Polityka - #3 Polityka Ukrycia
opowiadania >



Trudno było myśleć o czymś innym przerzucając śmierdzące sieci pełne ryb lub siłując się z pokaźnej wielkości, martwymi rekinami. Port był cały zapaskudzony. Śmierdział solą, starymi łajbami i morskimi żyjątkami, które na Islandii wpierdalano na potęgę. Jak mógłbym przestać myśleć o tym, że moje życie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni? Obrało kompletnie inny kurs wykonując niebezpieczny i gwałtowny manewr skrętu. Tak jakby płynąca przez Morze Śródziemne łajba z murzynami odbiła gwałtownie na zachód: „O, chuj, karniemy się jednak obok Hiszpanii, na Wyspy Kanaryjskie.”


Podobno napadłem na trzech typów z bronią w ręku, zabijając dwóch z nich, a trzeciego trwale okaleczając. Praktycznie rzecz biorąc wstawiłem się za kobietą, która była przez nich napastowana. Dwóch mężczyzn zabiłem w obronie własnej, trzeciego pobiłem w afekcie.


A potem rozpłynąłem się w powietrzu. Zero znajomości, zero pomocy. Pozostało zacząć nowe życie i czekać, będąc ostrożnym. Pocieszałem się faktem, że ktokolwiek wydaje wyrok nie robi tego z przekonania o mojej winie. Gdyby byli o niej przekonani już dawno siedziałbym w pomarańczowym ubranku. Zresztą nie mam pojęcia co się dzieje w mojej sprawie, czy faktycznie wszystko potoczyło się według przypuszczeń pana Andrzeja. Należało założyć, że tak. Należało założyć, że stałem się kryminalistą, który potrzebuje świeżego startu. Nie dość, że odebrałem życie ludziom, to jeszcze los zdecydował się posolić otwartą, głęboką ranę. Zamiast szukać pomocy wśród znajomych i rodziny, zamiast korzystać z ich ciepła i życzliwości, raczyłem się teraz morskim zimnem i surowym klimatem.


Czasami spałem trzy, cztery godziny, czasami w ogóle. Zdarzało mi się pospać z piętnaście, kiedy wcześniejszego wieczora konkretnie zapiłem mordę. Jeżeli nie budziłem się z krzykiem, z wyprostowaną przed siebie ręką, z palcem na niewidzialnym spuście, jeżeli nie budziłem się z obrazem wylanego mózgu przed oczyma, to zazwyczaj budziłem się z zaciśniętym żołądkiem z nerwów.


Nawet gdy dwa dni po tamtym feralnym zdarzeniu włóczyłem się z panem Andrzejem po sądach i komisariatach nie było tak przejebanie. Nie wiem dlaczego.


Kolejna partia ryb przebrana. Przerwa. Fajka na zewnątrz, na końcu portu. Patrzyłem raz w niebo, raz w morze. Wodziłem wzrokiem po horyzoncie. Uspokajałem się. W oddali, przy bramie mignął Svenn, dzięki któremu dotarłem na wyspę.


Svenn był prostym człowiekiem, zapatrzonym w ciężką pracę, ceniącym czas wolny spędzany z rodziną, którą szanował i kochał. Udałem dokładnie takiego samego jak on. Polak, który chce stworzyć na Islandii podstawę ku temu, by ściągnąć tam swoją żonę i dziecko. Żonę, która wielbi ponad wszystko piękno ich osobliwej wyspy, gorące źródła, surowość krajobrazu. A do tego ten poczciwy rybak dostał pieniądze jak za bilet na dobrym promie i ciekawe towarzystwo podczas rejsu. Nie było trudno go przekonać. Owszem, łatwiej było przelecieć tę odległość samolotem, jednak nie chciałem pozostawiać za sobą żadnych śladów.


Jeżeli angielska pogoda; angielska szarość, angielskie wiatry, angielskie mżawki mnie irytowały, to Islandia była tego wszystkiego apogeum. Klimat zmienny jak kobieta przed okresem, której towarzyszy księżyc w nowiu. W jednej chwili napierdala z nieba żabami, że aż potoki spływają po dróżkach, by w kolejnym momencie uśmiechnęło się spomiędzy szarych chmur wesołe słoneczko. Jak w teletubisiach.


Z opowieści dowiedziałem się, że w okresie letnim krajobraz jest śliczny. Ale nigdy tego nie przeżyłem. Za to stwierdzić mogę, że tutejsza zima ma swoje uroki. Krótki dzień dodaje klimatu potęgowanego przez ogromną ilość nieskazitelnie białego śniegu, który bywa, że miejscami kontrastuje z czarnymi polami lawy. No i zorze polarne, które o tej porze roku bardzo często goszczą na nieboskłonie. Zdecydowanie jest na czym oko zawiesić. Jest to całkiem inny świat.


Ludzie również są inni. To inna, wyspiarska kultura. Można mieć wrażenie, że wszyscy w pobliżu się znają. Mieszkańcy są przyjaźni i otwarci, nie myślą o przybyszach stereotypowo. Lubią późno zaczynać zabawę, którą kończą jeszcze później – zazwyczaj jest już wtedy jasno, a poimprezowe gastro ogarnia się równocześnie z ludźmi kupującymi świeże pieczywo na śniadanie. No i mają kompletnie wyjebane na rachunki za prąd. To będzie pierwszy rynek, który przejmą samochody Tesli.


Po pracy wróciłem do mieszkania, które wynajmowałem z trzema innymi pracownikami portu. Udało mi się już trochę pieniędzy odłożyć, tym bardziej, że poza portem dorabiałem różnymi małymi zleceniami: pomoc w porządkowaniu ogrodu, rozbiórki, remont, nawet nauka angielskiego się raz trafiła. Opłaty? Heh, za prąd? Z jedzeniem też sobie radziłem; warto zdrowo się odżywiać. Na przykład rybami, których w porcie pod dostatkiem. Planowałem wynająć jakąś kawalerkę w Reykiawiku, zabalować w tym wesołym państewku jeszcze rok, a później zastanowić się co dalej i zmienić miejsce pobytu. Na bardziej słoneczne, preferencyjnie.


Taki chuj. Nici z planów.


Prysznic, obiad, laptop. Jak zwykle w poniedziałki sprawdzałem newsy z Anglii oraz okolic Colchester. Odkąd zacząłem pracować na tym smutnym wypizdowiu zdecydowałem, że codzienne marnowanie czasu na przeglądaniu dupereli jest bezsensowne. Robiłem to co tydzień.


Jak się okazało minionej soboty wystosowano odpowiednik listu gończego z moim zdjęciem. Uznano mnie za zbiega podejrzanego o zastrzelenie dwóch mężczyzn. Od dwóch miesięcy nie ma ze mną kontaktu. Pojawił się także świadek przeciwko mnie…


Przecież mogłem się tego spodziewać. – pomyślałem zaciskając zęby. Spodziewałem się tego. Czy to oznacza, że jestem też poszukiwany na terenie Unii? Chyba nie powinienem zbyt długo przebywać na Islandii. Jestem udupiony na wyspie.


Zrobiłem łyk kawy i wyjrzałem przez okno na ulicę portowego miasteczka. Musiałem wyluzować i dokładnie przemyśleć swoją sytuację. Nie zajęło mi to długo. Z nieba z wolna zlatywały zimne płatki śniegu. Równie zimnym wzrokiem spojrzałem na swoje odbicie w brudnej szybie.


- Wiem, że mnie szukają i że jestem wrabiany. Tylko ja wiem,

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów