Tajemnice Róży-rozdział drugi
opowiadania >



ALTAMIRO

TAJEMNICE RÓŻY


Opowiadanie zastrzeżone prawami autorskimi.Wszelkie kopiowanie,publikowanie bez zgody autora zabronione



Rozdział drugi


W dźwiękach ciszy...otulona delikatnością poranka Emma stąpa po dróżce wspomnień. Lekko zamyślona...odrobinę rozmarzona idzie w stronę stajni.Jej dusza śpiewa a serce tańczy z radości.Skoro świt wstała by spotkać się ze swymi ulubieńcami a zwłaszcza z miłością swego życia błyskawicą-Czarną klaczą o podobnie jak właścicielka niepokornym charakterze.Młoda dziedziczka do dziś ma przed oczami jej widok...Jak pojawiła się w posiadłości...taka narwana...chodziła bardzo szybko...stawała na tylnych kopytach...wymachując przednimi.Wszyscy bali się do niej podejść ale nie ona.W brew zdrowemu rozsądkowi,ostrzeżeniom ojca i stajennego Charls'a bez lęku i strachu w sercu podeszła do klaczy która na nią spojrzała wymachując kopytami.To ją jednak nie zraziło.Wręcz przeciwnie tym bardziej chciała to zrobić.Staneła tuż przed nią.Spojrzała prosto w pełne dzikości czarne oczy a potem szepneła coś do ucha.Ze spokojem klacz dała się pogłaskać.Zachowywała się tak jakby nigdy nie było tego co wszyscy widzieli przed chwilą...jakby znała dziewczynę od dawna

-Niesamowite rozległo się dookoła.
-Co Ona zrobiła?
-Jak tego dokonała?

Emma zdawała się nie słyszeć głosów zachwycona koniem którego pokochała od pierwszego spojrzenia.

-Co jej powiedziałaś?-spytał stajenny

Uśmiechnąwszy się:

-To już taki mój mały sekret.
-Rozumiem...chciałabyś się zajmować tym koniem?
-O tak bardzo-z radością w oczach.
-Wykluczone! Co ty sobie myslisz?-zwracając się do stajennego.
-Charles nie chciał źle.
-Jesteś na ty ze służbą? Chyba rozum postradałaś.To niedopuszczalne.
-Według Ciebie.
-Jeszcze pyskujesz.
-Co tu się dzieje-spytał właściciel posiadłości.
-Ojcze...
-Ona chce jeździć konno i jeszcze brata się ze służącymi.
-Nie ma w tym nic złego a chce się zajmować koniem.
-Zamilcz! Znam Cię teraz zajmować a potem szaleć na tej chabecie.
-To piękna klacz ale skoro nierozróżniasz.
-Bezczelna.
-Uspokójcie się!...obie!

Słysząc chwile ciszy:

-Córko naprawdę chcesz się zająć tym koniem?
-Tak ojcze.
-To wielka odpowiedzialność i ciężka praca
-Wiem o tym,nie przeszkadza mi to.
-Ale mnie tak.Nie pozwole by moja córka się hańbiła.
-Zamilcz kobieto,nie z tobą rozmawiam.
-Coś takiego.
-Będziesz otaczać tą klacz szacunkiem i opieką na jaką zasługuje?
-Tak.
-Zawsze? Także w trudnych sytuacjach?
-Tak.
-Nawet jak coś jej się stanie?
-Tak.
-W takim razie jest twoja.
-Dziękuje ojcze.
-A co z jazdą na tej...patrząc z pogardą na konia
-Jeśli nasza córka będzie chciała posiąść tą umiejętność nie widzę przeszkód.
-Chyba kpisz.
-Bynajmniej Pani Robertson.
-Źle się czuje-zawracając w stronę posiadłości-Skandal....prawdziwy skandal-zdało się słyszeć z oddali-O niebiosa zlitujcie się nade mną.
-Nie przejmuj się matką.Jak zwykle gra i histeryzuje.
-Wiem ojcze...wiem.Urodzona z niej aktorka.

Właściciel tajemnej róży spogląda na stajennego:

-Zaopiekuj się mą córką i naucz wszystkiego co wiesz o koniach.
-Dobrze.
-Dbaj by nic jej sie nie stało.Zwłaszcza w czasie jazdy konnej.
-Będę pilnować panienki jak własnej córki Panie Robertson.
-Właśnie na to liczę.
-Nie zawiodę Pana.
-To kiedy zaczynamy pierwszą lekcję-po odejściu ojca.
-Kiedy panienka ze chce.
-No to opowiedz mi o koniach-z usmiechem na twarzy.

Emma i Charles spacerowali w cieniu drzew.On mówił,przekazywał swą wiedzę a Ona chłoneła każde jego słowo.Słuchając...zapamiętając...fascynując się coraz bardziej tymi niezwykłymi...inteligentnymi zwięrzętami o niezłomnym charakterze.Tak było każdego niemal dnia na co jakby ze złością i z zazdroscią patrzyła jej młodsza siostra. Mówiąc nie raz do siebie:

-I czym się tak głupia zachwyca? No czym? Tymi szkapami?-jak mówi nasza matka.Co ona w nich widzi? I jeszcze tak rozmawia ze stajennym jakby był jej przyjacielem. Jakby był jej równy.

Emma widziała zawziętość matki która prawie się do niej od tego momentu nie odzywała...jedynie gdy musiała.Dostrzegała niechęć swej siostry będącej jak zwykle po stronie matki lecz wogóle się tym nie przejmowała.Wiedziała że nie robi nic złego...że oddaje się swej pasji...spełnia jedno ze swych marzeń...i to dawało jej siłę by przeciwstawiać się nieprzychylnym,wrogo do niej nastowionych ludzi.

Nie wiedzieć czemu to wszystko przypominało się Emmie po drodze do Błyskawicy:

"Czemu to wszystko do mnie powraca-zdawała się zastanawiać.Czyżby to był znak? Czyźby oznaczało coś złego? Rozstanie z mą ukochaną Błyskawicą?"

Pogrążona w myślach patrzy na swą miłość stojącą spokojnie w stajni.Z niepewnością przytula się do niej:

-Mam nadzieje że zawsze będziemy razem moja wierna,kochana przyjaciółko.
-A czemu miałoby być inaczej?
-Charles...
-Dlaczego Panienka ma smutne myśli?
-Sama nie wiem...od poranka przypominają mi się chwile gdy ją poznałam i mam jakieś takie dziwne uczucia...jakby coś do mnie mówiło...próbowało coś przekazać.
-To wcale nie musi oznaczać złych rzeczy.
-Oby.Bardzo ją kocham.
-Nigdy w swym życiu nie widziałem tak pięknej więzi między koniem a człowiekiem jak u Panienki.To jest coś nie zwykłego.Jakby Panienka zawsze wiedziała co Ona czuje...co mysli.Jak się zachowa.Porozumiewacie się bez słów.Stanowicie nierozerwalną całość.
-To wszystko dzięki Tobie Charles.
-Ja tylko dałem wiedze a Panienka ma dar.
-Piękne słowa ale ja się tak nie czuje.
-Bo Panienka ma dobre serce wypełnione skromnością.
-Czasami różnymi uczuciami...przeróżnymi.
-Jak każdy z nas.
-Ciesze się że Cię mam Charles.Czasami tylko z Tobą mogę porozmawiać...tak normalnie...swobodnie.
-To dla mnie przyjemność.

Na twarzy Emmy pojawia się uśmiech:

-Lubie gdy Panienka się uśmiecha...przygotuje błyskawicę.
-Dobrze,dziękuje

Emma staje w drzwiach stajni podziwiając magię poranka która choć tak dobrze jej znana niezmiennie zachwycała ją każdego dnia.Zawsze czymś innym...intesywnością barw...czułą delikatnością...radością śpiewu w głosie ptaków...Patrzyła z przyjemnością na szmaragdowy kobierzec pachnący wspomnieniem dziecinstwa...na starą lipę na którą się wspinała i gdzie spisywała wspomnienia...patrzyła a oczy mieniły się radością serca niczym diamenty.Słuchała a dusza rozpływała się w balsamie rozkoszy

"Gdyby tak mogło być zawsze-pomyślała.Gdyby tak można zatrzymać tą chwilę na zawsze...gdyby dało zatrzymać sie czas i już nigdy nie uruchamiać ponownie...szkoda że nie jestem wróżką..."

Rozmyślania przerywa Charles:

-Błyskawica gotowa
-Dziękuje.

Emma niczy rodowita kowbojka dosiadła klaczy

-Panienka to sie chyba w siodle urodziła.
-E tam-ze śmiechem.

Po czym pogalopowała przed siebie niczym wicher:

"A byś tak złamała kark..."-życzyła w myślach młodsza siostra obserwująca z ukrycia Emmę.

Nie wiedząca nic o złorzeczeniach Emma pędziła przed siebie w promieniach słońca...z wiatrem we włosach...dalej i dalej...ku swobodzie...ku wolności...







- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów