Jestem jednym z miliardów, odparł Bóg
opowiadania >



jestem fizykiem, chociaż …można tak powiedzieć, że nim jestem.


– Co to znaczy…można tak powiedzieć?


– Widzi pan, to ja jestem stworzycielem tego wszystkiego. – Jestem osobliwością.


– Słucham? – mój głos załamał się. – Jak to pan jest osobliwością? Co pan wygaduje? Nabiera mnie pan czy co?


– Niech się pan uspokoi. Nie nabieram pana. Mówiłem przecież na początku, że będzie to dla pana niewyobrażalny szok.


– Buahahaha. – parsknąłem śmiechem, łapiąc się za brzuch. – Ale po chwili poczułem wściekłość, myśląc, że facet robi mnie w konia. – Co to za wygłupy?! – wrzasnąłem, wstając z miejsca. – Pił pan? Jest pan pod wpływem narkotyków? W chwilę potem zacząłem się znowu śmiać.


– Niech się pan uspokoi i ochłonie. – nasze gwiazdy powoli gasną, nie ma dla nich ratunku. Grawitacja jest zbyt słaba, a rozszerzanie przestrzeni zakończy się Wielkim Rozdarciem, czyli wszelkie molekuły, nawet te na poziome subatomowym, zostaną całkowicie rozerwane. Nie będzie nic.


Zdębiałem do reszty. To było jak jakiś wariacki sen. Nie mogłem uwierzyć w ani jedno słowo, które wypowiadał. Nie, nie…to nie może być przecież prawda…


– Ale jest. – powiedział do mnie prawie szeptem, a mimo to niemal rozsadził moją czaszkę. Wwiercił się do mojego mózgu, jakby był telepatą czytającym moje myśli!


– Nasz wszechświat nie jest jedyny.


– Słucham?


Nie zwracał na mnie uwagi i mówił dalej.


– Takich wszechświatów jak nasz są miliardy, tak jak są miliardy gwiazd czy galaktyk. I w każdym jest Bóg. – Jestem jednym z miliardów. – odparł.


– To są inne wszechświaty? – zapytałem, niemal łkając.


– Powstają w bezkresnym nadwszechświecie albo inaczej, multiwszechświecie, którego nawet ja nie jestem w stanie ogarnąć rozumem.


– W multiwszechświecie?


– Tak. – Wszechświaty takie jak nasz tworzą się w jeszcze większej przestrzeni. Tak jak bąble w gotującej się wodzie. Puchną i pękają, a w ich miejscu powstają nowe. I tak w nieskończoność, ponieważ w nadwszechświecie nie obowiązuje czas.


– Chce pan powiedzieć, że…rozmawiam nie z człowiekiem, tylko… – z Bogiem?


– Tak.


Poczułem, że robi mi się słabo, że zaraz zemdleję i osunę się na podłogę. Klepnąłem się dyskretnie po policzku dla otrzeźwienia.


Mężczyzna otworzył neseser i wyjął z niego dwa flakoniki z jakimiś płynami. Jeden miał jasno-zielonkawą barwę, a drugi był czarny.


– Jeśli te dwie substancje połączę ze sobą i lekko wstrząsnę, to nastąpi kres naszego wszechświata. Będzie nowy Wielki Wybuch, który go unicestwi w ułamku sekundy, unicestwi go razem ze mną, tworząc coś całkowicie nowego. – czarny płyn to pramateria czyli tzw. Ylem. Pierwsza substancja, z której powstają pierwsze pierwiastki chemiczne. To jest nadgęsta, neutralna ciecz jądrowa, a w drugim wysokoenergetyczne promieniowanie gamma. Zostało to potwierdzone, przez George`a Gamowa, Ralpha Alphera i Hansa Bethe w teorii Alfa-Beta-Gamma. – być może słyszał pan o niej?


Poczułem, że nogi robią mi się jak z waty. – To jakiś absurd! – krzyknąłem.


– To nie jest żaden absurd. – szepnął przenikliwie tak jak poprzednio, ustawiając fiolki na neseserze.


– Przecież to jest totalny idiotyzm. To nie może być prawda!


– Chce się pan przekonać? Mój czas się kończy. Tak jak każdy cykl ma swój kres. Powstanie coś, co będzie lepsze. Wszyscy Bogowie tak czynią, to rodzaj ewolucji. – rozumie pan?


– Ale, po co mi to pan mówi, to znaczy, po co mi to mówisz, Boże? Nie mogłem wymyślić nic rozsądnego, więc wypowiedziałem szeptem jedynie,…dlaczego? – widząc, jak zaczyna je powoli odkręcać.


Patrzyłem na to jak ktoś, kto jest w totalnej malignie. I najpierw pomyślałem, że tak, że chcę się przekonać, ponieważ wydawało mi się, że z tego i tak nic nie będzie, gdyż rozum nakazywał mi traktować to wszystko jak jakieś bajdurzenia wariata. Jednakże zwyciężyła pierwotna walka o przetrwanie. – Niee! – Wrzasnąłem, rzucając się momentalnie na niego. Doszło do szarpaniny. Fiolki spadły na podłogę. Próbowałem chwycić go za gardło i obezwładnić. Miałem tego wszystkiego dość! Uderzyłem go w twarz i w tym momencie pociąg gwałtownie szarpnął. Poleciałem w tył uderzając głową o szybę. Usłyszałem jak pęka. Zdążyłem jeszcze zobaczyć Boga mieszającego szybko obie substancje ze sobą. Wytworzyła się wpierw mała kropka, która zaczęła szybko rosnąć w oślepiającym jaskrawo-niebieskim blasku. Zacząłem tracić przytomność. Potem – nie było już NIC.



- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów