Fallout, rozdział 5: Złomowo - część 1 - partia b
opowiadania >



należących do Bractwa. Po rozmowie z Ismarckiem okazało się, że Kelly niewiele się pomylił. Leżące nieopodal Bractwo Stali faktycznie stanowiło silną frakcję, która dysponowała przedwojenną wiedzą, technologią i świetnie wyszkolonymi, odzianymi w pancerze wspomagające żołnierzami.


Blaine uaktualnił mapę Pipka. Naniósł na nią również niejakie Adytum, Gruzy czy coś podobnego. Ismarc wspominał, że leżały na terenie dawnego Los Angeles. Jednego z wielu miejsc, gdzie termojądrowe głowice kitajców spopieliły praktycznie wszystko. Stwierdził jednak, że nie bardzo mu się tam podobało.


- WOOOLAAAAŁBYYYYM SMAAAAŻYYYYĆ!!!


Boże, skąd on bierze te teksty?


- Nie mam pojęcia – burknął przesłodzony od Nuka-Coli Blaine. Po chwili otrząsnął się akurat by spojrzeć w stronę krzątającego się za barem Neala.


Właściwie to nie krzątającego się. Neal stał tak jak wtedy, kiedy usłyszał, co właściwie ma nalać odzianemu w czarną, zawadiacką skórę podróżnikowi. Jednak tym razem głowę miał mocno przechyloną do przodu, a spojrzenie zdawało się mówić, że widywał tu już gorsze rzeczy, ale zawsze w wykonaniu pijaków. Trzeźwi zazwyczaj zachowywali się normalnie.


- Neal – zwrócił się do niego Blaine używając swojego najbardziej czarującego i ujmującego tonu – czy mógłbyś dolać mi jeszcze szklaneczkę?


Gdy tylko półczarne, pękające bąbelki zaczęły wytryskiwać z szklanki niczym płynne fragmenty skał z rozpalonego do czerwoności wulkanicznego stożka, Kelly sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki i podał Nealowi pięć kapsli.


- Reszta dla ciebie.


Neal nie odpowiedział. Przez chwilę patrzył na forsę wiszącą w garści Blaine’a niczym papuga w podsufitowej klatce. Sięgnął po nią i skinął lekko głową.


- Powiedz mi, Neal, co to za trofeum tu na blacie?


Właściciel Nory Szumowin zmierzył go srogim spojrzeniem księdza rugającego profanujących ołtarz ministrantów. Niewielki, złoty pucharek z uchwytem i brązową plakietką stał natomiast niewzruszony tam, gdzie znajdował się przez cały wieczór.


- To nie trofeum, tylko urna. Zawiera prochy mojej żony. Poza barem jest to najcenniejsza rzecz jaka mi w życiu została.


Bardzo ciekawe, Neal. Bardzo ciekawe. Blaine mógłby to samo powiedzieć o swoim Ochłapku…


- STAAAALOOOOWAAAA KLAAAATKAAAAAA!!!


Ismarc darł się dalej w najlepsze. Mimo to w jego głosie powoli zaczynała niknąć werwa. Było już dosyć późno. Na zewnątrz hulał wiatr, zaś rozpędzone krople deszczu pędziły z impetem ku ziemi rozbijając się w otoczce głośnego dźwięku o szczelny dach Nory Szumowin. Lokalna i nielokalna menażeria wypiła już, co swoje i wyszczekała się. Nastrój powoli ulegał sposępnieniu. Dla wszystkich barowych ciem, zaprawionych w sztuce wnikliwej oceny panującej w takich przybytkach sinusoidalnej aury, był to najlepszy moment by chcąc uniknąć rozróby opuścić tonący statek.


- Te, Trish – przepity, zdarty głos kolesia przypominającego prehistorycznego pterodaktyla był oznaką, że Blaine i kilka innych osób przegapiło ten moment. – Cho no tutaj i weź powiedz temu sterczącemu w kącie chujowi żeby w końcu zamknął mordę!


Żebyś nie miał wątpliwości, Blaine, ty do tego doprowadziłeś.


- Niiiiżżżż zapłaaaaa…


Ismarc urwał w pół zwrotki jak pod wpływem przecinającego mu struny głosowe noża. Mimo to Czacha o naostrzonych, spiłowanych zębach nie zamierzał odpuścić.


- Trish, do kurwy nędzy! Mówiłem, żebyś tu przyszła! I przynieś jeszcze, co nieco!


Niechętnie, pod bacznym spojrzeniem Neala i całej reszty zebranych w Norze s(S)zumowin, Trish podeszła do okupowanego przez pseudo-gang stolika i postawiła na nim trzy brudne, minimalistyczne kieliszki.


- To jeszcze nie wszystko, kotku – rzucił lubieżny pterodaktyl i złapał ją w pół pasa usadzając na swoich kolanach po czym bezceremonialnie zaczął macać po cycach i cipie.


- Puszczaj mnie! Puszczaj mnie ty śmierdzący skunksie!


Śmierdzący skunksie?


Martwą, pełną wyczekiwania ciszę zalegającą we wnętrzu baru – nie licząc oczywiście sapiącej Czachy i szamoczącej się Trish - przerwał bardzo dyskretny i niemalże niezauważalny dźwięk przesuwanego po drewnie metalu.


Kiedy łobuz zamachnął się i przyrżnął kelnerce w żuchwę, Blaine przezornie zasłonił uszy. Całe szczęście znajdował się w najdalszym możliwym miejscu od zgrai nastoletnich wichrzycieli. Tylko dzięki temu uniknął bliskiej relacji z tym, co pozostało z Pterodaktyla, kiedy Neal raz, a celnie, pociągnął za cyngiel swojego 14 milimetrowego pistoletu…



31



- Co o tym myślisz, Ochłapku?


Wilczur mieszaniec z pręgą białej sierści wzdłuż kręgosłupa posłał swojemu panu ukradkowe i bardzo pospieszne spojrzenie. Ochłap miał teraz ważniejsze sprawy na głowie niż podziwianie leżącego w wielkim, wysokim, dwuosobowym łożu z metalowym, fikuśnie kształtowanym wezgłowiu Blaine’a.



Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów