STUDENCKA PRZYJAŹŃ (kryminał)
opowiadania >



Anka, Julia, Marta i Ela, jak w każdy piątek, siedziały w restauracji „Pod Dębami” przy ulicy Poznańskiej w Rogalinie. Sala była wypełniona po brzegi. Wspólne kolacje stały się obowiązkowym zwyczajem. Kiedy podszedł do nich kelner, złożyły zamówienie. Wzięły risotto, do tego czerwone wino, a na deser szarlotkę.


Chociaż mieszkały w Rogalinie od urodzenia, to poznały się dopiero na studiach. Wszystkie studiowały filologię polską, ale zrobiły różne specjalizacje. Anna po komunikacji społecznej pracowała jako redaktor dla lokalnej gazety. Julia była logopedą, Marta bibliotekarką, a Ela sekretarką w firmie. Jako jedyna pracowała nie w swoim zawodzie, ponieważ stwierdziła, że bycie nauczycielką nie jest dla niej.


– Lubię te nasze piątki, kiedy możemy się spotkać i tak o wszystkim porozmawiać – powiedziała Julia Pawlikowska, która miała ciemny blond włosy, niebieskie oczy i była szczupła. Ubrana była w spodnie dopasowane w biodrach, białą koszulę, a do tego szary żakiet. Nie wyglądała na swoje dwadzieścia osiem lat. Wiele osób brało ją za młodszą.


– Ja też je lubię – odparła Ela. – A słyszałyście o tym nowym filmie. Nie pamiętam tytułu, ale jest o ojcu, który walczy o prawo do opieki nad dziećmi. – Ela Dorotkiewicz, w przeciwieństwie do Julii, była trochę grubsza i wysoka. Ubrana była w zieloną sukienkę i kremowy żakiet, a do tego nosiła buty na wysokim obcasie.


– Ja słyszałam. Może wybierzemy się w sobotę – odparła Marta, która miała czarne włosy i brązowe oczy. Ubierała się przeważnie w markowe ubrania. Dziś założyła dopasowaną spódnicę i granatową bluzkę.


– Ja jestem za – odpowiedziała Anka, która była ubrana w białą bluzkę i czarne spodnie. Miała zielone oczy i blond włosy, które przeważnie upinała w kok.


Ich przyjaźń zaczęła się na studiach i trwała do tej pory. Jako znak przyjaźni nosiły na rękach bransoletki z czterema małymi serduszkami, na których były wyryte ich inicjały.



Ranek był piękny. Słońce świeciło od 6:00 rano i nie było mowy o deszczu. Przez park szło wielu ludzi, ale tylko jedna osoba zauważyła, że za krzakami ktoś leży. Kobieta podeszła do tej osoby i sprawdziła puls, ale ona już nie żyła. Wiktoria przywiązała psa do ławki i zadzwoniła na policję. Była ubrana w sportowy dres. Codziennie biegała tu ze swoim psem. Zanim przyjechali funkcjonariusze zebrał się już tłum gapiów.


Sprawę prowadził detektyw Artur Bogusławski. W dopasowanym garniturze wyglądał jak dyrektor jakiegoś banku. Jego brązowe oczy wyglądały tak, jakby skrywały jakąś tajemnicę.


Ogrodzono teren i zabezpieczono ślady. Detektyw rozdzielił zadania i po przesłuchaniu Wiktorii podszedł do patologa, który pochylał się nad ciałem. Był nim Jan Nowak, który był średniego wzrostu, miał czarne włosy i brązowe oczy. Pod czarną marynarką miał czarne spodnie i zieloną koszulę.


– Co już wiemy? – zapytał.


– Kobieta 25 – 30 lat. Nie żyje od jakichś ośmiu godzin. Zmarła poprzez uduszenie. Więcej powiem ci, jak zrobię sekcję.


– Czy wiemy, kim była?


– Tak – odpowiedział jeden z funkcjonariuszy. – Właśnie dostałem informację o zaginięciu Marty Adamczyk i opis pasuje do tej kobiety.


Kiedy Anna, Julia i Ela dowiedziały się o zabójstwie Marty, nie mogły w to uwierzyć. Przecież wczoraj z nią rozmawiały, a teraz nie żyje. Musiały zgłosić się na posterunek policji na przesłuchanie, aby można było ustalić, co robiła po kolei Marta w dniu swojej śmierci.



Detektyw Artur Bogusławski pojawił się rano u patologa, aby dowiedzieć się szczegółów zbrodni. Pomieszczenie to zawsze wywierało w nim dziwne wrażenie pustki. Sala była sterylnie czysta, wyłożona płytkami, na środku stał stół, a na nim leżało ciało Marty.


– Masz coś nowego? – zapytał Artur.


– Zginęła poprzez uduszenie, tak jak mówiłem wcześniej – odpowiedział patolog Jan Nowak. - Czy znalazłeś jakieś ślady, np. pod paznokciami?


– Niestety nic takiego. Morderca wszystko dobrze zaplanował.


– Wielkie dzięki – powiedział i skierował się do wyjścia.



Pogrzeb Marty odbył się cztery dni później. Zjawiła się na nim cała rodzina, znajomi i oczywiście trzy przyjaciółki. Na cmentarzu wszyscy zgromadzili się wokół grobu Marty. Każdy z przybyłych trzymał w ręce bukiet tulipanów, ulubionych jej kwiatów. Kiedy zakończyło się nabożeństwo, wszyscy złożyli kwiaty na grobie Marty.



Następnego dnia Ela zjawiła się w firmie o 7:00 rano. Od razu zabrała się do pracy. Jej biurko, przy którym urzędowała, stało naprzeciwko drzwi do jej szefa. Panował na nim porządek. Miała dzisiaj wiele pracy, więc dzień minął jej szybko. Musiała zostać po godzinach i z biura wyszła o 21:00. Kiedy szła do domu, wydawało się jej, że ktoś za nią idzie. Przestraszyła się i przyspieszyła kroku. Gdy podeszła pod drzwi domu i myślała, że jest bezpieczna, ktoś złapał ją za szyję i zaczął dusić. Nie widziała, kim był napastnik. Morderca przeciągnął ciało za dom.


Rano, gdy Ela nie zjawiała się w pracy, jej szef zaczął się niepokoić. Przecież nigdy nie robiła sobie wolnego bez uprzedzenia. Dzwonił do niej kilka razy.


Julia miała odwiedzić Elę w pracy, ale jej tam nie zastała i również zaczęła się niepokoić. W związku z tym pojechała do jej domu. Był zamknięty, ale poszła na tyły,

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów