Mizantropia - fragment I
opowiadania >



czasie. - Zarówno cynizm, jak i skurwysyństwo są wszak nieprzyjemne dla otoczenia. Obydwie te postawy to trzeźwe, pozbawione złudzeń spojrzenie na rzeczywistość. Jedynie nazywa się je inaczej.


Nie dała się zwieść prymitywnym wybiegiem. Otaksowała mnie od stóp do głów, po czym skwitowała gorzko:


- Cynik, ale niezbyt inteligentny. To wystąpienie ktoś Panu napisał, a Pan się go wyuczył, tak? W takim razie gratuluję dobrej pamięci. Niewielu podołałoby złożonym zdaniom i słowom dłuższym niż pięcioliterowe.


Obrzucając mnie inwektywami, sięgnęła po argument ostateczny, ad personam[2]. Bezwstydny podstęp, osobiście obrażać przeciwnika w miejsce roztrząsania przedmiotu sporu. Nie mogłem jej za to winić, to ja zacząłem prowadzić dialektykę poniżej pasa. Uwaga dziewczyny rozchmurzyła towarzystwo. Wśród słuchaczy to ona cieszyła się większym uznaniem, podobne komentarze oparte na własnym autorytecie były niezwykle skuteczne. Szmer drobnej wesołości przeszedł po słuchaczach, więcej jeszcze, sam znany reżyser N. pozwolił sobie na cień uśmiechu. Zachwiano moją pozycję wśród audytorium, brutalnie osiągniętą przez wykład na początku rozmowy. Zlustrowałem ją spojrzeniem. Dyskutowaliśmy niecałe dwie minuty, ale już zdążyła zadziałać mi na nerwy.


Na sekundę przed mym równie złośliwym responsem do grupy dołączył dojrzały pan. Nieświadomy toczącej się polemiki, zwrócił się do głównego bohatera sporu:


- Panie reżyserze, jest tu dyrektor. Chce Panu pogratulować.


Z widoczną ulgą znany reżyser N. kiwnął głową, przyjmując wiadomość. Na pożegnanie łypnął na mnie nienawistnie i bez słowa odfrunął w dalszą chełpliwość. Za nim ruszyli zawsze wierni wyznawcy, po kolei opuszczając krąg. Tylko dziewczyna pozostała w bezruchu. Starsza kobieta, która była świadkiem deliberacji, chwyciła ją delikatnie za ramię.


- Idziesz? - spytała. Blondynka pokręciła przecząco głową.


- Jeszcze nie. Za chwilę do Was dołączę.


Niemłoda pani odpuściła, wzruszając ramionami. Potem znikła, zostawiając nas względnie samych, pośród setek osób. Mierzyliśmy się nawzajem wzrokiem. Wtedy, z powodu pędu powietrza wywołanego ruchem reżysera i świty doszedł do mnie zapach jej perfum. Powiadają, że to podstawowy damski pierwiastek kuszenia. Pachniała nieodpartą kobiecością, delikatnie i aromatycznie, co kontrastowało z jej odwagą i niezależnością.


- Grasz nieczysto. - zauważyłem, wyrywając się z rozważań. Dziewczyna prychnęła rozbawiona, szybko porzucając oficjalne formułki:


- I kto to mówi! Kłótliwy arogant dążący do pokazania swojej wyższości wszelkim kosztem! Naskoczyłeś na N. i wygłosiłeś mu takie kazanie, że ten prawie połknął język. Wstydź się. - skończyła, biorąc od przechodzącego nieopodal kelnera lampkę złocistego płynu.


- Lepsza arogancja niż ignorancja. - odparowałem, też biorąc kieliszek. Odczuwałem skutki nadużycia alkoholu, zrobiło mi się gorąco i otoczenie lekko wirowało. Na szczęście zostało we mnie wystarczająco przytomności oraz elokwencji, by kontynuować. Wziąłem solidnego łyka. - A taką w sprawach sztuki przejawia N. Słuchaj, on zasłużył żeby jebnąć mu solidny paternoster. Wszystko w tym przedstawieniu było żałosne i niedopracowane, poczynając od oświetlenia i dźwięku, a na fragmentarycznym scenariuszu kończąc. Nikt nie każe uprawiać mu teatru klasycznego, ale niech chociaż skończy z robieniem bełkotu, bo to pozostawia niesmak.


Zapadło głuche milczenie, w którym sączyliśmy nasze napoje. Inni ludzie stanowili tło, przechodzili obok nas i rozpływali się w powietrzu. Gdy skupiłem się na blondynce, ich obecność nie przeszkadzała mi tak jak wcześniej. Byli wątpliwymi ozdobami pomieszczenia, przepływającymi dekoracjami. Świadomy, że choćby częściowo nie mylę się w temacie widowiska, spodziewałem się przytaknięcia.


- Być może masz rację. - odrzekła w końcu. - Nie wiem, nie mogę być obiektywna. N. jest mi bliski.


Czyli miałem do czynienia z jego lubą. W sumie mogłem się domyślić, że skoro stanęła ze mną w szranki w jego obronie, to musi jakoś być z nim związana. Rozczarowało mnie to. Nie sądziłem wprawdzie, aby taka dziewczyna była singielką, lecz posądzałem ją o wyższy standard przy doborze drugiej połówki. Im dłużej jednak się nad tym pochylałem, doszedłem do wniosku, że jestem w błędzie. Znany reżyser N. spełniał większość wymogów dobrze rokującego partnera. Za reżyserowanie szmir wszedł w posiadanie niezbędnych zasobów materialnych. Bycie majętnym sygnalizowało kobietom prawdopodobieństwo zapewnienia dobrobytu dla siebie i swojej rodziny. Posiadanie pośrednio mówi o innych cechach, jak pracowitość czy ambicja, której on miał akurat sporo. Inna sprawa, że nie potrafił przekuć jej na dobrą sztukę. Zawód pozwalał mu zająć odpowiednią pozycję społeczną, następny uniwersalny sygnał zamożności. Wydawał się być też od niej sporo starszy. Sugerowało to dojrzałość i stałość w uczuciach, tak bardzo pożądaną przez kobiety.


Niezależnie od tego, iż był wzorową partią, wciąż byłem niepocieszony jej wyborem. Nie wiedziałem dlaczego, ale blondynka przede mną sprawiała wrażenie jakby stawiała na inne wartości. Sam zaskoczyłem się własną reakcją, przeważnie nie przywiązywałem wagi do podobnych spraw. Setki razy zawiodłem się na człowieku. Nauczyło mnie to, aby nie pokładać w nim żadnych nadziei. Jednakże ona... była inna. Tylko tyle i aż tyle.


Chyba wyczuła moją gorycz, bo zmieszana rzekła:


- Powinnam iść. Miło było poznać.


Nie czekając na odpowiedź, błyskawicznie odwróciła się na pięcie i oddaliła się. Odprowadzałem ją wzrokiem, śledząc w którą stronę się uda. Wbrew oczekiwaniom, nie uczepiła się z

- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów