Zwyczajnie - miłość (VI) Przyjazd męża
opowiadania >



go nie było. Teraz tryumfował w związku z rozpoczętymi wakacjami. Dowiedziawszy się o kompozycji siostry musiał z nią iść na próbę, posłuchać i wtrącić swoje trzy grosze, czym ją tylko zdenerwował.
- Jakieś takie agresywne, rozdzierające. Na pewno kobieta tryskająca szczęściem z powodu kwitnącej miłości i przyszłego macierzyństwa powinna pisać takie utwory?
- Zamknij się. To nie twoja sprawa – skarciła go Magda ostro, ale wieczorem Michał zajrzał do niej mimo to. Zapukał do drzwi, gdy siedząc po turecku na łóżku z batutą ręku dyrygowała wyobrażoną orkiestrą. Spojrzała na niego, a on zaczął bić brawo.
- Pięknie maestro. Jak widzę jesteś tak przygotowana, że nie ma prawa się nie udać.
- Nie jestem pewna. I nie drwij. Nie wiem czego tata oczekuje. Słyszałeś jego kompozycje?
- Od razu chciałaby dorównać staremu mistrzowi dla którego komponowanie muzyki to chleb powszedni. Powoli siostra. On też kiedyś zaczynał. Po mojemu bardzo fajnie to brzmi. Nawet nie wiedziałem, że tak potrafisz. Też mam taką małą kompozycję i jakbyś miała chwilę to chciałbym, żebyś posłuchała. W sumie to nic wielkiego. Koleżanka, która śpiewa poezję poprosiła mnie o napisanie muzyki do jej utworów. Nie chciałbym się wygłupić. Posłuchasz?
- Koleżanka, która śpiewa poezję? – spytała Magda zaintrygowana – Odkąd ty się interesujesz poezją?
- Od jakiegoś czasu. Jeszcze sporo rzeczy o mnie nie wiesz, ale to tylko między nami. Posłuchasz?
- Nie przepuszczę takiej okazji. – uśmiechnęła się – Ja wręcz muszę to usłyszeć, tylko może troszkę później. Co? Po tym moim egzaminie będę miała wolniejszy umysł. Nie pogniewasz się?
Już miała uprasowaną odzież w której miała wystąpić, kiedy zajrzała na Internet i odebrała wiadomość od Dawida, że przylatuje. Miał lądować w Warszawie kilka godzin po jej egzaminie. Napisała, że postara się przyjechać po niego, ale nawet nie miała czasu za bardzo zatrzymać na tym myśli. Pierwszy raz stawała na scenie w roli dyrygenta wykonując swój własny utwór. Wśród publiczności byli wszyscy profesorowie, wypatrzyła też dyrektora filharmonii, który przyjaźnił się z ojcem. Ubrana w luźne, szare spodnie i białą koszulkę wyszła na scenę, pokłoniła się i drżącą ręką uniosła batutę. Wzrokiem prześledziła twarze swych kolegów i koleżanek, którzy mieli grać. Po ich twarzach również przemykała trema. W duchu modliła się, aby nikt nie spalił. Uśmiechnęła się do nich z nadzieją, że to ich rozluźni i zachęci do starania. Poszło. Każdy z zaproszonych przez nią do współpracy kolegów w dniu występu spiął się i stanął na wysokości zadania. Wszystko zabrzmiało pięknie. Zebrała burzę oklasków. Były gratulacje, rodzice zapraszali ją na uroczystą kolację w restauracji w celu uczczenia sukcesu, a ona myślała tylko o tym, że powinna już jechać, bo przecież Dawid przylatywał, a do Warszawy było szmat drogi.
- Tatuś pożyczysz mi samochodu? Koleżanka, którą poznałam w Stanach przylatuje do Polski i dzwoniła przed koncertem z prośbą o pomoc. Bardzo bym ją chciała odebrać. Pożyczysz?
- I teraz chcesz jechać? Nie pójdziesz z nami na kolację? Boguś z żoną będzie. Znaczy szef orkiestry.
- Wybacz tatuś.
- No dobrze. Za ten koncert jestem w stanie ci wybaczyć, ale jutro idziemy na kolację razem z koleżanką. Mam nadzieję, że będziemy mieć przyjemność ją poznać. Ma gdzie nocować?
- Tak. Ma. Już wcześniej wynajęła sobie pokój. Niemądra. W ogóle, co za myślenie? – pytanie ojca wywołało przypływ paniki, ponieważ uświadomiło jej, że nie pomyślała o lokum dla gościa.
Zanim wyruszyła musiała jeszcze zadbać o wynajem pokoju dla Dawida. Wiedziała, że koleżanka, która z nią grała od razu po egzaminie ma zamiar się pakować i opuścić stancję. Rozmowa z Martą, potem z właścicielką mieszkania. Dało się zrobić. Potem szybko do samochodu i w drogę. Zerknęła na zegarek. Gdyby na drodze nie było utrudnień miała szanse zdążyć. Wyjechała trochę za późno, ale miała nadzieję nadrobić czas na trasie. Jechała dość szybko słuchając muzyki i teraz dopiero zastanawiając się co powie Dawidowi, jak go przywita i jak wszystko rozegra. Za chwilę przed nim stanie i co? Przede wszystkim musiała zachowywać się tak, aby nie miał wątpliwości, że to małżeństwo nie istnieje i nigdy nie istniało. Wraz z przemierzanymi kilometrami coraz bardziej uświadamiała sobie, że za chwilę spotka się ze swoim formalnym mężem, a w domu pozostał nieświadomy niczego Piotr, ale teraz było za późno. Noc oblekła ziemię i przerzedziła zdecydowanie samochody poruszające się po drogach. Światła latarni, przejeżdżające raz po raz tiry. W końcu ulice Warszawy. Znała to miasto. Tutaj od kilku lat mieszkała jej siostra, więc przynajmniej raz w roku miała przyjemność je odwiedzać. Dotarła do lotniska bez przeszkód. Problemem było znalezienie miejsca do zaparkowania i to zajęło jej chwilę, ale jakimś cudem udało się. Kawałek drogi od lotniska, ale stąd w dziesięć minut mogła dotrzeć pieszo. Spojrzała na zegarek. Samolot powinien już wylądować pół godziny temu. Nie zapisała sobie numeru telefonu Dawida. Nie miała pojęcia jak go znajdzie, ale ruszyła przed siebie. Wszystko co ostatnio robiła było tak pozbawione jakiegokolwiek planu, że to komponowało się z resztą znakomicie. Poszła chodnikiem omijając budynki, drzewa, ludzi. Weszła na teren lotniska i zaczęła się rozglądać. Szła szybkim krokiem i usilnie starała się sobie przypomnieć jak on w ogóle wygląda. Widziała go raz w życiu. Rysy twarzy całkowicie rozmyły się w jej wspomnieniach. Wiedziała, że jest dość wysoki i ma ciemne włosy. Kojarzył się jej ze sportowym podkoszulkiem, ale teraz mógł być ubrany całkiem inaczej. Kolejni ludzie, kolejne twarze, którym się przyglądała. Widząc od tyłu wysportowane męskie sylwetki podchodziła pośpiesznie, aby spojrzeć na twarz. Nie. Raczej nie. Nie była pewna. Przez chwilę usiadła zrezygnowana stwierdzając, że nigdy go nie znajdzie, ale potem podniosła się i ruszyła dalej. Nie mogła wrócić do domu bez niego.
Moment konsternacji. Człowiek siedzący po turecku na ladzie zamkniętego sklepiku i patrzący dookoła dość spokojnie. Obok duża torba podróżna. On śniady, czarne włosy, ubrany w dżinsy i sportową marynarkę narzuconą na czarną koszulkę. Kolczyk w uchu. Podeszła
- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów