalie - część 2
opowiadania >



Starała się później ze wszystkich sił ułożyć sobie życie tak, aby było znośne. Tak właśnie to słowo najlepiej oddawało jej radość z życia, z bytowania.
Wszystko wykonywała automatycznie, nie analizując żadnych sytuacji.
W pracy koleżanki przestały wreszcie zazdrościć jej czegokolwiek. Patrzyły na nią wręcz ze współczuciem. Jak ona nie znosiła takiego spojrzenia. Zamknęła się jeszcze bardziej w sobie.
Za oknem padał deszcz. Taki sam jak zawsze. Jednakowo ponury i monotonny. A jednocześnie był tak bardzo bolesny.
Spojrzała w okno. Jak nienawidziła tego okna i jeszcze bardziej tego, co widać było patrząc przez nie. Ulica niby taka sama jak każda inna – szara a jednak dla niej miała zupełnie inne barwy.
Spojrzała mimochodem na szybę. Zobaczyła ślady, które parę chwil temu naznaczyło jej czoło i palce.
Podeszła do komody. Stała na niej mała drewniana szkatułka. Przekręciła malutki kluczyk. Zgrzytnął zamek. Otworzyła i delikatnie położyła skrawek papieru, który wcześniej trzymała w dłoni. Chciała ją zamknąć jak najszybciej, ale coś ją powstrzymało. Obok kartki, którą dopiero, co włożyła, leżało coś ciemnego.
Chciała to sięgnąć, ale wyciągnięta dłoń zatrzymała się w powietrzu. Nad komodą było duże lustro. Podniosła oczy i ujrzała w nim swoje smutne, szare oblicze. I znowu czas cofnął się jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Pamięta, że wtedy była nastolatką. Uwielbiała to lustro, a przeglądanie w nim sprawiało jej ogromną satysfakcję.
Mama zawsze się wtedy uśmiechała. Podchodziła i otwierając szufladę w podobnej komodzie do tej, która teraz stała u Natalie w domu, wyciągała metalowe pudełko. Otwierała je i pozwalała stroić się swojej jedynej i ukochanej córce. Nie przelewało się w ich domu, więc te drobiazgi stanowiły dla nich bardzo dużą wartość. Dla mamy były tym cenniejsze, że były dodatkowo rodzinną pamiątką.
Ponownie spojrzała w lustro. To było właśnie to samo lustro, co wtedy w domu jej rodziców. Dała je do renowacji i teraz wyglądało bardzo ładnie, komponując się z komodą w jedną stylową całość.
W dłoni miała już szary przedmiot. Zadrżała. A lustro przykuwało jej wzrok.
Nagle zobaczyła w nim młodą dziewczynę. Właśnie stroiła się przed lustrem.
Natalie przymknęła oczy, ten widok wydał się jej tak realny. Po chwili znowu zerknęła. Przed lustrem stały teraz dwie osoby. Młodej dziewczynie towarzyszyła starsza kobieta. Wyciągała coś z metalowej puszki. Z delikatnym uśmiechem podała to dziewczynie.
Właśnie dziś wieczorem odbywał się bal maturalny. Dlatego obie panie stały przed lustrem.
Spojrzała w lustro i pomyślała, że jest to nieodłączny element życia i jednocześnie coś, bez czego nie ma chyba żadnego domu.
Wtedy wybiegła z domu taka szczęśliwa. Pamięta, że czuła się jak dama. Delikatnie, co chwilę sprawdzała dłonią czy podarunek od mamy jest na miejscu, czy nic mu się nie stało.
Spojrzała w lustro, a potem na dłoń. Zaciśnięte palce trzymały mały szary pakunek. Powoli rozsunęła końce sznurka, uwalniając jeden koniec woreczka.
Bal maturalny był niezapomnianym przeżyciem, cudownym wspomnieniem, szaleństwem całej nocy.
Nad rankiem wracała do domu rozbawiona i bardzo szczęśliwa. W pewnym momencie, kiedy pomyślała, że ma tyle do opowiedzenia mamie, przypomniało jej się o podarunku. Podniosła dłoń i nie znalazła go. Przerażona stanęła na środku chodnika. Jak to, gdzie jest? Nie mogła go zgubić. To pamiątka rodzinna. Mamie będzie przykro. Bez namysłu odwróciła się i biegiem popędziła w stronę lokalu, gdzie był bal.
Poczuła jak do oczu napłynęły łzy. Podniosła głowę, ale przed sobą zamiast swojego odbicia w lustrze, zobaczyła tamtą rozpacz młodej dziewczyny.
Dotarła. Drzwi były już zamknięte. Zaczęła walić w nie pięściami. Już nie kryła łez. Na szczęście ktoś jeszcze był w środku. Otworzył jej, a ona przepychając go wpadła do środka jak burza. Dopadła do swojego stolika. Jeszcze stały tam ich szklanki i talerze. Zaczęła je rozsuwać, ale nigdzie nic nie leżało. Starszy mężczyzna przyglądał się jej ze zdziwieniem. Bezradna, usiadła na krześle i rozpłakała się jak dziecko. Mężczyzna zaskoczony łzami tej młodej dziewczyny, podszedł i usiadł obok.
Poczuła jak łza toczy się po policzku. Spojrzała w lustro i zobaczyła oczami starszego pana zapłakaną młoda buzię.
Pan podał jej chusteczkę. Przetarła oczy i ze wstydu utkwiła wzrok w podłodze. I wtedy zobaczyła jedną małą kulkę leżącą niedaleko jej krzesełka. Padła na kolana z nadzieją, że to jest to, co tak bardzo pragnęła teraz odnaleźć. W dłoni zaciskała perłową kulę. Nagle zobaczyła dalej kolejną i kolejną i jeszcze jedną. Zachłannie je zbierała. Drżące palce, co chwilę upuszczały małe perełki, a te z głuchym stukiem toczyły się dalej po ziemi, uciekając w zakamarki drewnianej podłogi.
Rozsunęła szerzej mały szary woreczek, chcąc spojrzeć na to, co trzymał w swoich głębinach. Poczuła zimny kształt pereł. Jeszcze ich nie widziała, bo spojrzała ponownie w lustro.
Dziewczyna przejęta tym, co stało się z jej prezentem od mamy, po cichu otwierała drzwi do domu. Weszła. Już przy nich zobaczyła swoje odbicie w lustrze. Jak bardzo puste. Brakowało naszyjnika. Weszła do pokoju mamy. Chciała przeprosić.
Ze łzami w oczach spojrzała na łóżko. Było puste. A gdzie mama? Zastanowiła się.
Wtedy w drzwiach zgrzytnął zamek. Pomyślała, że mama właśnie wróciła. Tymczasem w odbiciu lustra zobaczyła postać taty.
I znowu lustro pokazało jej coś innego niż chciało w tamtej chwili serce.
Wysunęła dłoń z woreczka. Rozchyliła palce. W środku leżały te same perły, które tyle lat temu zbierała ze łzami w oczach. Zadrżała, gdyż i teraz łzy popłynęły z oczu. Palce się rozstąpiły, a perły niczym napędzone niewidoczną siłą, zaczęły wymykać się z dłoni.
Wtedy tato podszedł do niej. Przytulił ją. Zdziwiona patrzyła na odbicie w lustrze. Ojciec nigdy jej nie przytulał.
Nagle odsunął się. Popatrzył jej w oczy.
- Mama nie żyje. Właśnie wracam ze szpitala. Serce nie wytrzymało – wyszeptał jej prosto w twarz.
Nie rozumiała tego, co do niej powiedział. W dłoni miała jeszcze perły. I nagle ze złością rzuciła nimi o lustro.
Spojrzała na lustro. U góry pozostały ślady tamtej chwili. Perły rozsypały się tak jak wtedy. A cisza wypełniła wszystko z wyjątkiem serca. Tam był ból.

- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów