Mizantropia - fragment I
opowiadania >



cezar pozdrawiał lekkimi skinieniami głowy swoich wyznawców, przeszczęśliwych, że taka osobistość zwróciła na nich ułamek uwagi. Dodam, że nie chodził on jak normalny człowiek. On stąpał, sunął! Unosząc się dziesięć centymetrów nad podłogą, pretensjonalnie poprawiał nienagannie skrojony garnitur. Prawdziwy arbiter elegancji, kurwa jego mać!


Wreszcie wylądował, zatrzymując się przy kilkuosobowej grupce, wcale niedaleko ode mnie. Przyznaję, miałem dylemat. Mógłbym opuścić w tym momencie budynek teatru, zostawiając znanego reżysera N. w spokoju. Mężczyzna przez resztę wieczoru otrzymywałby mizerne pochlebstwa, ja natomiast przez całą drogę do domu i później byłbym rozgoryczony poziomem przedstawienia, aczkolwiek uniknąłbym też powszechnego ostracyzmu po wyrażeniu krytyki. Zmierzyłem go wzrokiem. Rozgrywająca się dookoła wiernopoddańcza idylla irytowała mnie. Ktoś powinien ją przerwać, przynajmniej na moment zakłócić tryumf kiczu nad kunsztem. Porysować nieskazitelnie doskonały, marmurowy posąg. Miałem świadomość, że nigdy nie będę znajdował się tak blisko niego jak teraz. Pięści bezwiednie same mi się zaciskały i otwierały, mięśnie były napięte. Organizm wysyłał mi sygnał, że czas się zabawić.


Nim pogrążyłem się w spirali dezaprobaty wypiłem jeszcze dwa kieliszki wina musującego pod rząd, żeby przypadkiem nie stracić rezonu, odstawiając pierwszą lampkę na stół. Bąbelki atakujące podniebienie pomagały ułożyć w głowie to, co miałem zamiar przekazać znanemu reżyserowi N. Kiedy czułem się gotowy, zbliżyłem się do miejsca, w którym przebywał. Otoczony przez kilka osób, starszą parę i innych, młodszych akolitów, naturalnie nie mógł mnie dostrzec. Ustawiłem się wobec tego za nim, zaczynając:


- Przepraszam...?


On odwrócił się beztrosko, spodziewając się kolejnych pochwał, pomimo że otrzymał takowych dziesiątki. Musiał być osobą niezwykle próżną lub zakompleksioną, skoro jeszcze nie znudziły go identyczne gratulacje. Zapewne podbudowywał się każdym miłym słowem, uściskiem ręki i poklepaniem po ramieniu.


- Tak? - zapytał grzecznie, w oczywisty sposób czekając na przejaw uwielbienia.


Postanowiłem go rozczarować.


- To była najgorsza sztuka, jaką widziałem w życiu.


Z tej odległości widziałem, jak drobne zmarszczki dookoła jego oczu i ust pogłębiają się, formułując wyraz zaskoczenia. Ludzie wokół również zdawali się być zdumieni. Najchętniej pewnie obrzuciliby mnie kamieniami za to, że ośmieliłem się wyrazić negatywną opinię. Jednakże zwlekali z obroną arcydzieła, ustępując pola samemu mistrzowi. Reakcje znanego reżysera N. ujawniły mi, iż nie był on przygotowany na zły odbiór dzieła, brak mu było pokory. Nigdy nie doświadczył zjadliwej krytyki, nie nauczył się z nią radzić. Próbował więc udać, że się przesłyszał.


- Słucham?


- To była najgorsza sztuka, jaką widziałem w życiu. - powtórzyłem.
Zaniepokojenie odbijające się na jego twarzy dodało mi pewności siebie.


- Przez sto pięćdziesiąt minut nieudolnej próby prowokacji na scenie nie zdarzyło się absolutnie nic, co ktokolwiek mógłby uznać za przejaw talentu czy geniuszu. Spłycono ten dramat sztampowymi, jednowymiarowymi karykaturami postaci, zeszmacając aktorów do zawodowego dna. Uwięził Pan ich w kreacjach, nie pozwalając na stworzenie wyrazistych bohaterów. - mówię, nakręcając się. - Pocięto tekst, rujnując jego głębię oraz spójność. W zamian za to otrzymaliśmy dzieło bez przekazu, ale przynajmniej podane w przyswajanej dla motłochu formie, nieprawdaż? A scenografia? Przez "tak zwane" nowoczesne rozwiązania przestrzenne, których nawet nie potrafił Pan właściwie zastosować, przedstawienie oglądało się nadzwyczaj ciężko. Widz słusznie czuł się nimi przytłoczony. To nie jest żadna brawurowa maniera, to kabotynizm. Zastanawia mnie tylko, po co to wszystko? Dlaczego udaje Pan, że uprawiany przez Pana teatr to coś więcej, niż odebranie przez Pana honorarium w kasie? Może i oszuka Pan standardowego widza, który wróci do domu z przekonaniem, że należy do tej lepszej części populacji, bo nie urżnął się wieczorem jak zazwyczaj, tylko poszedł na Pańskie widowisko, lecz ostrzegam, że nie każdego Pan w ten sposób otumani. I jeszcze jedno. Uprawia Pan zwykły narcyzm, nie sztukę. Zachłysnął się Pan samym sobą, czego dowodem jest to przedstawienie, będące w zasadzie masturbacją Pańskiego ego.


Tyrada odniosła pożądany skutek. Czerwieniejąc, znany reżyser N. wyglądał, jakby miał zamiar wypowiedzieć się nosem. Oprócz ciężko wydychanego powietrza nie wylatywały z niego jednak żadne słowa. Za ten efekt należał mi się minimum znak jakości i złoty laur konsumenta w dziedzinie „przykry recenzent teatralny”. Zadowolony z napsucia mu krwi, zbierałem się do odejścia, kiedy powstrzymały mnie powolne, sztuczne brawa. Później odezwał się kobiecy głos:


- Piękny monolog. - rzekł, klapiąc. - Przemawia przez Pana cynizm czy zwykłe skurwysyństwo?


Dla odmiany to mnie zatkało. Myśląc naprędce nad ripostą szukałem wzrokiem autorki komentarza. Stała nieco z boku, chowając się za innymi i pewnie dlatego wcześniej jej nie widziałem. Zwróciłbym raczej uwagę na nieprzeciętną urodę młodej dziewczyny. Nie była klasyczną pięknością, jej powab określiłbym jako egzotyczny. Twarz miała pociągłą i szczupłą z wysoko osadzonymi kośćmi policzkowymi, cerę lekko śniadą. Wargi wąskie, podkreślone pomadką. Wyżej znajdowały mądrze patrzące, łagodne oczy koloru brązowego chronione przez zalotnie długie rzęsy. Mocno kręcone, że aż prawie negroidalne ciemnoblond włosy spływały na nieduże piersi, które bezdusznie schowano za wieczorową suknią. Figura smukła, wzrost powyżej normy. W wysokich szpilkach była równa ze mną.


Zaciskając usta, wpatrywała się wyzywająco w moją osobę. W dodatku użyła wulgaryzmu. Nie miałem pojęcia, czy chciała mnie obrazić, zlekceważyć albo zaczepić. Jej wtrącenie kazało mi sięgnąć po nieuczciwą, ironiczną erystykę.


- A to nie to samo? - niemądrze odpowiedziałem pytaniem na pytanie, pragnąc zyskać na

- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów