Rosalie Moore 1.
opowiadania >



na drzewach zmieniły swą barwę na żółto brązowo i purpurowo. Babie lato, unoszone przez coraz częściej zrywający się mroźny wiatr, plątało się między przygnębionymi ludźmi. Szarość spowiła miasteczko i wprawiła wielu mieszkańców melancholijny nastrój.


Dni czerpały jeszcze z ostatnich promieniu słońca, nocami natomiast bezustannie padał deszcz. Kiedy wreszcie przestawał, rankiem świat otulała gęsta biała mgła, która była niczym puchowa kołdra okrywająca uśpione miasto.



Jesień to szepty Boga.


Być może dlatego, że szelest spadających liści


przypomina trzepot anielskich skrzydeł...



Rosalie przemierzała puste ulice bez konkretnego celu. Chłodny wiatr rozwiewał złote włosy spięte luźno w klamrę i szczypał w zaczerwienione policzki. Ponury dzień idealnie komponował się z jej nastrojem.


- Rosalie! - słysząc znajomy głos, dziewczyna odwróciła się gwałtownie – Witaj.


Michael stał naprzeciw niej, a jego przepełnione miłością oczy uporczywie szukały jej spojrzenia. Nie mogła tego znieść.


- Michael, proszę.. Idź sobie.


Chłopak podszedł do niej i ujął jej drobne dłonie, których skóra na kostkach popękała od mroźnego powietrza.


- Kochanie, błagam. Jesteś dorosła, sama decydujesz o swoim życiu. A ja.. nie potrafię bez ciebie normalnie funkcjonować.. jesteś moim powietrzem.


- Nie mogę się z tobą spotykać, przecież wiesz.. – błękitne, zaszklone oczy Rosalie obdarzyły Michaela rozżalonym spojrzeniem. Pragnęła, by po prostu odszedł. Chłopak ostatni raz zerknął na jej twarz w nadziei.. jednak, gdy z jej ust nie padło już żadne słowo, odwrócił się i wolnym krokiem zaczął się oddalać.


Rosalie westchnęła głęboko, aby uspokoić bicie zbolałego serca. Dręczona wspomnieniami, skierowała się w stronę domu.




Jacob przywitał ją z szeroko otwartymi ramionami. Zapewniał, że martwił się podczas jej nieobecności, czekał, mówił, że kocha całym sercem. Rosalie objęła go za szyję i wtuliła twarz w jego ramiona, które w krótkim czasie stały się mokre od łez. Chłopak przytulał ją mocno i pocieszał, nieświadomy powody jej smutku.



12. Nocą wciąż słyszę jej płacz.


Będzie to rozdział pisany z perspektywy Jenny.



Nieprzyjemną ciszę przy śniadaniu zakłócało tylko stukanie sztućców i szuranie krzeseł. Nikt nie był wstanie wydusić słowa. Matka krzątała się w milczeniu po kuchni, co jakiś czas głęboko wzdychając. Ojciec natomiast popijał świeżo zaparzoną kawę i błądził przygnębionym wzrokiem po porannej gazecie, jednak widać było po nim, że nie potrafi się skupić. Nieciekawa, napięta atmosfera spowodowana była wczorajszą wizytą Jacoba w naszym domu.



Rosalie od kilku dni nie dawała znaku życia. Nie zjawiała się, kiedy mama zapraszała na rodzinny obiad, nie odbierała telefonów. Nie kontaktowała się z rodzicami, ze mną. Na początku sądziłam, że powodem są jej wyrzuty sumienia po tym, jak zobaczyłam ją razem z Michaelem albo strach, że o owym wydarzeniu dowie się Jacob. Jednak wczorajszego wieczora, chłopak zjawił się u nas i rozwiał moje wszelkie domysły.


- Rosalie.. ja jej prawie nie widuję – powiedział. Wyglądał na bardzo zmartwionego. – Ona całymi dniami siedzi zamknięta w jednym pokoju, a gdy chcę wejść, prosi bym odszedł. Nocą wciąż słyszę jej płacz.


Wiedziałam, że musi być jej bardzo ciężko i poczułam w sercu ogromny żal. Byłam jej siostrą i najlepszą przyjaciółką – musiałam jej pomóc.



***



Dziewczyna ubrana w beżowy płaszcz stanęła przed drewnianymi drzwiami. Zapukała niepewnie, jednak odpowiedziała jej tylko cisza. Jenny Moore westchnęła i chwyciła za klamkę. Było otwarte. Zdjęła w szyi kwiecistą apaszkę i rozpięła płaszczyk, po czym rozejrzała się po małym korytarzu. Spokój, który panował przyprawił ją o chłodne dreszcze.


- Rosalie? – zawołała niepewnym, jakby lekko zlęknionym głosem. W tej samej chwili do jej uszu dobiegł cichy szloch. Przeszła wzdłuż przedpokoju. Drzwi jednego z pomieszczeń były uchylone. Dziewczyna pchnęła je delikatnie i ujrzała swoją siostrę. Wystraszona zatrzymała się, gdyż Rosalie jeszcze nigdy nie wyglądała tak źle, jak w tamtej chwili. Blondynka ubrana była w dżinsy i stary, rozciągnięty sweter. Miała opuchnięte, podkrążone oczy i skórę bledszą niż zazwyczaj – prawie przeźroczystą. Włosy niedbale zebrane na czubku głowy, straciły dawny złoty blask. Obok niej dostrzegła stos chusteczek i nietkniętą paczkę papierosów.


- Rose.. – zaczęła Jenny, lecz siostra przerwała jej zachrypniętym od płaczu głosem:


- Zostaw mnie w spokoju – rzuciła, po czym obdarzyła ją pełnym rozpaczy spojrzeniem.


Jenny nie miała pojęcia co powinna zrobić. Czy wyjść i pozwolić siostrze się wypłakać? Czy tego potrzebowała? A może użyczyć jej do tego swoich ramion?



***



- Dzięki, że zostałaś, Jenny.. – usłyszałam odbierając z rąk Rosalie pusty kubek po kakao. Serce zabiło mi szybciej, pod wpływem czułości, którą wywołały we mnie słowa siostry. Dotknęłam jej zmizerniałego policzka i uśmiechnęłam się.


- Zostanę jak długo zechcesz. Jestem przecież twoją siostrą – odpowiedziałam i zaraz dodałam, zmieniając temat – Woda jest już gorąca. Idź umyj włosy, są okropne. A później pomogę ci je upiąć, dobrze?



Rosalie siedziała przed ładną, białą toaletką. Stanęłam za nią i dłonią przeczesałam jej długie, lśniące pukle. Nasze twarze odbijały się od tafli dużego lustra. Jej rysy były delikatne. W oczach tlił się smutek. Smutek oraz tęsknota, która wprost krzyczała z jej spojrzenia. Poczułam uścisk w sercu – Rosalie była zakochana.


- Kochasz go, prawda? – zapytałam.


- Michaela? – uśmiechnęła się i byłam pewna, że na moment odpłynęła pośród własnych myśli i wspomnień – Tak, Jenny.. kocham go.


- Co zamierzasz z tym zrobić?


- Nic – odparła bez namysłu – Nie mogę zranić Jacoba.


- Ale siebie możesz?


- Muszę. Ja wiem, że to wytrzymam. Będzie mi cholernie ciężko, ale.. Jenny, ludzie bardzo szybko się przyzwyczajają. Więc ja.. spróbuję przyzwyczaić się do życia bez Michaela.


- Chcesz żyć z Jacobem bez miłości? Rosalie, nie dasz rady.. powinnaś powiedzieć mu prawdę.


- Właśnie, Rosalie – od drzwi dobiegł nas męski głos i obie się wzdrygnęłyśmy - powinnaś powiedzieć mi prawdę.


- Jacob.. – wyszeptała Rose, a ja wstrzymałam oddech, gdy wstała i podeszła do swojego chłopaka.


- Mam dosyć twojego udawania, twoich kłamstw, Rosalie.


- Przepraszam.. Przepraszam, Kochany.. – nie widziałam jej twarzy, ale byłam pewna, że za moment się rozpłacze. Jacob obdarzył ją chłodnym spojrzeniem i wyszedł.

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
kasia11091996 Linia koment
Dodany:2011-06-08 17:14:32, Ocena: 6.0
podobało mi się;) Jest jedna literówka. Tekst wciąga.

Ocenił/a na: 6
Pasia74 Linia koment
Dodany:2011-06-22 14:54:32, Ocena: 6.0
http://kwejk.pl/obrazek/173174/chi%C5%84ski,horoskop.html

Ocenił/a na: 6
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów