Fallout, rozdział 5: Złomowo - część 1 - partia b
opowiadania >



- O, nie, kurwa, koleś! To coś tu nie wchodzi!


Blaine czuł, że nim na dobre zasmakował upojnej atmosfery Nory Szumowin, obowiązkowa rozróba z odległej przyszłości zbliżyła się na niebezpieczną odległość „teraz”.


Wskazał palcem na prześlizgującego się radośnie między stolikami Ochłapa, robiąc przy tym niewinną minę.


- Słyszałeś, zabieraj go stąd, kurwa. To nie jest psi bar!


- Mój pies chodzi tam, gdzie chce.


- Neeeeaaaalll! – rozwrzeszczała się dziewczyna trzymająca na jednej ręce tacę i natychmiast straciła zainteresowanie Blaine’m i jego psim problemem.


W tej samej chwili zza barowego kontuaru rozległ się głęboki, tubalny i nieco chrapliwy głos. Zupełnie jakby właściciel Nory Szumowin lubił częste i wnikliwe inwentaryzacje zalegających na lustrzanych półkach trunków.


- Koleś! Albo pies wypierdala, albo ty! Decyduj!


- Ochłap! – zawołał Blaine gwiżdżąc przedtem dwoma wetkniętymi w kąciki ust palcami. – Ochłap!


Pies spoważniał i zatrzymał się tuż obok baru. Przez moment on i Neal (lubiący sobie strzelić jednego, dumny właściciel Nory Szumowin) wpatrywali się w siebie. Blaine dopiero teraz zauważył, jak podejrzliwie cicho zrobiło się w barze za sprawą nadciągającej niczym trąba powietrzna „rozróby”. Trwał przez moment wyczekując reakcji psa. Ku własnej uldze i głębokiemu rozczarowaniu wszystkich zebranych, draka znów przesunęła się na linii czasu w bliżej nieokreślone „kiedyś”.


Ochłap poczłapał w stronę pana. Pan ukucnął, wytarmosił psa czule za „bakobrody” i kazał mu zaczekać na zewnątrz. Ochłap sprawiał przez chwilę wrażenie nadąsanego, a kiedy zmierzał w kierunku drzwi, nie omieszkał zatrzymać się i raz jeszcze spojrzeć w stronę triumfalnie unoszącego brew Nela.


Potem zniknął w roztaczającej się na zewnątrz ciemności. Odgłosowi zamykanych drzwi towarzyszył dźwięk grzmotu. Bez dwóch zdań nadciągała kolejna fala burzowej nawałnicy.


Blaine ruszył do kontuaru i usiadł za barowym stołkiem. Po drodze zaczepił go pijak o czerwonym, kartoflowym nosie i spowitej siatką spękanych naczynek twarzy. Przypominał nieco Seth’a, tylko tak o trzydzieści lat starszego i skrajnie już umęczonego pracą na roli. Jego drelichowy strój śmierdział nawozem, a przynajmniej na to liczył Blaine. Pijaczyna mógł równie dobrze zwalić się w gacie.


- Panie, kilka kapsli? Na kolejkę…


Blaine machnął ręką niczym zniesmaczony, stroniący od plebsu francuski markiz. Nawet ktoś tak prosty jak orzący całe życie w polu pijaczyna zrozumiał wymowność jego gestu i skwaszonej twarzy i bucząc coś pod nosem oddalił się do swojego stolika w ciemnym kącie sali.


- Mam nadzieję, że nie masz mi za złe – zaczął Neal, kiedy już Blaine na dobre usadowił się na stołku. – Nie chcę, żeby pies kogoś pogryzł albo napaskudził. Nie wpuszczam tu zwierząt.


Jasne, nie licząc trzech czwartych chlającego tu po nocach tałatajstwa. Wydawało mi się, że jeden koleś miał zaostrzone zęby...


- Nalej mi coli.


Neal spoglądał przez moment prosto w ciemne oczy Blaine’a. Zdawało się, że zamarł - a z wetknięta w duży kufel ścierą wyglądał dość kosmicznie. Kelly z trudem stłumił prześmiewcze parsknięcie. Neal również z trudem tłumił bezwolne reakcje własnego ciała. Jednak w jego przypadku nie był to bynajmniej śmiech.


- Masz kapsle? – zapytał mrużąc oczy podejrzliwie.


- Powiedziałem, żebyś mi nalał.


Neal bez słowa odkorkował błękitną butelkę. Zgięty kapsel odskoczył, a z wnętrza szklanego lejka wydobył się sykliwy dźwięk ulatujących do atmosfery bąbelków. Po chwili stojąca przed Blaine’m szklanka była w połowie pełna.


- Trójka.


Kelly od niechcenia sięgnął do wewnętrznej kieszeni swojej czarnej skóry i wyciągnął trzy pordzewiałe kapsle. Cisnął je nonszalancko na kontuar, zaś Neal skrzętnie zgarnął swoją masywną dłonią i zajął się własnymi sprawami.


Blaine uniósł szklankę przyglądając się przez moment bulgoczącym na tafli napoju pęcherzykom dwutlenku węgla.


- Panie – usłyszał za swoimi plecami bełkotliwy rechot pijaka, którego spławił kilka chwil temu – kilka kapsli na wódkę?


- Bob, co ci do chuja mówiłem? – uaktywnił się Neal grożąc Bobowi brudną szmatą. – Wypierdalaj do kąta, a jak nie masz kasy to na zewnątrz!


- M-mam forsę – bełkotał niebywale wręcz urżnięty kmiot. – P-prze… przecież wiesz, Neal.


- Jak masz to przestań żebrać! To porządny lokal. Jeszcze jeden raz i wypierdolę cię na deszcz, a w tym stanie wątpię, żebyś doczłapał do tej swojej pilśniowej dziury!


Bob odwrócił się, mruknął coś pod nosem i

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów